PODPOWIADANKI: CO MA KOLEJ DO OBRUSA?

Wagony zatrzymały się na stacji „Centrum”. 
- Wysiadamy! – powiedziałem.
Miśka ruszyła do drzwi. 
- Nie z tej strony! – krzyknął Poldek. 
- Ale ze mnie gapa – złożyła samokrytykę bliźniaczka. – Zapomniałam, że tutaj drzwi się otwierają z prawej strony.  
Ruchomymi schodami wjechaliśmy na górę i wyszliśmy na Patelnię. 
- Miałem cię już dawno zapytać. Skąd się wzięła nazwa Patelnia? 
- Tego chyba nie wiedzą najstarsi górale, to znaczy najstarsi warszawiacy. Dla mnie to jest najgorętsze chyba miejsce w Warszawie. Popatrzcie, tu jest prawie sam beton. Jak w lecie słońce przygrzeje, to temperatura jest nie do wytrzymania. I każdy się tu wówczas czuje, jakby podsmażany na patelni. 
Krytycznie czasem podchodzący do moich wyjaśnień Poldek tym razem przełknął je bez zastrzeżeń. Już na własnych nogach weszliśmy po zwyczajnych, nie mechanicznych, schodach na poziom ulicy. Przed nami pojawiło się podziemne wejście na dworzec „Warszawa Śródmieście”. 
- Stąd jechaliśmy kiedyś do lasu na grzyby. Z naszą klasą. 
- No, tylko, że jedyne grzyby, jakie udało nam się znaleźć, to były czerwone muchomory – pokręcił nosem Poldek. 
- Nic dziwnego, muchomor, ten czerwony, łatwo rzuca się w oczy, a inne grzyby maskują się umiejętnie. Mają swoje barwy ochronne i trzeba wyrobionego oka, żeby je znaleźć pod mchem albo ściółką leśną. A zresztą, ta wasza szkolna wyprawa na grzyby, to był prawdopodobnie tylko pretekst, żeby was wywieźć do lasu… 
- I zgubić! I żeby Baba Jaga nas zjadła! – chichotała Miśka. 
- A wiecie, że jak byłem w waszym wieku, to też stąd jeździłem z moim tatą na grzyby. Strasznie to lubiłem, bo dwa razy, w jedną i w drugą stronę, pociąg przejeżdżał przez długi, ponad kilometrowy, tunel. I robiło się wtedy całkiem ciemno. 
- Pamiętam z tej naszej wycieczki. Ale co to za atrakcja? – wzruszył ramionami Poldek.
Wówczas pomyślałem, że to pokolenie komputerowo – telewizyjne, wychowane na krwistych kryminałach i horrorach jest chyba trochę przerażające.

- W każdym razie, mnie się to tak podobało, że czekałem z niecierpliwością na następną niedzielę. A ten tunel jest stary, bo jeszcze trochę i będzie miał 100 lat. Jego otwarcie w 1933 roku dało kolei nowe możliwości. I dla dalekobieżnych składów, i dla pociągów podmiejskich. Mogły swobodnie przejeżdżać przez samo centrum miasta. Nikomu nie przeszkadzając. A w ogóle, to jesteśmy w miejscu, gdzie kiedyś stał pierwszy warszawski dworzec kolejowy. Dworzec kolei, która połączyła Warszawę ze stolicą Austrii – Wiedniem, stąd jej pierwsza nazwa: Droga Żelazna Warszawsko – Wiedeńska. 
- Bujasz, droga żelazna? – Poldek wrócił do swojego zwyczaju negowania moich słów. 
- Właśnie tak, kiedyś w taki sposób określało się tory kolejowe, także w języku polskim. Bo przecież to była droga dla wagonów wykonana z żelaznych torów, szyn, prawda? 
- No, niby tak. Ale… 
- Ale… W wielu językach obcych w dalszym ciągu tak się określa kolej. Po rosyjsku to „żelieznaja daroga”, po francusku „le chemin de fer” (czyt. le szmę de fer), po angielsku… no, po angielsku to raczej transport szynowy… Chociaż, z czego są szyny? Z drewna? 
- To w takim razie skąd się wzięła kolej po polsku?
- Od kolein! 
- Ko… co? 
- Kolein, czyli wgłębień w ziemi zrobionych przez koła wozów lub powozów.
Najpierw bliźniaki popatrzyły na mnie z politowaniem, potem ruszyły do wspólnego ataku. 
- Koleiny to wgłębienie… 
- Szyny sterczą do góry… 
- To co ma jedno… 
- Do drugiego? 
- A właśnie, że ma. Do czego służą szyny? 
- No, do jazdy. 
- Ale po co układa się szyny, skoro można jeździć po prostu po ziemi? 
Tu dzieciakom zabrakło konceptu. 

- Powody są dwa. Pierwszy to zmniejszenie tarcia między kołami a podłożem. Ale to nas tymczasem nie interesuje. Wrócimy do tego za chwilę. Po drugie, to ukierunkowanie jazdy. Żeby pojazd nie zbaczał na boki, bo trudniej jest go wtedy pchać bądź ciągnąć. I do tego mogą posłużyć koleiny. A pierwszy raz zastosowano je już w starożytnej Grecji. Ponad dwa i pół tysiąca lat temu. Na odkrytej przez archeologów tzw. linii Diolkos, przecinającej Przesmyk Koryncki. Kiedy spojrzycie na mapę Grecji, to zobaczycie, że aby dostać się statkiem z Zatoki Sarońskiej do Zatoki Korynckiej, trzeba opłynąć cały Peloponez. To grubo ponad 200 kilometrów, może nawet 300. A poza tym trzeba było się wystrzegać po drodze niebezpiecznych miejsc, gdzie pogoda była bardzo nieprzychylna żeglarzom. Dlatego jeden z władców miasta Korynt, Periander, kazał zbudować drogę, po której były przewożone okręty na specjalnych platformach. I jeszcze dzisiaj możemy tam zobaczyć coś w rodzaju kolein ułatwiających kierowanie tymi platformami. 
- I co, mieli lokomotywy do ciągnięcia tego ciężaru? 
- Oczywiście, że nie, ale to były czasy niewolników, którzy go ciągnęli zamiast lokomotyw. 
- Dziwne – stwierdziła Miśka, kręcąc nosem. 
- Czasami wytłumaczenie, skąd pochodzi jakieś słowo nie jest łatwe. A określenie „droga żelazna” było używane na przykład w warszawskich gazetach przez całą drugą połowę XIX wieku, dlatego jest czasem uważane za rusycyzm. I może właśnie stąd wziął się pomysł, aby zastąpić to określenie polskim słowem „kolej”. 
- A co z tym tarciem? – przypomniał Poldek. 
- Jak wrócimy do domu, weź wagon z twojej kolejki i postaw go na stole, na obrusie. Przywiąż do niego kawałek sznurka z niedużym ciężarkiem. 
- A skąd niby mam ciężarek wziąć? 
- To może być byle co, na przykład gumka „Myszka”. 
- Jaka? – prawie krzyknęła Miśka. – Myszka? 
- No, gumka do ścierania. Zawsze mówię gumka „Myszka”, bo za moich szkolnych czasów był na gumkach rysunek myszki. 
- Dobra, wracajmy do wagonu. I co dalej? – niecierpliwił się Poldek. 
- Przełóż sznurek z myszką, to znaczy z gumką za krawędź stołu. Jeśli gumka jest cięższa od wagonu, to go pociągnie, ale szorstka powierzchnia obrusa sprawi, że jego ruch będzie wolny. Potem postaw wagon na szynie i zrób to samo doświadczenie. Tym razem, na gładkich torach wagon pojedzie szybko. I o to chodzi w kolei. Najtrudniej jest rozpędzić się z ciężarem, ale potem ciągnie się go bardzo łatwo. No, chyba że tory idą pod górę. Dlatego do przewożenia towarów, na samym początku istnienia kolei, nie używano lokomotyw… 
- Jak na samym początku, to ich jeszcze nie było! 
- To prawda, ale kiedy już były, toczyła się prawdziwa wojna między koleją parową a ciągniętą przez konie. O, proszę, jeszcze w drugiej połowie XIX wieku tramwaje były konne. I wiecie, niektórzy mówią, że rozstaw szyn jest na szerokość końskiego zadu. No, bo przecież koń, jak ciągnął wagon musiał się zmieścić między szynami. 

- A do tego Wiednia, to też końmi się jeździło? – spytała nagle Misia. 
- Wyobraź sobie, że takie pierwsze pomysły rzeczywiście były, choć myślano wówczas bardziej o transporcie towarów, w którym czas nie odgrywał aż tak wielkiej roli. Kiedy jednak pomyślano o przewożeniu pasażerów, czynnik czasu okazał się istotny. Przecież żaden zaprzęg koński nie mógł pojechać szybciej niż pociąg ciągnięty przez parowóz. 
- No, ja myślę. Żaden koń nie prześcignie Pendolino! 
- Ja też wolę jechać do cioci Zosi do Gdyni przez kilka godzin, niż przez kilka dni. 
- Pić! – zajęczała Miśka i na tym temat, przynajmniej na chwilę, się wyczerpał. 
Anrzej Papliński
Fot. Magdalena Kuc

Wykorzystano:
fragment mapy Grecji (domena publiczna)
rycinę z "Kłosy", Nr 88 z 22 lutego 1867 roku

20 listopada 2020 roku

Zapraszamy do czytania poprzednich podpowiadanek:

JAK TO Z SYRENKĄ BYŁO...

Chodzicie z dziećmi po mieście. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat...

SYRENKA Z KATEDRY

[17.07.2020] Szliśmy ulicą Świętojańską. Miśka i Poldek, jak zwykle, ciągnęli mnie do ich ulubionych lodów...

CHRYSTUS OD FARY

[24.07.2020] Lody lodami, ale w końcu znaleźliśmy się w środku katedry św. Jana. Przeszliśmy obok kaplicy – mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego i poszliśmy w kierunku kaplicy Baryczkowskiej...

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

[31.07.2020] Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się ...

LATARNIE NA DACHACH...

[7.08.2020] Ruszyliśmy szukać wielkiego stawiacza min. Żeby wyjść poza mury obronne miasta musieliśmy przejść przez rynek....

BRAMA BRAMIE...

[14.08.2020] Wyszliśmy z rynku i ulicą Nowomiejską ruszyliśmy w stronę barbakanu. Zatrzymałem się tuż przed nim...

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH 

[21.08.2020] Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką...

POGODA NA ULICY PIWNEJ

[29.08.2020] Weszliśmy w ulicę Wąski Dunaj, po minucie minęliśmy po lewej stronie Szeroki Dunaj, który kiedyś odgrywał również rolę rynku...

STAROMIEJSKIE GOŁĘBIE

[4.09.2020] Ulicą Piwną poszliśmy w kierunku placu Zamkowego. Po drodze minęliśmy kamienicę, w której kiedyś mieszkał aktor...

PIWNA CZY TO PTASIA

[12.09.2020] Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale czy był z pisklętami...

FRYCEK NA COKOLE

[18.09.2020] Alejami Ujazdowskimi szliśmy w stronę głównej bramy parku łazienkowskiego. ...

DLACZEGO NIE TUTAJ

[25.09.2020] Miałem już zamiar odejść od pomnika Fryderyka Chopina, ale Poldek zatrzymał mnie krótką uwagą...

ORANŻERIA CZY GALERIA? 

 Skierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na dół, na tyły Starej Pomarańczarni.

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 

NO, CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu...

DOOKOŁA WODY

Bliźniaki oblizywały się po zjedzonych gofrach, ja płaciłem rachunek, a wokół kręciły się gromadki wróbli kłócących się o okruchy z ciastek...

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem odezwałem się tajemniczo zniżając głos...

KARMIĆ I NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”...

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 189085