POŻEGNANIE

Tego dnia przed pałacem Wesslów, w którym mieściła się Poczta Saska kłębił się spory tłum. Była cała rodzina Chopinów. Rodzice, pan Mikołaj, profesor Liceum Warszawskiego i pani Justyna. Córki, panny Chopinówny, Ludwika i Izabella. I oczywiście Fryderyk. Bo to za jego przyczyną zebrała się na stacji dyliżansów liczna grupa wielbicieli jego talentu. Wszak nie było tajemnicą, iż od pewnego już czasu szykuje się on do wyjazdu. Wiadomo było, że występ 11 października w Teatrze Narodowym przy placu Krasińskich był jego występem pożegnalnym. Dał wówczas rodakom piękny prezent, swój najnowszy utwór, Koncert e-moll. Nawet „Kurjer” pisał o jego planach. A zresztą, w tym czasie, w syrenim grodzie wszyscy znali wszystkich. Sam Fryderyk też dał znać o terminie, składając przed południem pożegnalne wizyty. Więc i gazet nie trzeba było, aby wiedzieć, że syn profesora Chopina wyjeżdża dziś za granicę podbijać publiczność Wiednia i Paryża. Tego Wiednia, który tak gorąco go oklaskiwał rok wcześniej i Paryża, który był jeszcze wielką niewiadomą. Czy przyjmie na swoje łono syna lotaryńskiego emigranta? Nie będzie chyba łatwo, bo konkurencja tam ogromna. I talentów niemało. Ale nie o tym pewnie myślał tego dnia Fryderyk. To była jeszcze daleka przyszłość. Teraz jedna tylko myśl go zaprzątała. Myśl o rozstaniu. Rozdarty chodził od kilku miesięcy. Z jednej strony czuł, że Warszawa, to co dać mu mogła, to już dała. Teraz tylko wielki świat może uczynić z niego mistrza. Z drugiej jednak wzdragał się na samą myśl o opuszczeniu rodziców, sióstr, przyjaciół. Jakże przyjdzie mu tam żyć bez nich na obczyźnie? Dwie rzeczy osładzają mu trochę gorycz rozstania. Że nie jedzie przecież na zawsze i że towarzyszyć mu będzie wierny druh. W Kaliszu przyłączy się do niego Tytus, przyjaciel największy, i dalej podróżować będą razem. 

Tymczasem, kufry zostały nadane, a ponieważ dyliżans odjeżdżał późnym popołudniem, zgodnie z wcześniej ustalonym planem całe towarzystwo miało odprowadzić Fryderyka aż do wolskich rogatek. Długo trwało pożegnanie z rodzicami, sióstr całowanie i ściskanie… Wreszcie ruszyli. Choć wszystkim było ciężko na duszy, młodość mająca swoje prawa, szybko zwyciężyła smutek. Nie było mowy o tym, żeby te kilka wiorst dzielących Pocztę Saską od granic miasta przebyć w minorowym nastroju. A i Fryderyka trzeba było przecież rozweselić. Co tam podróże! Zawsze się znajdzie droga do domu! Rozochoceni zatem dotarli do ogrodów Aleksandra Unrucha, gdzie stała, pięćset metrów zaledwie od rogatek, gospoda „Pod Wolą”. Tu mogli kontynuować pożegnalną zabawę przerwaną ostatniej nocy. I tutaj czekała Fryderyka niespodzianka miła. Odśpiewali mu wszyscy kantatę, którą sam rektor, pan Elsner skomponował na tę okazję, a do której słowa napisał nie kto inny, tylko dyrektor Teatru Narodowego, imć Ludwik Adam Dmuszewski. 

Zrodzony w Polskiej krainie 
niech Twój talent wszędzie słynie. 
A gdy będziesz nad Dunajem, 
Spreją, Tybrem lub Sekwaną 
Niechaj polskim obyczajem 
ogłaszanymi zostaną 
Przez twe zajmujące tony; 
Co umila nasze strony 
Mazur i Krakowiak luby. 
Stąd szukaj zaszczytu, chluby, 
Nagrody talentu, trudów, 
Że głosząc pieśń naszych Ludów 
Jako ich współziomek prawy 
Przydasz wieniec do ich sławy. 
Choć opuszczasz nasze kraje, 
Lecz serce twoje w pośród nas zostaje; 
Pamięć twego talentu istnieć u nas będzie, 
Życzymy ci serdecznie pomyślności wszędzie. 

A kiedy przebrzmiały te słowa, jak na zawołanie rozległ się głos trąbki. Dyliżans zajeżdżał. Trzeba się spieszyć. Nie będzie czekał. A każdemu przecież trzeba było uścisnąć prawicę, w ramiona wziąć choć na chwilę. Kto wie, kiedy się spotkają? W końcu wsiada, miejsce swoje zajmuje i pojazd rusza. Unosi go w dal. Tuman kurzu szybko przysłania oddalający się dyliżans. Mimo to machają jeszcze rękami na pożegnanie. Choć nie mógł ich widzieć. Został sam. Za kilka godzin rozpocznie się 3 listopada roku 1830. Jeszcze tego nie wiedział, ale miał to być pierwszy dzień jego samotności. 

Andrzej Papliński 

3 listopada 2020 roku 
Fot. Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193431