BELWEDERSKA “PORCELANA”

Johann Friedrich Börtger czy Ehrenfried Walther von Tschirnhaus? Który z nich powinien zostać uznanym za europejskiego wynalazcę porcelany? Przez wiele lat wskazywano na tego pierwszego, wiecznego więźnia elektora saskiego Fryderyka Augusta I (czyli naszego Augusta II Sasa). Zamknięty w „Złotym Domu” w Dreźnie w wieku 19 lat, młody alchemik musiał mieć talent i zdolności, skoro pozostał pod strażą aż do swojej śmierci w 1719 roku. Kamienia filozoficznego nie odkrył, transmutacji nie dokonał, za to znalazł się w zespole kierowanym przez starszego od niego o prawie 30 lat von Tschirnhausa. Ten znakomity matematyk od dawna interesował się produkcją wyrobów z kaolinu. To dzięki rezultatom jego prac i jego perswazjom w Miśni powstać miała pierwsza w Europie manufaktura porcelany. Miał być jej dyrektorem, ale na rok przed rozpoczęciem budowy zmarł. Zastąpił go na tym stanowisku Börtger. I to jemu na długo przypadła sława odkrywcy sekretu wyrobów z „białego złota”.

Pierwsze porcelanowe wyroby w miśnieńskiej manufakturze powstały w 1710 roku. Pierwsza zaś wytwórnia na terenach Królestwa Polskiego została założona w Korcu, na Wołyniu, dopiero w 1790 roku. Czy było to spowodowane pilnie strzeżoną tajemnicą produkcji? Raczej nie, skoro powstały w latach sześćdziesiątych wytwórnie w Wiedniu, w Berlinie czy Monachium. Przyczyna wydaje się być całkiem prosta. Manufaktury powstawały na dworach królewskich i książęcych, a skoro August II miał już swoją fabrykę w Miśni nie widział potrzeby stwarzania samemu sobie konkurencji w Polsce.

Nasi magnaci i miejski patrycjat w dalszym ciągu zatem musieli się zaopatrywać w porcelanową zastawę stołową oraz coraz popularniejsze statuetki za granicą. Dopiero wraz z otwarciem manufaktury w Korcu w 1790 roku pojawiła się na rynku nasza rodzima produkcja. Najbujniejszy okres artystycznego rozkwitu polskiej porcelany miał miejsce między 1790 rokiem a 1830. Rej wiodły trzy manufaktury: korecka baranowska i tomaszowska.

A czy Warszawa, stolica sporego przecież królestwa, miała wówczas również jakąś rolę do odegrania? I choć jest to sposób myślenia rodem z PRL-u (w stolicy musiało być wszystko, od huty do skoczni narciarskiej), to odpowiedź, o dziwo, jest pozytywna. Chociaż rola ta okazała się niezbyt wielka.
Już w początkowym okresie po koronacji, Stanisławowi Augustowi również marzyła się królewska wytwórnia porcelany. Przeznaczył na nią oficyny starego, modrzewiowego pałacu Krzysztofa Paca, czyli Belwederu, w swojej podwarszawskiej posiadłości w Łazienkach. Lokalizacja ta podyktowana była faktem odnalezienia w pobliskim Mokotowie pokładów odpowiedniej, jak się wydawało, glinki kaolinowej. Budynki zaadaptowane zostały pod czujnym okiem stolnika koronnego, Augusta Moszyńskiego, ówczesnego dyrektora budowli królewskich. Na czele otwartej 30 grudnia 1768 roku manufaktury stanął Bawarczyk Franciszek Szütter. W dawnej stajni, czyli oficynie północnej, zbudowano piece do wypalania porcelany. W samym pałacu urządzono mieszkania dla pracowników. Początki wydawały się zachęcające. Niestety, warszawski surowiec okazał się zbyt zanieczyszczony, by móc z niego wytwarzać delikatną porcelanę. Sam Szütter też nie był najlepszym kandydatem na stanowisko dyrektora. Nie miał on zbyt wielkiego doświadczenia w tej dziedzinie, a niechętni mu warszawiacy wprost twierdzili, że swoją pozycję zawdzięczał żonie, pięknej Marii, która była jedną z kochanek polskiego władcy. Ambitny projekt stworzenia wytwórni pięknych wyrobów z „białego złota”, ale również miejsc pracy (miał to być godny przykład do naśladowania dla innych), zdawał się kończyć fiaskiem.

Uratował go August Moszyński. To on wpadł na pomysł, by zmienić profil produkcji i zrezygnować z porcelany na rzecz fajansu. Strzał okazał się w dziesiątkę. Mokotowska glinka była wystarczająco dobra do wytwarzania wyrobów farfurowych (sygnowanych słowem „Varsovie” lub literą „B”), które rychło pojawiły się najpierw na królewskim stole, a później w składzie handlowym w kamienicy Wasilewskiego, przy Krakowskim Przedmieściu. Twórcami wzorów byli głównie specjaliści sprowadzeni z Miśni i Wiednia, czyli ośrodków z bogatymi tradycjami. Między nimi byli nieznani nam dzisiaj z imienia: mistrz modelarz Botheim oraz malarze Bachmayer i Winkler. To oni, zgodnie z panującą wówczas modą, nadawali produktom formy i wzory ściągane, w bardzo swobodny sposób, z wyrobów chińskich.
Talerz z serwisu sułtańskiego
fot. materiały prasowe
Trzeba przyznać, że belwederska manufaktura oferowała bardzo szeroki wachlarz wyrobów. Łącznie opracowano 263 modele. Były to nie tylko serwisy stołowe, obiadowe oraz do herbaty i kawy, ale przede wszystkim przedmioty codziennego użytku. W zamku, głównej siedzibie króla, oraz w jego letniej rezydencji roiło się od mis i dzbanów na wodę, urynałów i bidetów, czy takich drobiazgów jak lichtarze, kałamarze i piaseczniczki, wazoniki i wazy do kwiatów. Tutaj powstawały też kafle do pieców ustawianych w kształcie wazonów lub piramid. Tutaj wyprodukowano kafelki, którymi wyłożone były wnętrza kominków w gabinecie, w którym pracował król podczas swoich pobytów w pałacu łazienkowskim. Tutaj, w końcu, powstał wielki serwis stołowy, który został przekazany w darze sułtanowi Abdulowi Hamidowi I. Ta najwybitniejsza „produkcja” belwederskiej manufaktury miała zapewnić Stanisławowi Augustowi przychylność Turcji w jego polityce przeciwko Rosji, jaką ten usiłował prowadzić w latach siedemdziesiątych. 

Co ciekawe, dokumenty warszawskiej wytwórni opisują komplet składający się z 280 naczyń, zaś w inwentarzu w pałacu Topkapi zarejestrowanych ich zostało w 1778 roku tylko 160. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że nie wszystkie elementy zastawy wyjechały z polskiej stolicy, niż to, że miałyby zostać rozkradzione po drodze. Któż bowiem ważyłby się podnieść rękę na sułtańską własność? Karą za taki czyn byłoby wszak pożegnanie się z własną głową! A może część uległa po prostu zniszczeniu podczas transportu? Fajans, choć grubszy od delikatnej porcelany, jest jednak materiałem dosyć kruchym. Tym, między innymi, tłumaczy się fakt, iż w stambulskim muzeum znajdują się dzisiaj już tylko 52 naczynia. Chociaż może być tego również inna przyczyna. W roku 1932, wybitny historyk sztuki Tadeusz Mańkowski napisał w swoim artykule w piśmie „Sztuki Piękne” o belwederskiej manufakturze: „Tak znaczne umniejszenie serwisu […] tłumaczy dyrektor Muzeum Starego Seraju zwyczajem panującym na dworze padyszacha darowania po przyjęciu wyróżnionym gościom części serwisu i poszczególnych talerzy, na których spożywali posiłek”. Prawdopodobnie więc, dzięki temu obyczajowi, znalazło się w kolekcjach amerykańskich i europejskich około 40 elementów polskiego serwisu. Jak można sądzić z inwentarzy Zamku Królewskiego w Warszawie, dla Stanisława Augusta wykonano drugi, podobny serwis (niektórzy badacze wręcz twierdzą, że bliźniaczy). Jeszcze w inwentarzu z 1795 roku, sporządzonym po abdykacji króla, znajdujemy zapis o „złotej dekoracji 119 talerzy”. 

Choć początkowo wydawało się, że ten gospodarczy pomysł króla udał się (wytwórnia miała nawet swoje „sklepy firmowe” w Dubnie, Grodnie, Wilnie, Lublinie, Krakowie i Poznaniu) po 10 latach Stanisław August został zmuszony do zamknięcia manufaktury. Do prozaicznych kłopotów z dostarczaniem do niej wody, doszły jeszcze problemy finansowe. Przy wspomnianych już wątpliwych zaletach dyrektorskich Szüttera, doszło do tego, że król musiał dokładać do jej funkcjonowania z prywatnej szkatuły. 
Półmisek z serwisu sułtańskiego
Fot. materiały prasowe
Kontynuacją, w pewnym stopniu, królewskiej manufaktury stała się, działająca w jurydyce Bielino (w okolicach dzisiejszej ulicy Królewskiej), w latach 1780 – 1800, „Wytwórnia Fajansu Karola Wolffa”. Jej założycielami byli Bawarczyk Karol Wolff oraz Włoch Bernardi. To ona przejęła część pracowników oraz wzorów, czego dowodem może być fakt zamówienia w niej przez Stanisława Augusta uzupełnienia naczyń z serwisu sułtańskiego. 

Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 691538