TRUDNE DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI

W powszechnej świadomości Polaków Warszawą w okresie zaborów zarządzali Rosjanie. Jak się to zatem stało, że 11 listopada 1918 roku nasi żołnierze rozbrajali Niemców? 

Aby przypomnieć kolejność wydarzeń, wróćmy do roku 1915. Wiosną armie niemiecka i austro-węgierska rozpoczęły ofensywę wschodnią. Zapoczątkowała ją na początku maja bitwa pod Gorlicami. Systematyczne postępy wojsk w okresie lata sprawiły zajęcie terytorium polskie z Wilnem i Lwowem. 

Warszawa została zajęta 5 sierpnia 1915 roku. Rosjanie zostali wyparci na wschód. Warszawa jako miasto nie poniosła praktycznie strat, jednak uciekająca armia rosyjska po ewakuacji zniszczyła wszystkie mosty, w tym funkcjonujący zaledwie kilka miesięcy most Mikołajewski, czyli nasz poczciwy „Poniatoszczak”. 

W Warszawie rozpoczęły się tym samym kolejne rządy Niemców, a gubernatorem miasta został Hans Beseler. Jak to w takich przypadkach bywa, nowa władza, chcąc się przypodobać obywatelom, podjęła kilka pozytywnie odebranych decyzji. Przywrócono język polski jako wykładowy na uczelniach. Reaktywowano Uniwersytet Warszawski, niemal w 100-ną rocznicę jego powstania. Warszawa została powiększona. Jej powierzchnia wzrosła niemal trzykrotnie. Poszerzono granice miasta, m. in. o Mokotów, wychodząc poza linie dawnych rosyjskich fortów. 

Jednocześnie jednak cesarze Niemiec i Austro-Węgier zaczęli snuć perspektywy, co dalej, co z Polską po wojnie, mając również na względzie potrzeby kadrowe w armiach. Sądzili, że za gwarancje powstania przyszłego Królestwa Polskiego, Polacy będą walczyć w ich szeregach przeciw Rosji. Było to, m.in. podstawą ogłoszonego w Pszczynie aktu, zwanego od daty ogłoszenia „aktem 5 listopada”. Choć nie miał on mocy sprawczej, zapowiadał powstanie samodzielnego Królestwa Polskiego z wojskiem odwołującym się do naszej historycznej tradycji. Gubernator Beseler w ślad za tym aktem powołał w Warszawie namiastkę rządu polskiego, tzw. Tymczasową Radę Stanu. Ta właśnie Rada powołała do życia Radę Regencyjną, w której skład weszli książę Zdzisław Lubomirski i prymas Aleksander Kakowski. 

Nieoczekiwanie ten dokument cesarzy Niemiec i Austro-Węgier wywołał żywy odzew w Europie i Ameryce. Zaskoczone państwa Ententy zaczęły wygłaszać podobne obietnice. Duma Rosji uchwaliła, podobną do owego aktu, swoją deklarację powstania państwa polskiego. Jak się później okazało najcenniejszym głosem w ten sprawie był zgłoszony przez prezydenta Wilsona 13. punkt w słynnej 14-punktowej deklaracji pokojowej po I wojnie światowej. Sprawa Polski nagle stanęła w centrum uwagi. To za to Warszawa uhonorowała prezydenta USA nazwą placu na Żoliborzu. 

Wróćmy jednak do początku 1917 roku. Gubernator Beseler rozpoczyna w ramach realizacji „aktu 5 listopada” organizowanie Polskiej Siły Zbrojnej (Polnische Wehrmacht), w skład której miały wejść również brygady legionów. Końcowym aktem tej mobilizacji miało być złożenie przez żołnierzy przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec. 

Józef Piłsudski, którego zdanie w legionach znaczyło najwięcej, był krytyczny wobec tej inicjatywy i odradzał składanie przysięgi. Nie wierzył Niemcom, skłaniał się bardziej ku krajom Ententy. Zdecydowanie odróżniał deklarację samodzielności królestwa zapowiedzianą w akcie, od niepodległości państwa. Uważał, że sprawa Polski i jej granic powinna się rozegrać w trybie traktatowym i wygłaszanie tego typu przysięgi w tym momencie jest przedwczesne. 

Uroczystości przysięgi miały odbyć się 9 i 11 lipca 1917 roku. W rezultacie tylko część II Brygady Legionów złożyła przysięgę. Była ona dowodzona przez gen. Hallera i miała najsłabszy związek z Piłsudskim. I Brygada oraz III w całości odmówiły. Skutkiem tego zdarzenia było internowanie polskich żołnierzy w obozie w Szczypiornie, a oficerów w Forcie Beniaminów. 

Nawiasem mówiąc, to od tej położonej na przedmieściach Kalisza miejscowości wywodzi się nazwa „szczypiorniaka”, popularnej obecnie dyscypliny sportowej, zwanej dziś piłką ręczną. Mało znany, dziś niemal zapomniany, jest fakt, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu mówiąc o wychowaniu fizycznym w szkołach, używało się głównie tej starej historycznej nazwy. Była to popularna gra wśród internowanych żołnierzy, pozwalająca zachować tężyznę fizyczną w czasie przymusowej bezczynności. 

Władze niemieckie nie miały ochoty patrzyć bezczynnie na zachowanie i działalność brygadiera Piłsudskiego. Minęło zaledwie kilka dni od daty nieudanej przysięgi, gdy w nocy z 21 na 22 lipca aresztowano go w Warszawie, a razem z nim Kazimierza Sosnkowskiego. Zostali obaj przewiezieni do Gdańska, a po kilku dniach trafili do twierdzy w Magdeburgu. Ponad rok obaj byli od siebie odizolowani. Otrzymywali prasę tylko niemiecką, nie mieli kontaktu z krajem. Jedyny wyjątek zrobiono Piłsudskiemu pozwalając napisać list do księcia Lubomirskiego w lipcu 1918 roku, w którym prosi go o starania w sprawie rozstrzygnięcia jego losu przez sąd, do którego każdy ma prawo. 

Uwięzienie Józefa Piłsudskiego w Magdeburgu, te szczątki informacji o nim docierające do kraju sprzyjały budowaniu jego legendy, jako uwięzionego męża opatrznościowego, twórcy legionów, rozmyślnie odsuniętego od wszystkiego, co było dla niego najcenniejsze. Niewątpliwie sam dojrzał do roli przywódcy kraju, nie tylko jako twórcy legionów. Wieści o uwięzionym komendancie przenikały granice zaborów. Wszystko to czyniło z Piłsudskiego głównego kandydata na przyszłego przywódcę kraju. 

Nadeszła jesień 1918 roku. Sytuacja w Europie zmierzała do niechybnego końca. Widząc słabość Niemców, Rada Regencyjna 7 października ogłosiła niepodległość Królestwa Polskiego, rozpoczęto tworzenie zrębów przyszłego rządu, w którym dla Józefa Piłsudskiego zarezerwowano stanowisko ministra wojny. Informacja ta dotarła do Magdeburga. Miejscowy tygodnik „Die Woche” zamieścił zdjęcie z podpisem: „Józef Piłsudski – polski minister wojny”. Dyżurujący podoficer pokazał gazetę obu więźniom. Piłsudski wspominał po latach: „Ironia była niezwykła – minister wojny w więzieniu. Takie jaskółki do mnie przylatywały”. 

Natomiast książę Lubomirski wspominał, że wszelkie interwencje u gubernatora Beselera kończyły się niezmiennym zdaniem: „nie przekażemy tego człowieka”. 

Historia jednak toczy się dalej. Listopad, jego pierwsze dni, to niepokoje społeczne w Niemczech, objawy rewolucji w dużych niemieckich miastach, w Kolonii bunt marynarzy floty wojennej. 

8 listopada padły słowa z ust dyplomaty hrabiego Harry Kesslera: „Panowie są wolni”. Przybył on do twierdzy, by oznajmić tę wiadomość obu więźniom. Poprzedniego dnia otrzymał telegram z Berlina z decyzją o ich zwolnieniu. Hrabia podstawionym samochodem odwiózł Piłsudskiego i Sosnkowskiego do Berlina. Następnego dnia specjalnie przydzielonym pociągiem wyruszyli do Polski, którym dotarli na Dworzec Wiedeński 10 listopada rano o godz. 7.30. 

Następnego dnia rozpoczęło się przejmowanie władzy, urzędów, rozbrajanie Niemców. 

Jest 11 listopada, po 123 latach dzień upragnionej niepodległości. 
Franciszek Trynka 
Fot. NAC

11 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193464