DOBRANOC! DO WIDZENIA! CZEŚĆ! GINEMY! 

To był najbardziej czarny dzień w historii polskiego lotnictwa cywilnego XX wieku. Spokojnego sobotniego dnia w lesie kabackim rozbił się samolot PLL „Lot” „Tadeusz Kościuszko”, na którego pokładzie podróżowało 172 pasażerów i 11 członków załogi. Nikt nie przeżył katastrofy. Długo nie zapomnimy tej strasznej katastrofy, która zdarzyła się 9 maja 1987 roku. 

Samolot Ił 62 M wystartował do Nowego Jorku kilkanaście minut po 10-tej. Trasa samolotów na tym kierunku prowadzi w pobliżu Grudziądza, by w okolicy Darłowa opuścić obszar powietrzny Polski. Po 23 minutach lotu nad miejscowością Warlubie nastąpiła awaria silnika nr 2. Samoloty Ił 62 i zmodernizowane Ił 62 M wyposażone były w 4 silniki umieszczone parami po obu stronach kadłuba w tylnej jego części. Ten rzadki sposób umieszczenia silników dziś już nie jest stosowany. Feralny silnik znajdował się z lewej strony tuż przy kadłubie. Awaria polegająca na urwaniu się wału silnika wskutek wzrostu temperatury zatartego łożyska, była przyczyną kolejnych uszkodzeń. Elementy wirujące rozerwanego silnika o bardzo wysokiej temperaturze uszkodziły zewnętrzny silnik nr 1 oraz przebiły kadłub wzniecając pożar w komorze bagażowej, która mieściła się w tylnej części samolotu. Uszkodziły także układ sterowania samolotu, zwłaszcza sterami wysokości. Towarzysząca temu dekompresja samolotu zmusiła kapitana Zygmunta Pawlaczyka do obniżenia wysokości lotu z ponad 8200 m do ok. 4000 m. Samolot kontynuował lot z dwoma sprawnymi silnikami i utrudnionym sterowaniem wysokością. Kapitan natychmiast podjął decyzję powrotu do Warszawy, jednocześnie rozpoczęto zrzucanie paliwa. Samoloty te były niezwykle paliwożerne, w podróż za ocean tankowano pełne zbiorniki, prawie 70 ton paliwa. Łącznie masa startowa samolotu wynosiła 165 ton. Wylądowanie z takim obciążeniem nie jest możliwe bez uszkodzenia samolotu. Pożar jaki wybuchł po katastrofie wynikał z tego, że w chwili uderzenia o ziemię w zbiornikach pozostawało nadal ok. 30 ton paliwa, którego nie zdążono zrzucić. Załoga rozważała lądowanie w Modlinie, lecz z uwagi na ówczesny stan, rzadko używanego lotniska tylko do celów wojskowych, braku zaplecza medycznego i pożarniczego jak w Warszawie, oraz wciąż dużego zapasu paliwa, ostatecznie zrezygnowano z tego planu. Północny wiatr tego dnia wymagał podejścia do lądowania od strony Piaseczna. Samolot podążał nad Raszynem wykonując skręt w lewo. W ostatniej fazie lotu pożar w przedziale bagażowym rozwinął się, słychać było wybuch. Eksperci podejrzewają wzmożenie pożaru faktem przewozu przez pasażerów dużej ilości alkoholu. 

Z opublikowanych rozmów wieży kontrolnej, z załogą samolotu na krótko przed katastrofą, słychać podawane odległości, 15, 12, 11 kilometrów od pasa startowego, potwierdzane przez załogę. Do ostatniej chwili kontrola lotów z Okęcia miała łączność z samolotem. Nagle coś się przerwało, po krótkiej przerwie usłyszano ostatnie słowa: „Dobranoc. Do widzenia. Cześć. Giniemy.” Po nich urwała się łączność. Była godzina 11.13, niespełna godzina od startu. Płonący samolot ściął drzewa w lesie kabackim na przestrzeni blisko 400 metrów. Do pasa lotniska zabrakło zaledwie około pięciu kilometrów. 

Niestety jest i smutna strona zachowania się przypadkowych świadków zdarzenia. Mówił o tym w filmie uczestniczący w akcji ratowniczej brygadier Jacek Strzałkowski ze Straży Pożarnej. Zaraz po katastrofie z najbliższych okolic ruszył tłum, niczym hieny, którego jedynym, niczym nie pohamowanym celem, było coś znaleźć. Zanim służby zamknęły i zabezpieczyły teren, część niestety obłowiła się. 

Śledztwo prowadzone przez specjalną komisję udowodniło bez żadnych wątpliwości błędy konstrukcyjne i wady produkcyjne silnika, które były bezpośrednią przyczyną katastrofy. Postępowanie załogi uznano za całkowicie prawidłowe. Jest ciekawostką, że poprzednia katastrofa Iła 62 z 14 marca 1980 roku została spowodowana także uszkodzeniem silnika nr 2. Ustalenia komisji po tamtej katastrofie również nie zostały uznane przez radzieckiego producenta. Nie wyciągnięto żadnych wniosków. Rosjanie uszkodzenia silnika uznali za skutek katastrofy, a nie jego przyczynę.

Katastrofę w lesie kabackim wspomina także Monika Olejnik. Jako jedyna dostępna młoda wówczas reporterka TVP została wysłana na miejsce katastrofy. To straszne przeżycie pozostanie we mnie do końca życia powiedziała dziennikarka. Sławomirowi Zielińskiemu, który ją skierował na miejsce katastrofy powiedziała: „Czy ty wiesz co mi zrobiłeś. Co ja tam zobaczyłam?”, jednocześnie usprawiedliwiała: „Nie miał nikogo innego.” 

Samoloty Ił 62 i Ił 62 M po 1990 roku zostały wycofane z floty PLL Lot i sprzedane na Ukrainę. Ostatnie jeszcze latają w Rosji i Korei Północnej. W udokumentowanych katastrofach tych samolotów, zginęło ok. 1000 osób. Oprócz naszych samolotów znane są katastrofy ośmiu, m.in. na Kubie i Bliskim Wschodzie. Ile było przypadków w ZSRR świat nigdy się nie dowiedział. Jak wspomina w filmie prof. Jerzy Marynicz, specjalista techniki lotniczej, Rosjanie w czasach komunistycznych nie należeli do międzynarodowych organizacji ruchu lotniczego. Jeśli na pokładzie nie było pasażerów spoza ZSRR, takich katastrof nigdy nie ujawniali. 

Na koniec refleksja pilota kapitana Smolicza, również latającego na tych samolotach. Wspomina on w swojej książce, że przez lata po tej katastrofie, latając wiele razy do Ameryki, w momencie przelotu w okolicy Grudziądza wśród załóg zalegała cisza, milkły rozmowy, to był niepisany zwyczaj uczczenia pamięci swoich kolegów. 

Członkowie załogi samolotu spoczywają na Powązkach Wojskowych w kwaterze G w sąsiedztwie swoich kolegów, którzy zginęli w katastrofie z 1980 roku. Niestety wskutek takiego przebiegu katastrofy, były trudności z identyfikacją ciał, których rozpoznano tylko ok. 120. Na cmentarzu Północnym pochowano część pasażerów we wspólnym grobie, oprócz tych, których krewni zabrali do grobów rodzinnych. 

Do dziś nie została wyjaśniona sprawa zaginięcia głównej stewardessy Hanny Chęcińskiej. Podczas analizy zapisów z czarnej skrzynki znaleziono wzmiankę o tym zdarzeniu. Brak Chęcińskiej zauważyły koleżanki w momencie rozpoczęcia przygotowań do lądowania na cztery minuty przed katastrofą. Kierując się sugestią, że mogła zostać wyssana z samolotu na zewnątrz w chwili awarii, wysłano na poszukiwania w okolice Warlubia oddziały ZOMO. Natrafiono na odłamki silnika, jednak ciała stewardessy nigdy nie odnaleziono, ani tam, ani w Kabatach. Istnieje podejrzenie, że mogła znajdować się w pomieszczeniu technicznym w sąsiedztwie płonącego przedziału bagażowego i w momencie słyszalnego w zapisie wybuchu stracić przytomność i tam pozostać. Mogła być tym samym pierwszą ofiarą katastrofy, jeszcze podczas lotu. 

Miejsce katastrofy upamiętnione jest pomnikiem, oraz krzyżem. W każdą rocznicę tego zdarzenia odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy z udziałem władz dzielnicy Ursynów. Przybywają na nie członkowie rodzin tych, którzy zginęli. 

Franciszek Trynka 

9 maja 2020 r.

Fot. Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193256