ROTTERMUND HONOROWYM OBYWATELEM STOLICY

Podczas czwartkowej sesji w dniu 18 czerwca br. Rada Warszawy przegłosowała uchwałę nadającą tytuł Honorowego Obywatela m.st. Warszawy kolejnym pięciu osobom. Wśród nich jest prof. Andrzej Rottermund, historyk sztuki, w latach 1975–1983 zastępca dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, zaś w latach 1991-2015 dyrektor Zamku Królewskiego.A czy profesor zawsze chciał być historykiem sztuki? 

Profesor Andrzej Rottermund urodził się 11 maja 1941 roku w Warszawie. W sierpniu 1945 roku rodzina przeniosła się na Dolny Śląsk i zamieszkała w niewielkiej miejscowości o niemieckiej nazwie Peterswaldau. To dzisiejsze Pieszyce. I tam właśnie po raz pierwszy siedmioletni Jędrek połknął bakcyla historii i miłości do zabytków. A przyczyną tych zachwytów była jego ciocia, z którą przemierzył tę ziemie wszerz i wzdłuż zielonym Oplem-Kapitanem. Podczas cotygodniowych prawie wypraw podziwiał przede wszystkim zamki, których nie brakuje przecież w tym regionie. Zachwycały go swoją sylwetką, położeniem, tajemniczością… W niektórych miejscach już nigdy więcej nie był, ale wryły mu się one w pamięć takimi, jakie je zobaczył oczami siedmioletniego dziecka. W swoich wywiadach profesor wspominał na przykład, jak wielkie wrażenie wówczas zrobił na nim, swoim ogromem i majestatem, neogotycki zamek w Kamieniu Ząbkowickim. I wielkie schody w założeniu klasztornym w Wambierzycach. To sprawiło, że jako turysta owszem podziwiał piękno natury, jak chyba każdy z ludzi, ale prawdziwy zachwyt wzbudzały w nim raczej architektura, rzeźba, malarstwo, ci materialni świadkowie naszej historii. Tej historii, do której miłości nauczyła go jego babcia. Kobieta wykształcona, po wyższych studiach, co, jak podkreśla profesor, nie było często spotykane na początku XX wieku. To dzięki niej poznawał historię. A poznawał ją poprzez malarstwo historyczne. Matejki, Grottgera… 

Drugim wspominanym przez profesora momentem z dzieciństwa, które nadało kierunek jego zainteresowaniom, była kilkudniowa wizyta z ojcem w Krakowie i w krakowskich muzeach. Wówczas dziesięcioletni chłopiec miał niesamowitą okazję poznać figury z ołtarza Mariackiego niemalże twarzą w twarz. Bowiem w 1951 roku ołtarz był restaurowany i siłą rzeczy rozebrany na części. Zdjęto z niego także drewniane figury, które rychło odzyskały swoje kolory i dawny blask. A przed powrotem na ich miejsce, zaprezentowano je publiczności na czasowej wystawie na Zamku Wawelskim. Możemy sobie tylko wyobrazić, jakie wrażenie na małym chłopcu mogły wywrzeć te drewniane figury przedstawiające dziwnie ubranych ludzi a stojące tuż przed nim, i tak ogromne jako baśniowe olbrzymy. 

Do Warszawy rodzina wróciła w roku 1949. Historię miał już we krwi. Jak powiedział w jednym z wywiadów, nawet, gdy zdarzyło mu się wagarować, to trafiał wtedy do Muzeum Narodowego. W pewnym momencie swego życia, zafascynowany dziełami X muzy, czyli kina, postanowił zostać reżyserem filmowym. Był jednak pewien warunek, aby się dostać na wydział reżyserski łódzkiej Filmówki. Trzeba było mieć już wcześniej skończone jakieś studia wyższe na kierunku humanistycznym. Skoro tak, trzeba zacząć od studiów na Uniwersytecie Warszawskim, a skoro kierunek ma być humanistyczny, to sama narzuca się myśl o historii sztuki. Kiedy zaś zagłębił się w poważne studia, poznając przy tym najwybitniejszych polskich uczonych, takich jak prof. Stefan Lorenz, prof. Jan Białostocki, prof. Kazimierz Michałowski, prof. Jan Kozakiewicz, a w późniejszym okresie prof. Aleksander Gieysztor poczuł, że to jego dziecięce zauroczenie sztuką, stało się wielką miłością i pasją jego życia. 

Największą i najdłuższą, bo trwającą całe życie, przygodą zawodową było, jak mówi, spotkanie z Zamkiem Królewskim w Warszawie. Zniszczony przez Niemców w 1944 roku, trwał w ruinie przez pierwsze powojenne lata, a potem przypominał warszawiakom o sobie małym, cudem uratowanym fragmentem muru od strony Wisły. Trzeba było wielkiej zaciętości prof. Lorenza, który nigdy nie zwątpił w konieczność odbudowy tego symbolu naszej historii, aby to się zmieniło. Jeszcze zanim decyzja polityczna o odbudowie została podjęta w 1971 roku, prowadził ze swoimi studentami badania na temat wyglądu zamku, wystroju jego wnętrz. Gromadzone były wówczas wszelkie dostępne w różnych bibliotekach i archiwach materiały. Opisy i rysunki. Ta wiedza pozwoliła później doktorowi Andrzejowi Rottermundowi podjąć się funkcji kuratora oddziału Muzeum Narodowego, którego zadaniem była odbudowa Zamku. Odbudowa nie samej bryły zamkowej, ale przede wszystkim odtworzenie jego wnętrz oraz wyposażenie pomieszczeń. Do tego konieczne było opracowanie metodologii, która okazała się pionierską w skali światowej. Nikt bowiem wcześniej nie realizował takiego wyzwania i na tak dużą skalę. Ogromnym problemem, który należało rozwiązać był też brak przekazów nie tylko ikonograficznych, ale również słownych na temat różnych sal zamkowych. Nic wiec dziwnego, że po stosukowo krótkim okresie wznoszenia budynku i oddania go w stanie surowym, grubo ponad 10 lat trwały: projektowanie oraz aranżacja wnętrz. Konieczne okazały się dalsze czasochłonne i drobiazgowe kwerendy projektów, rysunków, opisów w wielu archiwach nie tylko polskich ale i europejskich. 

Czy udało się osiągnąć spodziewany efekt? Możemy się o tym przekonać każdego dnia spacerując po zamkowych salach i komnatach, podziwiając ich wspaniały wystrój: meble, żyrandole, rzeźby i obrazy. Niektóre z nich to oryginalne dzieła sztuki należące do dawnego wystroju zamkowego, uratowane, często z narażeniem życia, przed rabunkiem w barbarzyńskich czasach hitlerowskiej okupacji. A spoglądając na nie, bez trudu możemy sobie wyobrazić naszych monarchów, ich rodziny i dworzan przechadzających się po salach i korytarzach. Tu biurko królewskie czekające na powrót Stanisława Augusta, tam znowu jego łóżko, w którym każdego ranka podpisywał kilka darowizn na cele charytatywne, aby zacząć kolejny dzień od dobrego uczynku. Przedpokój przed Salą Tronową, w którym znowu zawisły dzieła mistrza Canaletta przedstawiające współczesne mu widoki Warszawy. Jeśli możemy to wszystko oglądać i podziwiać, to dzięki takim ludziom jak profesor Andrzej Rottermund. 

Andrzej Papliński 

24 czerwca 2020 roku 
Fot. Adrian Grycuk (licencja CC BY-SA 3.0 pl)
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 40530