ŚMIERĆ CHARONA

Nie żyje aktor Witold Sadowy. W branży przez kolegów nazywany był Charonem. Aktor zmarł w wieku 100. lat.

W historii teatru zapisał się w sposób wyjątkowy. Na łamach gazet, m.in. „Życia Warszawy”, z którym związał się w latach 80. pisał wspomnienia o kolegach. O tych, którzy odeszli. Stąd w branży nazywany był Charonem. 

Debiutował w 1945 roku na deskach teatru m.st. Warszawy, czyli obecnego Teatru Powszechnego, rolą Florisa w dramacie zatytułowanym: „Burmistrz Stylmondu” Maurice'a Maeterlincka. Brał również udział w pierwszej powojennej inscenizacji „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. W kolejnych latach związany był, m.in. z teatrami Nowym, Rozmaitości i Polskim. Ostatni raz wystąpił w grudniu 1989 roku. W Teatrze Rozmaitości zagrał rolę Feldmarszałka w „Gałązce Rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego. Następnego dnia w budynku wybuchł pożar, który zniszczył widownię i część sceny. Czy Witold Sadowy odczytał to jako znak końca swojej teatralnej kariery? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że wycofał się z gry i na łamach różnych gazet, m.in. „Życia Warszawy”, „Życia codziennego”, „Słowa” i „Gazety Wyborczej” rozpoczął karierę felietonisty. Pisał o teatrze. Pierwszy tekst napisał o powojennej historii polskich teatrów. Kolejne o aktorach i aktorkach, o tym wszystkim, co działo się na scenie i za kulisami. 

Pierwszym wspomnieniem poświęconym osobie, która odeszła był tekst o jego wieloletniej przyjaciółce Toli Mankiewiczównie. „Była jedną z wielkich gwiazd polskiego kina, najbardziej kasową aktorką, którą oglądała przedwojenna publiczność. Piękna, elegancka i utalentowana. Szalenie ambitna i pracowita. (….) Nazwisko Toli Mankiewiczówny znane było nie tylko w Polsce. Występowała gościnnie w berlińskim Wintergarten, w Hansa Theater, a także w Austrii i Czechosłowacji. Wszędzie przyjmowano ją entuzjastycznie, a krytycy pisali, że nie jest ważne, w jakim śpiewa języku, ważne, że porywa i zachwyca. W Wintergarten występowała dwukrotnie: w roku 1935 i 1938 z równym powodzeniem. W roku 1935 w Warszawie wzięła udział w wielkiej imprezie cyrkowej pt. »Gwiazdy areny«, z której dochód przeznaczono na cele społeczne. Tresowała małe lwiątka i gołębie, które siadały jej na ramionach, głowie i rękach. Pięknie śpiewała piosenkę o gołębiach z placu św. Marka”. Tak o Mankiewiczównie pisał Witold Sadowy w październiku 1985 roku. Wtedy jeszcze nie był Charonem. Wtedy chciał to pisanie o zmarłych rzucić. Został nim po którymś z kolejnych tekstów poświęconych tym, którzy odeszli. 

7 stycznia br. na deskach Teatru Ateneum obchodził swoje 100. urodziny. Spotkanie połączone było z promocją jego książki „Przekraczam setkę”. Niedługo po tym TVP Kultura wyemitowała materiał „Sto lat Witolda Sadowego” przygotowany z okazji jego urodzin, podczas którego Witold Sadowy wyznaje, że jest gejem. „Urodziłem się, nie ożeniłem się, jestem inny, jestem gejem. Miałem całe życie swego Janka i byłem z nim szczęśliwy”. Ten spektakularny i nieoczekiwany coming aut odbija się szerokim echem w Polsce i na świecie, sprawę komentował, m.in. „The Telegraph”, oraz brytyjska gazeta „Metro”. 

Witold Sadowy zmarł w Domu Aktora w Skolimowie. W niedzielę, 15 listopada, wieczorem o jego śmierci za pomocą mediów społecznościowych poinformował Związek Artystów Scen Polskich.

Aktor pochowany zostanie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Magdalena Kuc
Fot. Narodowe Archiwum Cyforwe

17 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 192669