PODPOWIADANKI DLA RODZICÓW: 

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH POWSTANIA

Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką, w wysokich butach z cholewami, w ogromnym, niemieckim hełmie prawie spadającym mu na oczy i z pistoletem maszynowym przewieszonym przez ramię. 
- Po prostu, przedszkolak – wyszeptałem pod nosem. 
- Co mówisz? – dopytała się Misia. 
- Mówię, że patrząc na jego twarz mam wrażenie, że ma, góra, 6 lat. 
- Ale, przecież dzieci nie walczyły z bronią… - rzucił Poldek. 
- Nie. A już na pewno nie przedszkolaki! Ale w czasie okupacji, w strukturze ruchu oporu były także organizacje harcerskie. Również dla tych najmłodszych, od 12 do 14 lat. Były to drużyny „Zawiszy”, wiecie tego od - „polegaj na mnie, jak na Zawiszy”. A przy okazji powiem wam, że nazwy szczebli organizacyjnych w harcerstwie w tym okresie były śmieszne. Bo Kwatera Główna harcerstwa nazywana była „Pasieką”, chorągwie – „ulami”, hufce – „rojami”, drużyny - "rodzinami”, a zastępy – „pszczołami”. Jednak celem dla „Zawiszaków” nie była walka zbrojna, ich zadaniem patriotycznym było uczyć się dla Polski. Bo przecież, po wyzwoleniu, trzeba będzie kraj odbudować, a starszych, doświadczonych pewnie zabraknie. 
- Pasieki? Pszczółki? – widać, że taka struktura polskiego podziemia nie mieściła się Poldkowi w głowie. 
- Właśnie, pszczółki. Może było tak, bo, po pierwsze, wszyscy znają powiedzenie „pracowita pszczoła” i to dla dzieci był czytelny przekaz: bądźcie jak pszczoły, nie czas na zabawę, uczcie się i pracujcie dla ojczyzny, jak te małe owady oddane całkowicie ich ulowi. A po drugie, nawet te małe dzieci musiały zachować sekret. Dorosłemu człowiekowi czasem trudno nie chlapnąć czegoś w rozmowie, a co dopiero dziecku. Jednak, jeśli powiedziało głośno, że należy do roju, jest pszczołą i z innymi broni ula, to takie słowa mogły nie zwrócić uwagi słuchających go osób. 
- A dlaczego on ma karabin, skoro był za mały, żeby walczyć? – zapytała Misia. 
- To nie karabin – zaoponował specjalista Poldek. – To PM. 
- Czyli pistolet maszynowy – dorzuciłem. – Rzeczywiście, dzieci nie walczyły z bronią w ręku, nawet podczas powstania warszawskiego. I nie tylko dlatego, że broni brakowało nawet dla dorosłych żołnierzy. Po prostu nie taka była ich rola. „Zawiszacy” w Warszawie byli… listonoszami, bo w wyzwolonych dzielnicach bardzo szybko uruchomiono pocztę powstańczą. Trzeba było przenosić listy na przykład ludzi, których wybuch powstania zaskoczył poza domem, a którzy chcieli dać znać bliskim, że żyją. W Muzeum Powstania Warszawskiego jest sala poświęcona poczcie. I są w niej na ścianie dwa zdjęcia chłopca zastrzelonego przez niemieckiego snajpera 30 sierpnia 1944 roku. Obok nich wisi jego koszula, ta sama, w której został trafiony, ze śladami kul. Bolek Gepner miał zaledwie 13 lat. 
- To Niemcy strzelali nawet do dzieci? 
- Niestety, tak. Czatowali na górnych piętrach kamienic i strzelali, jak tylko ktoś pojawił się na ulicy. Dorosły czy dziecko, powstaniec czy cywil. A dzieci często się usiłowały przemknąć, bo były łącznikami i przenosiły meldunki pomiędzy oddziałami. Większość z nich nie miała przecież żadnych środków łączności, takich jak radiostacja. 
- A nie mogli zadzwonić? Nie mieli komórek? 
- Nie, Misiu. Ty urodziłaś się już w świecie, w którym prawie każdy ma telefon komórkowy, ale to przecież sytuacja trwająca od kilkunastu zaledwie lat. Wówczas były tylko telefony stacjonarne, ale wystarczyło wyłączyć bądź zniszczyć centralę, aby wszystkie aparaty zamilkły. Z komórkami zresztą byłoby tak samo. Bez centrali, bez serwerów, byłyby głuche.
- A dziewczynki też walczyły? 
- Też. Także były łączniczkami, sanitariuszkami. Opiekowały się rannymi na kwaterach bojowych albo w prowizorycznych szpitalach, które były urządzane naprędce w piwnicach kamienic. Opiekując się nimi, zostawały przy nich całymi dniami i nocami. W ciemnościach rozświetlanych kilkoma zaledwie świeczkami, wśród jęków, szlochów i krzyków. Wiele z nich zginęło razem z ich podopiecznymi. 

Na chwilę zapadła cisza. 
- A wiecie, że ten pomnik ma swój pierwowzór? 
- Pierwo… co? – spytał Poldek. 
- Pierwowzór, czyli kogoś, na kim rzeźbiarz się wzorował. 
- A, to wiemy. Tata czytał nam o „Warszawiaku”. 
- Właśnie o nim myślę. Projekt tego pomnika powstał już w 1946 roku, kiedy jego twórca Jerzy Jarnuszkiewicz był jeszcze studentem. A pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy usłyszał opowieść i, być może, zobaczył zdjęcia dwunastoletniego chłopca w za dużym francuskim hełmie i z karabinem w dłoni. Był to Witek Modelski, który przyłączył się do powstańców na Woli, a potem przeszedł z nimi na Stare Miasto, pod koniec września zaś znalazł się na Wybrzeżu Czerniakowskim, gdzie 20 września zginął przy ulicy Wilanowskiej. Tam został pochowany i tam jego ciało odnalazła po wojnie matka, Jadwiga Modelska. Teraz możecie odwiedzić jego grób znajdujący się na cmentarzu Wojskowym, na Powązkach. Jego prochy złożono w kwaterze żołnierzy i sanitariuszek batalionu „Parasol”. 
- I on miał też PM-a, tak jak ten chłopiec na pomniku? 
- Nie PM-a, ale miał rzeczywiście zdobyczny karabin. Sam go wyciągnął spod jakiegoś czołgu, a ponieważ przez cały czas swojej powstańczej „służby” okazał się chłopcem nie tylko odważnym i pełnym poświecenia, ale też inteligentnym i odpowiedzialnym, jego dowódca pozwolił mu ten karabin zatrzymać. Ale był to naprawdę przypadek wyjątkowy. A na dowód jego zasług powiem wam, że 23 sierpnia, czyli będziemy mieć za chwilę rocznicę tego wydarzenia, został mianowany kapralem oraz odznaczony Krzyżem Walecznych. Odznaczeniem, na które nie każdy dorosły żołnierz jest w stanie zasłużyć. 

Miśka stała nieruchomo, nic nie mówiąc. O ile znam Poldka, to się zastanawiał, czy sam miałby tyle odwagi, co ten mały chłopiec sprzed kilkudziesięciu lat… Pomyślałem, że chyba dość na dzisiaj martyrologii, i trzeba znaleźć inny temat, trochę weselszy. Może, na przykład, opowieść o przestępującym z nogi na nogę na balkonie następcy tronu?

Andrzej Papliński 

21 sierpnia 2020 roku 
Fot. Natalka Chrzanowska
kapral Witek Modelski, 
Zdjęcie archiwalne, domena publiczna
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 190630