"NOWY" WODOZBIÓR W ŁAZIENKACH

W miniony piątek miała miejsce w Łazienkach Królewskich uroczystość udostępnienia publiczności nowej stałej wystawy opowiadającej o wodzie, władzy i widowiskach w historii letniej rezydencji Stanisława Augusta. 

Po dwuletniej przerwie można znowu wejść do wnętrza wodozbioru w parku łazienkowskim. Zamknięty od dłuższego czasu budynek poddany został pracom restauracyjnym, więc możemy go dzisiaj podziwiać w pełnej jego krasie. Miałem okazję obejrzeć jego wnętrza z panem Piotrem Skowrońskim z Działu Badań Naukowych Muzeum Łazienki Królewskie, współautorem wystawy mieszczącej się dziś w popularnym „Okrąglaku”. 

Łazienki i woda, to dwa słowa, które kojarzą się ze sobą natychmiast. Nie ma Łazienek bez wody. Kiedy powstawał pawilon kąpielowy Stanisława Herakliusza Lubomirskiego w lesie, u stóp skarpy, na której wznosił się jego zamek, liczne potoki spływały po zboczach i przedzierały się między drzewami. Kiedy sto lat później, nowy właściciel tej posiadłości, król Stanisław August, zaczął budować wille i pałace, pawilon na wyspie stracił swój charakter. Basen w jego centralnej części, rotundzie, naśladujący starożytne źródło, Hyppokrene, przykryty deskami, stał się ni to siedziskiem, ni to stołem, ale woda w parku pozostała jednym z najważniejszych jego elementów. Bo woda, to życie, to bujna zieleń, a obie te rzeczy razem wzięte, to wspaniałe widoki, to ukojenie dla duszy i oczu. Niewiele jest rzeczy piękniejszych od tafli wody skrzącej się w promieniach zachodzącego słońca. Nic więc dziwnego, że król przedkładał zawsze pobyt w pałacu otoczonym wodą i zielenią, nad mieszkanie w pałacu Myślewickim czy Białym Domku, zagubionymi trochę wśród samych drzew i krzewów. 

Ale woda daje też możliwość pokazania swojej władzy. Stanisław August wspaniale wykorzystał tę okoliczność podczas uroczystości i zabawy, które zorganizował w swojej rezydencji 7 września 1791 roku, z okazji rocznicy swojej elekcji, a także 105 rocznicy wiktorii wiedeńskiej. Wówczas, na moście między pałacem a ermitażem stanął pomnik konny Jana III, a w teatrze na wyspie odegrany został spektakl opowiadający o rywalizacji Juliusza Cezara i Marka Antoniusza o serce Kleopatry. Rywalizacji, która doprowadziła do wojny domowej, a jak wojna, to i bitwa morska. Jan Piotr Norblin na swoich rysunkach uwiecznił to przedstawienie, które odbyło się z też „efektami specjalnymi”. Z pewnością ogromne wrażenie zrobiły na widzach statki pływające po stawie i załogi walczące między sobą, w oparach dymu i huku armat. Wieczorem zaś ognie sztuczne spadające do łazienkowskich stawów dopełniły obrazu tego święta. I wielu gości mogło odnieść wrażenie, że król, który mógł sobie pozwolić na zorganizowanie takiej fety, nie mógł być władcą tuzinkowym. 

Takie i podobne myśli przychodzą człowiekowi do głowy, kiedy przechodzi przez kolejne salki (dawne pomieszczenia mieszkalne z XVIII wieku) goszczące wystawę. Możemy się w nich zapoznać z licznymi planami Łazienek pochodzącymi z różnych okresów. Nie wahajmy się otworzyć szuflad, w których są one poukrywane. Największy z nich pochodzi z roku 1795, kiedy król jest już poza Warszawą. Plan ten jest autorstwa nadwornego malarza, ale i kierownika budów królewskich, Marcello Bacciarellego, i przedstawia projekt doprowadzenia wody z ogrodów Królikarni do wysychających stawów w Łazienkach. Bo, jak napisałem wcześniej, nie ma Łazienek bez wody. 

Odkryciem dla wielu gości może być też model samego wodozbioru, przecięty na pół, wyeksponowany w drugiej sali. Można te połówki zsunąć razem, bądź rozsunąć, aby się przyjrzeć dokładnie przekrojowi. Dopiero tutaj widać, jak został zbudowany zbiornik. Jest to coś w rodzaju korytarza obiegającego rotundę, przykrytego kolebkowym sklepieniem. Z wewnętrznego zaś dziedzińczyka można się było dostać na dół schodami. Dzisiaj w dalszym ciągu jest on wypełniony wodą, choć nikt nie wie, skąd się ona bierze. Albo, poniżej gruntu, jest jakiś naturalny dopływ, albo sam rezerwuar został postawiony na miejscu, gdzie bije źródło. Płetwonurkom, którzy podczas ostatnich prac remontowych zeszli pod powierzchnię wody nie udało się tego rozstrzygnąć. A skoro nowa woda cały czas dopływała do zbiornika, musiał zatem być to zbiornik przepływowy. I znalazł się na to dowód. Resztki drewnianej rury, czy może rynny, odprowadzającej nadmiar wody na zewnątrz. Odpowiednio zakonserwowana wita nas, chroniona grubym szkłem, w posadzce sieni, przez którą wchodzimy na wystawę. 

Nad makietą znajduje się ekran, na którym prezentowane są reprodukcje rysunków i obrazów, między którymi odnajdziemy najstarszy znany nam wizerunek rezerwuaru. Pochodzi on już z czasów Poniatowskiego i namalowany był przez jednego z królewskich malarzy Zygmunta Vogla. Z tego obrazu wiemy, iż spełniał ten budynek również funkcję mieszkalną. Dokładnie bowiem widać rozciągnięte na sznurku suszące się pranie, a przy nim kilka sylwetek ludzkich. 

Niestety, ze względów na bezpieczeństwo przeciwpożarowe nie jest dostępne dla zwiedzających pierwsze piętro, spełniające niegdyś rolę strychu. Dzisiaj, urządzane są tu od czasu do czasu spektakle kukiełkowe dla mini publiczności. Mini, bowiem dla dzieci i mini, bo w małych, kilkuosobowych tylko, grupkach. 

Zapraszam serdecznie wszystkich gości Łazienek do obejrzenia tej niedużej wystawy. Poświecą Państwo na nią może kwadrans, ale z pewnością wyjdą bogatsi w wiedzę o wielu łazienkowych ciekawostkach. 

Andrzej Papliński 

31 sierpnia 2020 roku
Fot.  Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 192717