LILPOPOWIE

Dwa i pół wieku temu przybył do Warszawy Antoni Augustyn Lilpop, założyciel rodu cenionych zegarmistrzów (lecz nie tylko). 

Z biegiem lat pojawiali się w tej rodzinie wielcy przedstawiciele innych zawodów, jednak to warsztat zegarmistrzowski Lilpopów był tym, który działał nieprzerwanie ponad 150 lat do wybuchu wojny w 1939 roku. 

Nieraz zastanawiałem się, co sprawiało, że do Warszawy przyjeżdżało tak wielu fachowców z różnych dziedzin, rzemiosła, przemysłu. A przyjeżdżali z różnych krajów Europy. Okazuje się, że nie były to przypadkowe zdarzenia, lecz przemyślana, zorganizowana akcja, inspirowana przez samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. 

Chcąc rozwijać dziedziny rzemiosła i usług, w których brakowało fachowców, król wysyłał swoich emisariuszy do znanych ośrodków w rożnych krajach Europy, by zachęcali do przyjazdu do Polski ludzi rozmaitych profesji. I tak dla przykładu, na podstawie zachowanych ksiąg cechowych zegarmistrzów można się dowiedzieć, że w latach 1765-1790 przyjechało do Warszawy 21 zegarmistrzów, w tym 2/3 z Niemiec i Austrii. W ten sposób do Warszawy dotarli m.in. Michał Gugenmus z Bawarii, Franciszek Krantz z Wiednia, a wśród nich nasz bohater – Antoni Augustyn Lilpop z Grazu w Styrii (Austria). 

Myliłby się ten, kto by pomyślał, że wystarczyło przyjechać z zagranicy i na piękne oczy można otwierać zakład. Nic bardziej błędnego. Istniała cała procedura wstąpienia do cechu, której władze rygorystycznie przestrzegały i weryfikowały przyjmowanych członków. Antoni najpierw otrzymał prawo miejskiego pobytu w jurydyce Leszno. Po kilku latach pracy został wyzwolony na czeladnika. Musiało minąć kolejne pięć lat, by mógł przyjąć do wykonania sztukę mistrzowską. Miał do samodzielnego wykonania duży zegar wahadłowy, wybijający kwadranse i godziny, oraz pokazujący dni tygodnia. Był to rodzaj pracy dyplomowej, po której starszyzna cechu przyznała mu tytuł majstra. Dopiero wtedy otworzył swój warsztat zegarmistrzowski na ul. Długiej. Od momentu przyjazdu do Warszawy minęło zatem aż 15 lat. 

W profesji zegarmistrzowskiej Lilpopowie cieszyli się uznaniem i poważaniem. Zajmowali stanowiska we władzach cechu zegarmistrzów. Najlepszym dowodem uznania ich marki było przyznanie im przez Zamek Królewski konserwacji i serwisu zegarów z wyposażenia zamkowego, który prowadzili nieprzerwanie do wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku. 

Jeszcze przed uzyskaniem uprawnień mistrzowskich Antoni Lilpop założył rodzinę. Pozostał w Polsce. Z Dorotą Wilcke, rodem z Krotoszyna, miał 7 dzieci, z których dwaj synowie, najstarszy Augustyn i najmłodszy Jan Karol poszli w ślady ojca, przejmując prowadzenie zakładu. Jednak prawo cechowe nie dawało uprawnień w spadku. Po śmierci ojca, syn Augustyn także musiał przejść procedurę wyzwolenia na czeladnika, a następnie uzyskać uprawnienia mistrzowskie. 

Gdy wejdziemy przez bramę św. Honoraty na Powązkach, zaraz po prawej stronie w kwaterze 15 znajdziemy groby seniorów rodu Lilpopów. Okazały klasyczny grobowiec kryje szczątki założyciela rodu Antoniego Augustyna, zmarłego w 1815 roku. Wraz z nim spoczywają członkowie gałęzi rodziny, która odeszła z zegarmistrzostwa. I tak syn Karol Jerzy był znanym i cenionym złotnikiem warszawskim, swój zakład prowadził na ul. Bielańskiej. Jego lichtarze, świeczniki cukiernice i inne przedmioty do dziś można oglądać w warszawskich muzeach. Pochowany wraz z nim syn Karol Julian swoje zainteresowania skierował daleko od techniki, został magistrem farmacji. 

Franciszek Trynka 

28 sierpnia 2020 roku  
Fot.  Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 117627