DWA WIEKI MARCONICH

W tym roku mija 200 lat, gdy na zaproszenie generała Ludwika Michała Paca przybył do Polski Enrico Marconi. Właściciel licznych włości na Suwalszczyźnie z pewnością nie przypuszczał, że w osobie młodego wykształconego, choć jeszcze bez doświadczenia zawodowego, architekta sprowadza do Polski przyszłego wybitnego twórcę, inżyniera i pedagoga, założyciela niezwykle ważnego i zasłużonego rodu. Enrico, a właściwie Henryk (pod tym bowiem imieniem wszedł do naszej historii architektury), i jego rodzina pozostawili trwały ślad w wielu dziedzinach życia, szczególnie na polu kultury i sztuki.

Pierwotnym zadaniem zleconym przez Paca Enrico Marconiemu było dokończenie rozpoczętej dwa lata wcześniej budowy pałacu w Dowspudzie. Młodzieniec nie zawiódł pokładanego w nim zaufania i stworzył rezydencję, która swą wspaniałością i wystawnością okazała się rodową wizytówką fundatora. To od niej wywodzić się ma znane polskie porzekadło mówiące, że „wart Pac pałaca, a pałac Paca”.
Pałac w Dowspudzie
"Tygodnik Ilustrowany" 1865
Wkrótce miało się okazać, że ukończenie prac w Dowspudzie nie oznaczało kresu pobytu Marconiego w Polsce i powrotu do słonecznej Italii. Ten zdolny Rzymianin wychowany w Bolonii, gdzie studiował w miejscowej Akademii, postanowił osiąść w Polsce na stałe i tu założyć rodzinę. Jego wybranką okazała się Małgorzata Heiton z pochodzenia Szkotka, córka ogrodnika pracującego dla rodziny Paców. Swoją decyzją Enrico stał się Henrykiem.

Jednocześnie z prowadzonymi pracami w Dowspudzie, Henryk dostaje kolejne zlecenie. Przebudowuje warszawską siedzibę Paców przy ulicy Miodowej. Ta monumentalna brama dzisiejszego Ministerstwa Zdrowia, wraz ze znakomitym rzeźbiarskim fryzem wykonanym przez Ludwika Kauffmanna, uznawana jest za jedno z najcenniejszych dzieł architektury klasycystycznej w Warszawie.

Henryk Marconi z każdym swoim zrealizowanym projektem staje się uznanym architektem, którego prace można napotkać w całej Polsce. Z chwilą przyjazdu w 1828 roku jego młodszego brata Ferrante możemy powiedzieć, że rodzina Marconich stała się rodziną Polaków z wyboru i dołączyła do tzw. Warszawy wielokulturowej. Do Warszawy tych, którzy przyjechali z różnych krajów i osiedlili się w naszym mieście.

40 lat pracy Marconiego w Polsce to ogrom dokonań. Jest architektem wiernym historyzmowi. Jego projekty to nawiązanie do historycznych stylów, głównie renesansu i gotyku, a także do panującego w jego czasach klasycyzmu. W samej tylko Warszawie jego spuścizna robi wrażenie. Składają się na nią obiekty sakralne i świeckie, kościoły św. Karola Boromeusza na Chłodnej i Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim, kolegiata św. Anny w Wilanowie, wraz mauzoleum Potockich, gmach Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, hotel „Europejski”. Niestety, świątynie są budowlami, które często powstają długie lata. Henryk Marconi za swojego życia nie mógł zobaczyć ostatecznego kształtu kolegiaty wilanowskiej oraz kościoła na placu Grzybowskim, który swe wieże otrzymał dopiero 30 lat po jego śmierci.
Budynek Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego przy obecnej ul. Kredytowej
Wraz z podjęciem budowy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, Marconi zostaje głównym projektantem dworców, poczynając od warszawskiego, grodziskiego, po sosnowiecki. Zawdzięczamy mu również pierwsze wodociągi. Jeszcze 30 lat przed Starynkiewiczem i Lindley’em Warszawa otrzymuje dostęp do wody. Powstają zdroje uliczne i pierwsze warszawskie fontanny. Z tego okresu pochodzi wodozbiór w Ogrodzie Saskim.

Henryk Marconi to człowiek pracy. Poza architekturą udziela się w wielu instytucjach i organizacjach społecznych, pracuje w Wydziale Przemysłu i Handlu Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego, przez kilka lat jest także profesorem w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Jako Polaka z wyboru, trzeba wspomnieć także jego zaangażowanie w sprawy powstańcze. Brał udział w powstaniu listopadowym, zaś powstanie styczniowe wsparł pokaźną kwotą w srebrze.

W porównaniu z tak wielką osobowością jak Henryk Marconi, pozostali członkowie rodziny, także zdolni twórcy w różnych zawodach, ze zrozumiałych względów stanowią jakby tło. Wspomnijmy zatem tych najważniejszych.

Młodszy brat Henryka Ferrante Marconi urodził się już w Bolonii. Był rzeźbiarzem sztukatorem. Ściągnięty do Polski przez brata współpracował z nim przy wielu budowlach. Jego wystrój rzeźbiarski zdobił hotel Europejski, Towarzystwo Kredytowe Ziemskie oraz kościół św. Karola Boromeusza na Chłodnej. Najbardziej znanym jego dziełem, jakie dziś możemy podziwiać, jest wystrój rzeźbiarski pawilonów Kubickiego na kampusie uniwersyteckim przy Krakowskim Przedmieściu. Gdy zapadła decyzja o powstaniu Uniwersytetu, Jakub Kubicki zaprojektował powstałe w 1816 roku boczne pawilony, dziś zwane porektorski i poseminaryjny. Choć nie połączone, stanowiły one jakby boczne skrzydła pałacu Kazimierzowskiego. Podczas ich przebudowy w latach 60-tych XIX wieku Ferrante Marconi wyrzeźbił płaskorzeźby zdobiące tympanony obu pawilonów.
Płaskorzeźba Ferrante Marconiego na budynku dzisiejszego Instytutu Historii Sztuki i Wydziału Orientalistycznego UW
Bardziej znanym jest natomiast jego syn Leonard. Bratanek Henryka kształcił się w rzymskiej Akademii św. Łukasza. W Warszawie prowadził pracownię rzeźbiarską, przez kilka lat wspólnie ze znanym warszawskim twórcą Andrzejem Pruszyńskim. Dziełem Leonarda Marconiego jest epitafium Fryderyka Chopina w kościele Św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. W 1873 roku Leonard opuścił Warszawę i do końca życia działał we Lwowie, gdzie był wykładowcą Akademii Technicznej. Najbardziej znane jego dzieła to pomniki - Tadeusza Kościuszki na Wawelu, oraz Aleksandra Fredry, przeniesiony po wojnie ze Lwowa do Wrocławia. Rzeźbiarz spoczywa na cmentarzu łyczakowskim.


Znacznie liczniejsza i bogatsza w wybitne osobistości jest gałąź rodziny wywodząca się od samego Henryka Marconiego. Z jego licznego potomstwa z Małgorzatą Heiton (ośmioro dzieci) ważną rolę odegrali czterej synowie. Najstarszy, Karol, był malarzem fresków, przyozdabiał wiele znanych budowli, pałace i kościoły. Niestety, jego prace w większości do dziś nie ocalały. Nie istnieje już Pałac Kronenbergów, zniknęła willa Marconich przy Marszałkowskiej, a wystrój Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego został zniszczony podczas II wojny światowej. Trudne warunki pracy, zwłaszcza pozycja przyjmowana godzinami przez malarzy fresków, sprawiły, że wcześnie popadł w chorobę płuc i zmarł w wieku zaledwie 37 lat.

Wielka Synagoga przy ul. Tłomackie
Zdjęcie: domena publiczna
Dwaj inni synowie Henryka poszli w ślady ojca i z powodzeniem wykonywali zawód architekta. Leandro Marconi szczególnie związany był z Warszawą. Projektował w stylu eklektyzmu nawiązującego do form renesansu i klasycyzmu. Jego dzieła zdobią stolicę w kilku miejscach, a szczególnie aleje Ujazdowskie (pałacyki Sobańskich, Wilhelma Raua, willa „Pod Karczochem”), bank Handlowy przy ul. Traugutta, pałacyk Zamoyskich przy ul. Foksal oraz pałacyk Lubomirskich przy alei Na Skarpie. Największym, monumentalnym dziełem Leandro Marconiego była synagoga na Tłomackiem. Budowla ta funkcjonowała 65 lat i została wysadzona przez Niemców w powietrze. Jej zniszczenie było dla nich symbolem „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” po powstaniu w getcie w maju 1943 roku.

Drugi z nich, najmłodszy z rodzeństwa, Władysław Marconi to ważna postać z przełomu wieków. Wybitny architekt i konserwator zabytków, wykształcony w Petersburgu, współzałożyciel Towarzystwa Ochrony nad Zabytkami Przeszłości był także członkiem komitetów ds. budowy pomnika Mickiewicza oraz mostu Poniatowskiego. Twórca wielu obiektów w Warszawie, kamienic i pałacyków, jednak zasłynął jako budowniczy hotelu „Bristol” oraz, zniszczonego podczas wojny, budynku Towarzystwa Ubezpieczeń „Rossija” przy ul. Marszałkowskiej 124.
Hotel "Bristol" przy ul. Krakowskie Przedmieście
Ważną i znaczącą rolę w dziedzinie konserwacji zabytków, a w szczególności malarstwa, odegrał również syn Władysława, a wnuk Henryka, Bohdan Marconi. To postać niezwykła, absolwent konserwatorium w Berlinie w klasie skrzypiec był koncertującym muzykiem w Filharmonii Narodowej. Drugim fakultetem, w przyszłości poświęcił się jemu całkowicie, było malarstwo, które ukończył w Académie des Beaux-Arts w Paryżu. W odrodzonej Polsce wstąpił do wojska, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, a od 1922 roku pracował przez 30 lat jako konserwator malarstwa w Muzeum Narodowym. Do historii przeszły jego słynne teki i rolki, które tworzył przed i po wojnie. Były to szczegółowe wykazy obrazów przyjmowane do konserwacji, które po wojnie były bardzo pomocne przy opracowywaniu powojennego raportu dotyczącego zniszczeń i strat. Marconi pracując nieprzerwanie w muzeum, w czasie wojny był świadkiem grabieży i zniszczeń obiektów muzealnych dokonywanych przez Niemców, co opisał w swoich powojennych wspomnieniach w książce „O sztuce konserwacji”. Mianowany profesorem w 1947 roku, był wykładowcą konserwacji zabytków w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Nie wszyscy z rodu Marconich poświęcali się sztuce. Wyłamał się syn Henryka, także Henryk. Urodzony w 1842 roku junior, był później inżynierem-technologiem, specjalistą przemysłu maszynowego. Dyplom uzyskał w Belgii, praktykując w zakładach metalurgicznych J. Cockerill. Następnie, jako przedstawiciel firmy na Rosję, wyjechał do Petersburga. Doceniając jego fachowość, zainteresowała się nim spółka Lilpop&Rau&Loewnstein. Został jej pełnomocnikiem. Przyczynił się do rozkwitu firmy, załatwiając intratne kontrakty na dostawy taboru kolejowego. Gdy powrócił do Warszawy, mianowany został naczelnym dyrektorem firmy. Prowadził szeroko zakrojoną działalność wspierającą instytucje naukowo-techniczne, których był aktywnym członkiem. Włączał się także w działalność charytatywną. Spółka prowadziła i utrzymywała dom sierot po robotnikach. Wspomagał także instytucje kulturalne. Należał do komitetu budowy Filharmonii Narodowej. Ożenił się z Aliną Lilpop, córką Stanisława, założyciela spółki.

Członkowie rodziny Marconich, podobnie jak innych rodzin wielowyznaniowych, pochowani są zarówno na cmentarzach katolickich, jak i ewangelickim. Żona Henryka Marconiego, Małgorzata z pochodzenia Szkotka, była wyznania kalwińskiego, dlatego część dzieci wychowała w tej wierze. Na Starych Powązkach pochowany jest senior rodu Henryk, zaś jego żona w grobowcu rodzinnym na cmentarzu ewangelicko-reformowanym. Ponadto na Powązkach znajdziemy jeszcze dwie osoby z rodu Marconich. Wspomniany wyżej Henryk junior wraz z żoną Heleną z Lilpopów pochowany jest w kwaterze 211.

Grób rodzinny Bohdana Marconiego na cmentarzu ewangelicko - reformowanym
Fot. Wikipedia
Mało znany powszechnie jest fakt, że Andrzej Pruszyński jeden z wybitnych warszawskich rzeźbiarzy II połowy XIX wieku ożenił się z Adelą Marconi, bratanicą Henryka seniora, a młodszą siostrą swego przyjaciela i wspólnika Leonarda, z którym prowadził pracownię. Doczekali się oni pięciorga potomstwa.

Dziś, gdy usłyszymy obcobrzmiące nazwiska Mannów, Borettich, Bacciarellich czy wspominanych dziś Marconich, to z pewnością są to przedstawiciele kolejnych pokoleń, zasłużonych w wielu dziedzinach rodzin, „warszawskich z wyboru”.

Tekst i zdjęcia Franciszek Trynka

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 691510