W SASKIM OGRODZIE, CZYLI DO WÓD

Nie będziemy może sięgać głęboko, aż do wieku siedemnastego, i wspominać poetę i dworzanina króla Jana Kazimierza, Andrzeja Morsztyna, który na polach w pobliżu traktu krakowskiego wystawił sobie pałac zaprojektowany przez mistrza Tylmana z Gameren. Przejdziemy od razu do wieku osiemnastego i króla Augusta II, który zakupiwszy ów pałac i nabywszy 28 innych okolicznych posiadłości planował włączenie ich do tworzonego właśnie na wielką skalę założenia urbanistycznego, zwanego Osią Saską. Na planach wyglądało to jak gigantyczny wachlarz, którego punktem wyjścia było pewne miejsce nad Wisłą (dzisiaj są to okolice Biblioteki Uniwersyteckiej), a drugi koniec rozciągał się szeroko na polach zachodniej części dzisiejszego Mirowa. Centralnym zaś jego punktem była królewska rezydencja w przebudowanym pałacu Morsztyna. Ogromny dziedziniec od wschodniej strony oddzielał ją od ruchliwego traktu na Kraków, zaś po stronie zachodniej zrealizowano duży ogród w stylu francuskim. Całe założenie było planowane na gigantyczną skalę, a wzorem, który miało naśladować była siedziba królów Francji – Wersal. Do pełnej jego realizacji jednak nie doszło z bardzo prozaicznej przyczyny. Augustowi II zabrakło funduszy na jednoczesne kontynuowanie inwestycji warszawskich i drezdeńskich. A nie trzeba chyba przypominać, że oczkiem w głowie króla nie była Warszawa, tylko stolica Saksonii. Tym niemniej August przebywając w Warszawie, nie mieszkał z reguły na Zamku, lecz korzystał ze swojej nowej, prywatnej rezydencji. Nie wiemy dokładnie, w jakich okolicznościach przyszedł królowi do głowy pomysł, aby udostępnić pałacowy ogród mieszkańcom stolicy. Faktem natomiast jest niezaprzeczalnym, że w dniu 27 maja roku 1727 otwarto przed nimi ogrodowe bramy. Król zachował do swojego wyłącznego użytku tylko niewielką część leżącą tuż przy pałacu. Ponieważ teren był już wcześniej ogrodzony, wchodziło się do ogrodu przez bramy zamykane na wieczór. Zwyczaj ten zachował się do lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy to wiekowe metalowe ogrodzenie zostało zlikwidowane. A o tym co działo się wcześniej mówi tak nieznany poeta z połowy XIX wieku: 
Saski Ogród pokrywa nocy pomrok szary, 
Na ławkach zasiadają rozmarzone pary, 
Rozpoczyna się pora miłosna i słodka, 
którą kończy zawistna strażników grzechotka. 

Następca Augusta na tronie polskim, jego syn August III, wybudował na terenie ogrodu drewniany budynek, w którym umieścił salę teatralną. A ponieważ praktycznie wszystkie wówczas wystawiane spektakle były śpiewane, nadano mu nazwę Opernhaus, czyli po polsku Operalni. Tutaj też, ale już za czasów Stanisława Augusta narodził się teatr narodowy. Wystawiono tu bowiem pierwszą sztukę napisaną w języku polskim i zagraną przez zespół polskich aktorów. Byli to „Natręci” Józefa Bielawskiego. 

Co ciekawe, nie każdy miał prawo wejść do Ogrodu. W bramach stali dozorcy, którzy wpuszczali tylko ludzi ubranych „ochędożnie” czyli schludnie. W wieku XIX, Ogród stał się zielonym salonem Warszawy. Tutaj wypadało po prostu bywać w ciepłe popołudnia, kiedy znikały już bony i piastunki co rano przyprowadzające dzieci na spacery wśród zieleni. Można było nie tylko pogawędzić z napotkanymi „przez przypadek” znajomymi, czy napić się kawy lub skosztować lodów bądź ciastek w cukierni „U Loursa”. Można było również podreperować zdrowie popijając, niczym w górskim kurorcie, wody lecznicze, specjalnie sprowadzane przez Instytut Wód Mineralnych. Niewątpliwą zaś atrakcją dla dzieci odwiedzających ogród stała się wielka fontanna, która pojawiła się tu w roku 1855 wraz z realizowaną w Warszawie siecią wodociągową Henryka Marconiego. Tak fontannę jak i wodozbiór, czyli wieżę ciśnień, stylizowaną na antyczną świątynię Westy w Tivoli, możemy podziwiać do dzisiaj. Podobnie jak i rzeźby przedstawiające różne alegorie, np. sztukę, malarstwo, geografię czy matematykę, a które są najstarszym elementem ogrodu pochodząc jeszcze z czasów saskich. W roku 1870 kultura znowu zawitała do ogrodu, który w międzyczasie stał się już ogrodem w stylu angielskim, pojawił się bowiem Teatr Letni. Początkowo, zgodnie z nazwą był on czynny tylko w miesiącach letnich, z czasem jednak, dzięki przebudowie, stał się teatrem całorocznym, którego sala mieściła aż 1000 widzów. Budynek przetrwał ponad 60 lat, zniszczony został dopiero podczas II wojny światowej. 

Wspominając te dawne czasy zielonego salonu Warszawy, łza się w oku kręci. Bo jak mawiają nasi południowi sąsiedzi: To se ne vrati, pane Havranek. 

Andrzej Papliński

27 maja 2020 roku
.
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 191430