ŻYĆ BEZ CENZURY!

Przez dziesiątki lat powojennej PRL-owskiej Polski miliony naszych rodaków, rozumiejących zgubną rolę i znaczenie wszechobecnej cenzury, marzyło o wolnych, niezależnych mediach – prasie, radio i telewizji. Jej zniesienie stało się faktem dopiero decyzją Sejmu Rzeczypospolitej, kiedy to 11 kwietnia 1990 roku jednogłośnie przegłosowano decyzję o likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.

Zjawisko cenzury jest bardzo stare, pojawiło się wraz z publicznym rozpowszechnianiem treści pisanych, później drukowanych. Już w dziele Platona „Państwo”, pochodzącym z IV w. p.n.e., można odnaleźć wzmiankę, którą dziś nazwano by ingerencją cenzury.

Słowo cenzura (z łac. censere – osądzać) oznacza rodzaj działalności polegającej na ingerencji podmiotu przypisującego sobie prawo do kontrolowania i decydowania o treściach publicznych przekazów, weryfikacji informacji ukazujących się drukiem, także treści w mediach elektronicznych, filmie, telewizji i widowiskach. Cenzurą jest także metoda stosowania półprawd, przemilczania niewygodnych treści, co prowadzi do zakłamywania i celowego wprowadzania w błąd.

Skłonność do cenzury to odwieczny przywilej rządzących. Nic więc dziwnego, że z chwilą powstania Stanów Zjednoczonych sprawę tę, jako najważniejszą dla funkcjonowania demokratycznego państwa, zabezpieczono konstytucyjnie w postaci tzw. pierwszej poprawki do Konstytucji. Zabrania ona cenzury, a także wprowadza wolność religii, słowa, prasy i zgromadzeń. Można zatem powiedzieć, że brak cenzury jest wyznacznikiem demokratycznego państwa.

A jak było w powojennej Polsce?

Sprawą cenzury zajął się rząd w Lublinie już w pierwszych dniach swojego funkcjonowania. Resort Informacji i Propagandy powołano 7 września 1944 roku. Krótko potem z Moskwy przybyli „z pomocą” dwaj członkowie radzieckiego Głównego Urzędu ds. Literatury i Sztuki. Zaowocowało to powołaniem w styczniu 1945 roku Centralnego Biura Kontroli Prasy przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Jego następca, działający w PRL ponad 40 lat - Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk podlegał bezpośrednio premierowi. Powołany został dekretem z 5 lipca 1946 roku.
Okładka "kalendarza Warszawskiego"  wydrukowanego w 1945 roku w Krakowie.
Ocenzurowany, już po wydrukowaniu, zapis o Rzezi Pragi przez Suworowa w 1794 roku.
Nowa powojenna rzeczywistość, monumentalne budowy, socrealistyczna wizja państwa wymagały posłusznego aparatu propagandy. Tym celom podporządkowano wszystkie dziedziny sztuki: film, muzykę i piosenkę, sztuki plastyczne i rzeźbę. Celem było oczywiście przeobrażenie polskiej katolickiej obyczajowości, polskiego patriotyzmu. Szumnie obchodzono święta państwowe według nowego powojennego kalendarza, jednak w wielu domach nadal wisiały religijne symbole, portrety marszałka Piłsudskiego, mówiono o Katyniu, śpiewano patriotyczne piosenki. Wspomagały nas w tym polskojęzyczne rozgłośnie radiowe, które nadawały z zagranicy na nieużywanym już dziś zakresie fal krótkich. Starsi pamiętają „Głos Ameryki” płynący z Waszyngtonu oraz Radio „Wolna Europa” nadające z Monachium. Na Starych Powązkach spoczywa Jan Nowak-Jeziorański, jeden ze współzałożycieli i wieloletni dyrektor monachijskiej rozgłośni. Cenzura, nie mając możliwości ingerencji w nadawane treści, starała się bardzo, by te stacje zagłuszać.

Działalność cenzorska przez lata była poszerzana. Wraz z pojawianiem się nowych mediów dodawano kompetencje kontroli np. punktów kserograficznych, również drukujących plakaty i ogłoszenia, tudzież wytwórców stempli i pieczątek. Fakt ingerencji cenzora nie był na ogół uwidaczniany. Jednak, w wydawnictwach tego okresu można odnaleźć symbole identyfikacyjne cenzorów. I tak dla przykładu pozycje z popularnej serii "Zabytki Warszawy" pt. „Wilanów” prof. Fijałkowskiego zatwierdził cenzor o symbolu O-14-1678, a „Łazienki” prof. Kwiatkowskiego inny podpisany jako O-17-1210. Nawet literatura dla dzieci podlegała cenzurze. „Warszawa znana i nieznana” Katarzyny Beylin wydana pzrez Naszą Księgarnię opatrzona jest sygnaturą B-15-2897. Tytuły te ukazały się w 1973 roku.



Stopka techniczna jednej z pozycji cyklu "Biblioteka Myśli Współczesnej" PIW z symbolem cenzora Z-103 (rok 1983).
Przez lata działania cenzorów były ukryte i w zasadzie bez podstawy prawnej. Dopiero ustawa z 31 lipca 1981 roku usankcjonowała istnienie cenzury. Widocznym znakiem było pojawienie się w ocenzurowanych tekstach informacji zaznaczonej kwadratowymi nawiasami o ingerencji Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Wydawnictw. W wielu przypadkach chodziło o drobne rzeczy, usunięte słowa lub wyrażenia, stąd czytelnicy odnosili często wrażenie, iż ów wtręt o cenzurze zajmował więcej miejsca niż ocenzurowany tekst.

Oprócz ingerencji cenzury w treść książek, sporządzono listę tytułów niedopuszczonych do obiegu. W latach 1952-53 wycofano z bibliotek 2500 tytułów, które pod eskortą wywożono do wyznaczonych w każdym województwie papierni.

Niewątpliwą ciekawostką czasów PRL-u było funkcjonowanie GUKPPiW równolegle z istniejącym zapisem Konstytucji, której art. 71 mówił w punkcie 1, że: „Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji”. Jak wyglądała praktyka starsi czytelnicy doskonale pamiętają.

Ograniczenia w przydziałach papieru oraz ingerencje cenzury w czasach gomułkowskich zaowocowały pamiętnym listem 34. Ten krótki dwuzdaniowy list, napisany przez Antoniego Słonimskiego, a podpisany przez 34 intelektualistów, złożony został u premiera Cyrankiewicza 14 kwietnia 1964 roku. Wywołał falę represji w stosunku do jego sygnatariuszy. Najsurowsze sankcje dotknęły Melchiora Wańkowicza, którego aresztowano i prawomocnie skazano, jednak w obawie kompromitacji władz odstąpiono od wykonania wyroku. Sam pisarz miał się zgłosić do aresztu celem odbycia kary. Jak niosła wieść gminna: „ze szczoteczką do zębów i ciepłymi gaciami w teczce parokrotnie stukał do drzwi więzienia na Rakowieckiej”. Ostatecznie, by wyjść z twarzą, ogłoszono zawieszenie wykonania jego wyroku.

Kolejnym polem działalności cenzury był teatr. Do historii przeszła narada z udziałem najważniejszych osobistości w państwie, która odbyła się w Belwederze 17 października 1948 roku. Władze chciały uczcić 150 rocznicę urodzin Adama Mickiewicza przedstawieniem „Dziadów”. Prezydent Bierut zaprosił twórców spektaklu z Teatru Polskiego, Leona Schillera oraz scenografa Zbigniewa Pronaszkę. Dla władzy nie do przyjęcia okazały się trzy krzyże widoczne w scenografii. Ostatecznie decyzję odłożono o pół roku. Spektakl jednak nigdy się nie odbył.

Do przedstawienia „Dziadów” Adama Mickiewicza powrócił w 1968 roku Kazimierz Dejmek w Teatrze Narodowym. To słynne wydarzenie teatralne z udziałem Gustawa Holoubka w roli głównej przeszło do historii. Cenzura doszukała się w nim wątków antyradzieckich i zadecydowała o zdjęciu przedstawienia ze sceny, co w konsekwencji spowodowało „wydarzenia marcowe” 1968 roku.

Każda dziedzina działalności kulturalnej zmuszała do stosowania indywidualnych środków represji. I tak w kategorii film poznaliśmy dzięki cenzurze nowy gatunek zwany „półkownikiem”. To z pozoru zabawne określenie oznaczało filmy zalegające półki magazynów, które nigdy nie otrzymały zgody na rozpowszechnianie. Niezwykle koleje losu przeszedł natomiast najsłynniejszy powojenny warszawski film „Zakazane piosenki”. Wyświetlany od 8 stycznia1947 roku został po kilku miesiącach zdjęty z ekranów na żądanie Ministerstwa Informacji i Propagandy. Główne zarzuty to zbyt słaby nacisk na okrucieństwo zbrodni niemieckich, a jednocześnie zbyt mało podkreślony udział Armii Radzieckiej w wyzwoleniu Warszawy. Wycięto niemal 1/3 pierwotnej wersji filmu. Po dokręceniu fragmentów filmu w nowej wersji, powrócił na ekrany w listopadzie 1948 roku.

Nadszedł sierpień 1980 roku. Wśród 21 postulatów Komitetu Strajkowego znalazł się punkt 3. o treści: „Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań” Później jednak nastąpił stan wojenny, w słuchawkach telefonów pojawił się pamiętny komunikat: rozmowa kontrolowana.
Przebudowany budynek przy ul. Mysiej niewiele dzisiaj przypomina dawną "jaskinię cenzury".
Fot. Franciszek Trynka
Na ostateczne zniesienie cenzury i likwidację urzędu z ulicy Mysiej przyszło nam czekać jeszcze 10 lat. Gmach dawnego urzędu nie nosi dzisiaj żadnych oznak jego dawnego przeznaczenia. Tylko nazwa skweru mieszczącego się przed budynkiem nawiązuje w przewrotny sposób do jego dawnej funkcji - Skwer Wolnej Prasy.

Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 691524