ZANIM MARYSIA MARIĄ SIĘ STAŁA

Chociaż Maria spędziła tutaj tylko jeden rok swojego życia, kamienica przy ul. Freta 16 jest prawdziwą mekką wielbicieli naszej utytułowanej rodaczki. Kto spojrzy na nią po raz pierwszy sądzi, iż Skłodowscy byli ludźmi majętnymi, skoro było ich stać na posiadanie całkiem sporej kamienicy, albo, co najmniej, na wynajem dużego w niej mieszkania. 

Tymczasem Maria przyszła na świat  w rodzinie nauczycielskiej, profesora Władysława Skłodowskiego i pani Bogusławy z Boguskich, dyrektorki Szkoły dla Panien, mieszczącej się właśnie w tym domu. Stało się to 7 listopada 1867 roku w służbowym mieszkaniu na drugim piętrze. 
Dom urodzenia Marii Skłodowskiej (rok 1934, z nadbudowanymi 2 piętrami)
Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jesienią następnego roku, rodzina przeprowadziła się do nowego lokum w oficynie budynku II Gimnazjum Męskiego, przy ul. Nowolipki. Decyzja o przeniesieniu nie była łatwa, zwłaszcza dla pani Bogusławy. Z nowego miejsca zamieszkania nie mogła kierować szkołą. Musiałaby zrezygnować z pracy z dziewczętami. A to zupełnie nie mieściło jej się w głowie. Kiedy jednak tak biła się z myślami, okrutny los podjął za nią decyzję. Okazało się bowiem, że jest chora na gruźlicę. Nie będzie już mogła pracować z młodzieżą. Trzeba było zatem opuścić dom, który był świadkiem narodzin i dzieciństwa wszystkich jej dzieci. 

W nowej szkole Władysław Skłodowski był nie tylko nauczycielem, ale pełnił również funkcję podinspektora. Zawsze był znakomitym pedagogiem lubianym przez większość swoich uczniów, ale ta druga rola w gimnazjum była dla niego szczególnie ważna, mimo iż ciężka. Bo choć na najgorszy okres rusyfikacji, tzw. noc apuchtinowską trzeba było jeszcze trochę poczekać, lecz już przed nominacją Aleksandra Apuchtina na kuratora Warszawskiego Okręgu Szkolnego, atmosfera się bardzo zagęszczała. Władze carskie, po powstaniu styczniowym mocno „przykręciły śruby” buntowniczym Polakom. Mimo represji młodzież polska wykorzystywała każdą okazję, aby pokazać swoją miłość do utraconej ojczyzny. Każdy jednak, najdrobniejszy jej przejaw był surowo karany. Także przez dyrektora gimnazjum na Nowolipkach, Michaiła Troickiego. Przez kilka lat profesor Skłodowski usiłował bronić swoich uczniów, aż w końcu, zdaniem dyrektora, miarka się przebrała. Podczas wakacji w roku 1873 doprowadził do odwołania niesfornego Polaka z funkcji podinspektora. Był to cios nie tylko prestiżowy, ale także finansowy. Przyjdzie teraz utrzymywać rodzinę z niewielkiej pensji profesorskiej. Prowadzenie stancji dla uczniów wspomogło budżet domowy, ale nie rozwiązało wszystkich problemów. Trzeba było też opuścić przestronne służbowe mieszkanie. Skłodowscy od tej pory przeprowadzali się wiele razy. Zawsze trzeba był szukać taniego mieszkania, ale dużego, aby pomieścili się nie tylko członkowie rodziny, ale również mieszkańcy stancji. 

Do tych trudności finansowych doszły niestety tragedie rodzinne. Najpierw zmarła najstarsza córka państwa Skłodowskich, Zosia. Zaraziła się tyfusem od jednego z uczniów mieszkających u nich na stancji. Trzy lata później schorowana pani Bogusława. Odeszła pełna obaw, jak sobie bez niej poradzą dzieci i ukochany mąż. Mała Mania, Anciupecio, jak ją pieszczotliwie w rodzinie nazywano, ciężko przeżyła zniknięcie kochanych osób. To chyba już wtedy wykiełkował w niej bunt. Do końca życia pozostała osobą niewierzącą. A właściwie wierzącą wyłącznie w naukę. 

Mieszkali na Karmelickiej, na Lesznie… Adresów było więcej, ale części z nich już nawet nie jesteśmy dzisiaj w stanie zidentyfikować. Nawet wertując biografię napisaną przez córkę Marii, Ewę Curie. Wydawałoby się, że nigdzie nie może być więcej informacji, niż tam? Przecież napisała ją córka. Tymczasem nie należy tam szukać takich szczegółów z warszawskiego życia Marii, jak dokładne adresy, nazwiska. Ewa pisała tę książkę już po śmierci matki, a jak sama powiedziała w wywiadzie, jakiego udzieliła Polskiemu Radiu, wcześniej tego nie planowała, nie zbierała materiałów, nie robiła notatek z rzadkich chwil, gdy jej matka opowiadała ze szczegółami o swoim rodzinnym mieście. To już prędzej wspominała o nim sędziwa ciotka Dłuska czy ciągle się nieźle trzymająca ciotka Szalayowa. Ale ich nie było pod ręką. Dzieliło je od Ewy ponad dwa tysiące kilometrów. Matka zaś była osobą zamkniętą w sobie. Niełatwo było ją namówić na wspomnienia. Na to przecież szkoda czasu. Czasu, który można poświęcić rodzinie, a przede wszystkim badaniom. Legenda wielkiej badaczki dała niektórym obraz Marii jako osoby suchej, zapatrzonej wyłącznie w naukę, nie zwracającej uwagi na otoczenie. Zapomniała też pewnie o ojczyźnie, bo jak to jest możliwe, że jej córki nie mówią po polsku. Plotki, plotki, plotki. To prawda, że Maria rozmawiała z Ireną i Ewą po francusku, ale dziewczynki znakomicie mówiły po polsku. Była to zasługa polskich gospodyń, które zatrudniała Maria. One z reguły nie znały francuskiego. Ale ludzie w plotki uwierzyli. 

Nic też bardziej mylnego niż opinia o „wyrodnej matce” opuszczającej dzieci na łaskę francuskiej rodziny zmarłego tragicznie męża. We wspomnieniach Ewy, a także jej starszej siostry, Ireny, przewija się co chwilę obraz matki zapracowanej, ale troskliwej. Także w późniejszym okresie. Kiedy były nastolatkami, młodymi kobietami. Świadczą o tym również ich listy, które pisywały do siebie prawie codziennie. Ten wzorzec kochającej się i żyjącej blisko siebie, mimo fizycznego oddalenia, rodziny Maria wyniosła z własnego domu. Jej brat Józef, jej siostry, kiedy rozpoczęli swoje własne dorosłe życie, rodzinne i zawodowe, nigdy nie stracili kontaktu z pozostałymi członkami rodziny. Pan Skłodowski, emeryt już, mieszkał razem z synem, w okolicach placu Trzech Krzyży. Ojciec może i pozostałby w swoim pustym mieszkaniu, nie chcąc obciążać rodziny syna swoją obecnością, ale Józef nie dopuszczał do siebie takiej myśli. 

Tych warszawskich adresów z jej dzieciństwa jest może niewiele. Marszałkowska róg Królewskiej, gdzie była ulubiona szkoła Maniusi, pensja pani Sikorskiej. Krakowskie Przedmieście ze znienawidzonym III Gimnazjum Żeńskim, które trzeba było ukończyć, bo tylko w szkołach rządowych można było zdać maturę dającą prawo do kontynuacji studiów na uniwersytetach. Kościoły na Nowym Mieście i na ul. Freta. Plac Saski ze stojącym tam wówczas pomnikiem polskich generałów walczących przeciwko rodakom podczas powstania listopadowego, na który każdy polski patriota, zwłaszcza nastoletni, miał obowiązek napluć za każdym razem, gdy przechodził obok. Mało tego. 

Więcej znajdziemy miejsc związanych z pobytami w Warszawie dorosłej już Marii. Marii podwójnej noblistki. Marii honorowanej przez całą elitę miasta. Ale to już będzie zupełnie inna historia.
Maria Skłodowska w wieku 15 lat.
Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pomnik Marysi S., ul. Podskarbińska
Foto: Sabina Chyla
Dom urodzenia Marii Skłodowskiej (rok 2020), Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie
Foto: Franciszek Trynka
Andrzej Papliński

7 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193242