CHODŹMY STĄD..., SAMO SEDNO W TYTULE (RECENZJA)

Czy Zuzanna Ginczanka była wariatką reżyser spektaklu? Aby uzyskać odpowidź wystarczy przeczytać raczej jej wiersze. 

Za nami spektakl Teatru Żydowskiego zatytułowany „Ginczanka – Chodźmy stąd”. Przedstawienie przywołuje postać Zuzanny Ginczanki, a właściwie Zuzanny Poliny Gincburg, poetki, żydówki zamordowanej przez Niemców w 1944 roku w Krakowie. Jej wiersze docenił sam Tuwim, a Gombrowicz, z którym przeszła na „ty” nazywał ją pieszczotliwie Giną. 

Spektakl oglądałam w ramach 17. edycji Festiwalu Singera w niedużej salce, w tymczasowej siedzibie teatru przy ulicy Senatorskiej. Niestety, przedstawienie nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia. Dlaczego? Ponieważ Ginczanka nie była wariatką, nie była również histeryczką, wystarczy z uwagą przeczytać jej wiersze i co najważniejsze była ....młoda, Ginczanka w chwili wybuchu wojny ma zaledwie 22 lata. Jednym okiem brązowym a drugim zielonym uważnie i jednocześnie kpiąco patrzy na świat. Będąc bystrym obserwatorem rzeczywistości, doskonale zdaje sobie sprawę z czasów, w jakich przyszło jej żyć: Raz wzbiera we mnie nadzieja, raz jestem niespokojna. Zbyt wiele rzeczy się dzieje — coś przyjdzie: miłość lub wojna — pisze w maju w 1939 roku. 

Niestety, reżyser spektaklu Krzysztof Popiołek zupełnie pominął te aspekty osobowości poetki. Jego Ginczanka jest dojrzałą, rozedrganą do granic możliwości kobietą — wariatką,w tej roli Ewa Dąbrowska, która w szale i twórczym niespełnieniu drze na drobne kawałki papieru kartki zapisane własnym pismem, własne wiersze. Oczywiście można próbować bronić takiej konwencji przedstawienia, argumentując, że reżyser skupia się w sztuce na okresie, w którym poetka ze względu na swoje semickie pochodzenie, musiała się ukrywać, zmieniając miejsca zamieszkania, co generowało różnego rodzaju napięcia emocjonalne. Problem w tym, że tego typu argumentacja zupełnie do mnie nie przemawia. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że spektakl został prawie w całości oparty na jedynym, wydanym w 1936 roku tomiku wierszy zatytułowanym „O centaurach". To w nim Ginczanka zawarła młodzieńczy bunt, pierwsze fascynacje własnym ciałem, niezgodę na konwenanse etc. Jej wiersze są radosne, mimo trudnych pytań, które w nich stawia. Po drugie, poezję Ginczanki cechuje chirurgiczna precyzja w doborze słów i bystrość w ocenie rzeczywistości, których nie traci nawet w obliczu zagrożenia. Najbardziej znanym wierszem poetki, jednocześnie jedynym zachowanym z czasów wojny, jest poemat zatytułowany „Non omnis moriar”. Napisała go w obliczu śmierci, po tym, jak została zadenuncjowana przez niejaką Zofię Chominową — gospodynię domu, w którym się ukrywała, a precyzja i bystrość raczej nie są raczej cechami charakterystycznymi rozedrganych, histerycznych na skraju załamania nerwowego osób. 

Spektakl trwa 50 minut i jedyne momenty, w których z zainteresowaniem śledziłam to, co dzieje się na scenie, to archiwalne zdjęcia Ginczanki, m.in. z okresu dzieciństwa, oraz film, jedyny, na którym możemy zobaczyć postać poetki. Nakręcony w „Adrii”, przedstawia Ginczankę tańczącą w ramionach tajemniczego blondyna. Na uwagę zasługuje muzyka: nowoczesna, elektroniczna, charakterystyczna dla współczesnych klubów nocnych, pojawia się jako podkład do zdjęć życia nocnego starej Warszawy, oraz oszczędna scenografia podkreślająca trudną sytuację, w jakiej znalazła się poetka w czasie wojny. Na scenie pojawia się również mała dziewczynka. W kluczowych momentach zasłania i odsłania białą jak całun kurtynę, co przywodzi na myśl migawkę aparatu fotograficznego, za pomocą którego reżyser wprowadza nas w koleje losu poetki. Kim jest? Dla mnie Zuzanną Poliną Gincburg, jedyną, jaka istnieje na scenie. 

Magdalena Kuc 

30 sierpnia 2020 roku
CHODŹMY STAD

Reżyseria: : Krzysztof Popiołek
Scenografia: Anna Wołoszczuk
Obsada: Ewa Dąbrowska, Zofia Młyńska / Sonia Vinyavskaya  
Muzyka na żywo: Andrzej Perkman 

Czas trwania:  50 min (bez przerwy)
Data premiery: 14 października 2017 r.

Teatr Żydowski
Fot. Rafał Meszka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 194603