STARE POWĄZKI - NARODOWA NEKROPOLIA

Regułą było, że w chrześcijańskiej Europie, pochówków dokonywano obok kościołów. Wierni chcieli bowiem spoczywać jak najbliżej domu bożego, w pobliżu ołtarza i relikwii świętych. Tak się działo na prowincji i tak się działo w miastach. I właśnie w miastach problem stawał się z czasem coraz bardziej palący. Choć długo nie wiązano występujących często epidemii z ciałami rozkładającymi się w płytkich grobach, to przecież na przełomie XVII i XVIII wieku takie głosy już się podnosiły. A trzeba też wiedzieć, że nie były to czasy grobów indywidualnych lecz zbiorowych. Ciała zmarłych wrzucano po prostu do wykopanych rowów. Te, początkowo głębokie, wypełniały się stosunkowo szybko i tak, najwyższa warstwa ludzkich zwłok była przysypana z reguły kilkudziesięciocentymetrową tylko warstwą ziemi. W XVIII wieku zaczęto już powszechnie głosić związek miejskich cmentarzy z chorobami trapiącymi mieszkańców miast. Francja była pierwszym krajem, w którym dyskusje zaowocowały istotnymi zmianami. Dekretem królewskim z dnia 10 marca 1776 roku, Ludwik XVI zakazał pochówków w obrębie miast. Od tej pory nowe cmentarze miały być wytyczane extra muros, czyli poza murami, a stare, z czasem, likwidowane. Miliony kości z paryskich cmentarzy na przykład ze średniowiecznego Cmentarza Niewiniątek (le Cimetière des Innocents) trafiły, już w XIX wieku, do korytarzy wykopanych w miękkiej wapiennej skale pod miastem. W ciągu wieków bowiem wapień stanowił podstawowy w tym kraju budulec. Z istniejących ponad stu kilometrów tych korytarzy, dwa stanowią dzisiaj trochę makabryczną, ale niezwykle interesującą atrakcję turystyczną stolicy Francji. 

Polska dosyć szybko poszła za tym przykładem. Pierwszym w Warszawie, ulokowanym poza miastem był cmentarz założony w roku 1781 przez księży misjonarzy z kościoła św. Krzyża. Cmentarz świętokrzyski, jak go zwano, przetrwał do drugiej połowy XIX wieku. Pozostała z niego, jako jedyna pamiątka, dawna kaplica cmentarna, usytuowana dziś przy kościele św. Barbary, przy ulicy Emilii Plater. 

Najstarszym zaś cmentarzem w Warszawie, który istnieje do dnia dzisiejszego są Stare Powązki. Poświęcony 20 maja 1792 roku, w obecności Stanisława Augusta, cmentarz założono dwa lata wcześniej na terenie podarowanym przez rodzinę starosty klonowskiego i stolnika warszawskiego Melchiora Szymanowskiego. Przeznaczono na niego ponad 2 hektary z części gruntów zwanych Szymanowszczyzną, sąsiadujące ze wsią Powązki. Piaszczysty teren otoczony został murem. Według projektu architekta królewskiego Dominika Merliniego zbudowano drewniany kościółek, będący w zasadzie cmentarną kaplicą, oraz budynek katakumb. Groby były już indywidualne, ale ciała grzebano wprost do ziemi. Szybko zapominane przez rodziny, nie pielęgnowane, groby z czasem zanikały. Jest to jedna z przyczyn, dla których nie odnajdziemy na tym cmentarzu żadnych śladów najstarszych pochówków. Nie było też wytyczonych ani alejek, ani kwater. Pojawiły się one dopiero w roku 1837, kiedy teren poszerzono, a cmentarz przez następne kilkadziesiąt lat musiał spełniać rolę jedynego katolickiego cmentarza w mieście. XIX-wieczny historyk Kazimierz W. Wójcicki pozostawił nam taki opis cmentarza widziany oczami dziecka: 

"Daleki od wszelkich zabudowań, na wydmie piaszczystej, miał cechę więcej wiejskiego cmentarza. (...) Opuszczony, zaniedbany, bolesny smutek wzbudzał, bo nie czuć było w nim ani troskliwości w zachowaniu mogił i grobów, ani staranności w tych, co nad nim z obowiązku czuwali. Zdawało się patrząc wówczas na Powązki, że mieszkańcy Warszawy uciekają od niego, jak od moru, że po pogrzebie zmarłego, już się przerwały wszelkie ogniwa. Tak zwane wyższe klassy mieszkańców, nie zajrzały już więcej, lud tylko w dorocznej processyi nie zapominał o tej ustroni." 

Początkowo panował zatem na nim ogólny chaos, potęgowany jeszcze… wykradaniem ciał. A to dlatego, że nowy cmentarz traktowany był przez warszawiaków jako cmentarz „w polu”. Wstyd i hańba temu, kto tam leży! Zdarzały się zatem przypadki wykradania zwłok tuż po pogrzebie. Pod osłoną nocy krewni zmarłego zakradali się na cmentarz i po wykopaniu ciała przewozili je na jeden z istniejących jeszcze cmentarzy miejskich. Sporo czasu minęło zanim ten pogląd zaczął zanikać, a ludzie spojrzeli na nową nekropolię innymi oczami. Wymagało to czasu i wysiłku wielu światłych ludzi. Samego króla, jego otoczenia, a także hierarchów kościelnych. 

Dzisiaj Stare Powązki to teren 43 hektarów i największa pod gołym niebem galeria rzeźby. W drugiej połowie XIX wieku realizowali tu zlecenia bogatych rodzin kupców, bankierów, przemysłowców, urzędników wybitni polscy rzeźbiarze, tacy jak Bolesław Syrewicz, Teodor Skonieczny czy Andrzej Pruszyński. To galeria rzeźby dla wszystkich, a dla „wtajemniczonych” Wielka Księga Historii Warszawy. 

Andrzej Papliński

19 maja 2020 roku
Fot. Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193440