KOPNIĘTA WARSZAWA

Mamy w Warszawie kilka znanych obiektów, przechodzimy obok nich nie zastanawiając się nad tym, że dawniej stały zupełnie inaczej. 

Dawno, dawno temu śpiewano o naszej stolicy, że „da się lubić i w ogóle i w szczególe i pod każdem innem względem”. Bo rzeczywiście Warszawa pod tym „innym względem” może się poszczycić ilością dużych obiektów, które pierwotnie stały inaczej. W wielu stolicach, większych od naszej, gdyby coś przeszkadzało, to podłożono by ładunki i sprzątnięto gruzy. Ale nie w naszej Warszawie. I to akurat trzeba pochwalić, że to co cenne i zabytkowe starano się uratować w niezmienionej formie. 

Przypomnijmy zatem, co też to stoi inaczej, tym bardziej, że działo się to dość dawno, a na tych obiektach brak informacji o tym, że zmieniały one swe położenie. Zauważmy również, że już dwa pokolenia warszawiaków wyrosły w tym obecnym układzie, po tych niecodziennych operacjach.
ROGATKI GROCHOWSKIE
Zaczęło się od Pragi. Rozwój powojennej Warszawy zmuszał do usprawniania komunikacji, udrażniania traktów komunikacyjnych. W 1960 roku podjęto realizację poszerzenia ulicy Grochowskiej. Przeszkodą na trasie okazały się rogatki Grochowskie w pobliżu skrzyżowania z ulicą Lubelską. Rogatki te, to cenne zabytki architektury klasycystycznej. Przypominają historię inicjatywy marszałka Stanisława Lubomirskiego z roku 1770, otoczenia Warszawy wałami. Miało to na celu kontrolę higieniczną przybywających do miasta w obliczu możliwej epidemii dżumy. Wjazd do Warszawy możliwy był tylko kilkoma wyznaczonymi bramami. Jednak dopiero w czasach Królestwa Polskiego w latach 1818-23 wg projektów Jakuba Kubickiego, znanego warszawskiego architekta, zbudowano 18 pawilonów rogatek, które witały przybywających do stolicy. Do dziś, w niezmienionej formie i tym samym miejscu, stoją jedynie rogatki Mokotowskie na placu Unii Lubelskiej. 
Druga para ocalałych rogatek, które wyszły spod ręki Jakuba Kubickiego, to rogatki Grochowskie. Ukończone w 1823 roku, wraz z uruchomienie tzw. Traktu Brzeskiego prowadzącego do stolicy ówczesnego carskiego Imperium. W czasie zawieruchy ostatniej wojny nie odniosły poważnych uszkodzeń. To właśnie jedna z tej pary, tzw. rogatka północna, zajmująca chodnik w nowym projekcie poszerzonej ulicy Grochowskiej, stała się celem nowatorskiego w polskich warunkach przedsięwzięcia inżynieryjnego. Aby móc to zrealizować, zdecydowano przesunąć ją i ustawić w linii zabudowy północnej pierzei ulicy. Do pokonania była odległość 10,5 m. Za takim rozwiązaniem przemawiał również aspekt ekonomiczny. Okazało się bowiem, że przesunięcie obiektu jest tańsze i szybsze w realizacji, niż jego rozebranie i zbudowanie ponownie w nowym miejscu. Ponadto zachowana zostaje jego historyczna autentyczność.
Projekt przesunięcia rogatki opracował mgr inż. Władysław Makowiecki z biura warszawskiego „Mostostalu”. Sama akcja przemieszczania trwała krótko, niecałe dwie godziny. Jego sukces to właściwe przygotowanie budowli ważącej 600 ton. Tym bardziej, że badania wykazały kilka pęknięć ceglanego muru. Zdecydowano wykonać żelbetowy wieniec u podstawy wtopiony w mur, otaczający i spinający rogatkę wokoło. Podłożono pod podstawę 9 torów rozmieszczonych na całej długości. Pomiędzy tory, a wieniec wsunięto wałki stalowe. Wtedy to, odcięto budynek od fundamentów. W czasie trwających 82 dni przygotowań, w nowym miejscu zbudowano fundament, na który wjechała rogatka. Specjalne dużej mocy wciągarki przesuwały obiekt z szybkością 10 cm/min. Operacja wykonana 24 stycznia 1961 roku zakończyła się pełnym sukcesem. Stała się ona praktyczną szkołą dla projektanta i wykonawcy. Pozwoliła na przygotowanie i wykonanie znacznie trudniejszego zadania, przesunięcia kilkakrotnie większego zabytkowego kościoła na Lesznie. Zanim jednak o tym, pozostańmy jeszcze przy rogatkach Grochowskich.
Minęło 40 lat od przesunięcia rogatki północnej. Wskutek dużego natężenia ruchu drogowego i osiadania gruntu istniało niebezpieczeństwo uszkodzeń południowej bliźniaczki stojącej zaledwie niecały metr od jezdni. Dlatego też po uprzednim wyburzeniu dwu starych kamienic przygotowano operację przesunięcia rogatki południowej. Została ona przesunięta o 8,7 metra 18 czerwca 2001 roku.
KOŚCIÓŁ NAWIEDZENIA N.M.P
Niecałe dwa lata od momentu pionierskiego w naszych polskich warunkach przesunięcia rogatki Grochowskiej, to samo biuro projektowe z inżynierem Makowieckim na czele przygotowało kolejną, znacznie większą i bardziej odpowiedzialną operację. Funkcjonowała już bowiem od 1949 roku trasa W-Z, a w jej ciągu niewątpliwym kłopotem był uniemożliwiający budowę drugiej jezdni kościół Nawiedzenia NMP stojący tuż przy starej wąskiej ulicy Leszno. Nowa trasa, dzisiejsza aleja Solidarności, nosząca po wojnie imię „człowieka, który się kulom nie kłaniał” – gen. Świerczewskiego, powstawała w nowych warunkach. Zabudowę mieszkaniową wykonywano na gruzach getta. Budowane osiedle na Muranowie uwzględniało już miejsce pod nową trasę. Na przeszkodzie pozostawał jedynie kościół.
Choć doświadczenia zdobyte podczas przesuwania rogatki okazały się bardzo cenne, to skala przedsięwzięcia w przypadku kościoła na Lesznie była nieporównywalna. Jego konstrukcja oparta na sześciu filarach o przekroju 3 m x 3 m, oraz ściany grubości 1 metra sprawiają, że masa przesuwanego obiektu to 6800 ton. Znacznie większa była też odległość do pokonania – 21 metrów. Na wykonawcach tej operacji ciążyła ponadto presja opinii publicznej. Sprawa dotyczyła przecież obiektu sakralnego. W momencie niepowodzenia, uszkodzenia, czy zawalenia kościoła trudno byłoby wytłumaczyć katolikom, że był to wypadek przy pracy. Przygotowania wykonano z niezwykłą starannością, a całą operacją zaplanowano na godziny nocne, szczelnie odgradzając teren kościelny i uniemożliwiając obserwację ciekawskim. 

Operacja przesunięcia rozpoczęła się 1 grudnia 1962 roku o godz. 0.55. Pięć wciągarek z ręcznym napędem, każda o sile uciągu 10 ton przesuwało kościół przetaczany na pięciu torowiskach z szybkością 93 mm/ min. Specjalna grupa pomiarowa z Politechniki Warszawskiej czuwała nad równomiernością przesuwania się budowli. Ciekawostką jest, że w czasie operacji trzeba było przenosić uwalniane z tylu stalowe walce po których przetaczano kościół i umieszczać je z przodu na szynach pod zbliżającą się konstrukcję. Każdy z tych walców o wadze kilkuset kilogramów musiał wytrzymać ogromny nacisk. Należało to robić sprawnie i szybko, by nie było zbyt dużej niepodpartej zwisającej konstrukcji. Wszystko na szczęście udało się wykonać bez przeszkód. O godz. 4.42 budowla dotarła na swoje nowe miejsce. Tradycyjnie należało zrobić podmurowanie fundamentu. Na jezdni cegłami klinkierowymi zaznaczono poprzednie miejsce z którego dokonano przesunięcia kościoła. I tak budowla służy wiernym nadal, choć wielu nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś kościół stał inaczej. Nie jest znane powszechnie, że była to trzecia na świecie operacja na tego typu budowli.
Dużo łatwiejsze jest przemieszczanie obiektów typu mieszkalnego. W tym przypadku bryła obiektu jest usztywniona stropami, oraz ścianami, czym różni się od konstrukcji kościoła.
PAŁAC LUBOMIRSKICH
Niewątpliwie najbardziej spektakularnym wydarzeniem i najtrudniejszym w realizacji było przesunięcie pałacu Lubomirskich przy placu Żelaznej Bramy, które jednocześnie było połączone z obrotem fasady pałacu o 78°. Ten zabytkowy pałac o długiej, liczącej ponad dwa i pół wieku 7historii, stał dość dziwacznie usytuowany. Wobec rozpoczętej budowy osiedla za Żelazną Bramą konieczne było uporządkowanie urbanistyczne okolic placu, w tym należało wykonać operację przesunięcia pałacu. 
Pomysłodawcą tego bezprecedensowego przedsięwzięcia był ówczesny marszałek Marian Spychalski, z wyksztalcenia architekt. Ten nietypowy kąt, o jaki planowano obrócić pałac wynikał z ustawienia wobec osi saskiej. Po jego wykonaniu, oś symetrii pałacu po obrocie w naturalny sposób wpisywała się w jej przedłużenie. Doświadczenia zdobyte z opisanych powyżej akcji po raz kolejny okazały się pomocne. Odcięty od fundamentu pałac z podłożonym rusztem kratownicy umieszczono na 10 torach. Przesuwanie budynku wykonywało 10 hydraulicznych podnośników. Operacja przesuwania po okręgu rozpoczęła się 30 marca 1970 roku i zakończyła się 18 maja. Z uwagi na niestabilny grunt operacja przebiegała powoli z systematycznym monitorowaniem prawidłowości przemieszczania budowli. I tym razem osiągnięto pełny sukces. 
Te cztery operacje, coraz bardziej odległe w czasie, pamiętają najstarsi warszawiacy. Historia potwierdziła ich celowość. Dzisiejsze ich usytuowanie jest tak oczywiste, że trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było inaczej.
Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 585450