SMUTNY LOS ZABYTKÓW

Warszawa ze zniszczeń ostatniej wojny wyszła straszliwie okaleczona. Wszyscy znają procentowe dane o skali zniszczeń miasta, o setkach tysięcy mieszkańców, którzy stracili swój dach nad głową. Jednak najbardziej bolesną, była niepowetowana strata wielu utraconych pamiątek, naszych zabytków, wielowiekowego kulturowego dziedzictwa. Sądzę, że teraz, na nas spadkobiercach, ciąży obowiązek dbania o to co pozostało. 

I tu zaczyna się problem co każdy z nas może uczynić. Co powinno zrobić, co sfinansować Ministerstwo Kultury, kiedy powinien wkroczyć konserwator zabytków. Wiadomym jest, że uprawnienia tych instytucji w pewnym momencie zderzają się z prawami właścicieli. 

Najcenniejsze obiekty zabytkowe, te w gestii instytucji i urzędów państwowych, czy miejskich mają naturalnych opiekunów. O ich stan nie musimy się martwić. Także obiekty muzealne szczególnej wartości jak Łazienki, Wilanów, czy obiekty będące własnością największych uczelni jak Uniwersytet, Politechnika, czy ASP są pod szczególną pieczą. Problemy zaczynają się w przypadku obiektów sakralnych, oraz budowli będących własnością prywatną. I tym ostatnim przyjrzyjmy się bliżej. 

Jeśli cofniemy się do czasów XVIII-wiecznej Warszawy, to zauważymy, że największe pałacowe rezydencje należały do rodzin magnackich, posiadających duże posiadłości ziemskie, często na kresach Rzeczypospolitej, zapewniające ich utrzymanie, takich jak Czartoryscy, Zamoyscy, Lubomirscy, Krasińscy, Braniccy. Radziwiłłowie. W II połowie XIX wieku, gdy nastała era rozwoju przemysłu, wraz z nią zaczęły powstawać rezydencje przemysłowców, bankierów, takie jak np. pałac Kronenberga, Szlenkierów, Raua, i wielu innych. Pierwsze symptomy trudności pojawiły się po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, co jednocześnie można by uznać za paradoks, gdyby nie fakt, że wiele z tych najbogatszych rodzin utraciło swe majątki pozostające poza nowymi granicami kraju. Najbardziej wymownym przykładem jest tu historia właścicieli Wilanowa, rodziny Branickich, która utraciła swe dobra na Ukrainie. Majątek na terenie Polski nie dawał wystarczających dochodów, dlatego ostatni właściciel Adam Branicki, rozpoczął parcelację gruntów należących do Wilanowa, sprzedał miastu las Kabacki, przekazał Muzeum Narodowemu wiele dóbr ruchomych, obrazów i innych pamiątek. Został honorowym darczyńcą z konieczności. 

Kolejna istotna zmiana, w relacjach państwo – właściciele obiektów zabytkowych, nastąpiła po II wojnie światowej. Wówczas Państwo wywłaszczyło posiadaczy pałaców, pałacyków, kamienic. I tu zaczyna się ich nowa, powojenna historia. Jedne obiekty miały szczęście do nowych właścicieli, inne nie zawsze. Upaństwowiono największe hotele. Wiele zabytków przejmowały rozmaite instytucje. Niektóre stały się obiektami muzealnymi jak np. pałac Radziwiłłów, czy Gnińskich-Ostrogskich z Wilanowem na czele. Pałace Tyszkiewiczów, Uruskich i Zamoyskich użytkuje Uniwersytet Warszawski. W pałacu Krasińskich znalazła miejsce ASP. Pałac Raczyńskich objęło Archiwum Akt Dawnych. To tylko kilka przykładów.

Nadszedł rok 1989 r. Powstanie niepodległej III Rzeczypospolitej sprawiło, że wielu spadkobierców dawnych właścicieli obiektów zabytkowych nabyło prawa do zwrotu utraconych majątków. Proces ten toczy się do dziś. Przy okazji tych procedur nierzadko dochodzi do nadużyć, o czym coraz to dowiadujemy się z doniesień medialnych, zwłaszcza przy odzyskiwaniu kamienic. Mieliśmy także do czynienia ze świadomym niszczeniem i wyburzeniami obiektów zabytkowych jak np. słynna sprawa z kamienicą Granzowa w Rembertowie, czy rozmaitych obiektów poprzemysłowych. 

Inspiracją do podjęcia tego tematu – smutnego losu niektórych zabytków, był mój niedawny spacer alejami Ujazdowskimi. Podejrzewam, że obiekty, którym teraz poświęcę kilka zdań, zabytkowe pałacyki, dostały się po 1989 roku w ręce osób, które nie posiadają możliwości finansowych, by utrzymać je w należytym stanie. Obiekty te po prostu niszczeją. 

Pierwszy z nich eklektyczny pałacyk na rogu Alei Róż i Alej Ujazdowskich zbudowano w latach 1875- 1876 wg projektu Józefa Hussa dla Antoniego Nagórnego dyrektora Wydziału Handlu i Przemysłu Banku Polskiego. Pałacyk ten wielokrotnie zmieniał właścicieli. W latach 1898-1932 był rezydencją margrabiny Wielopolskiej, która przeprowadziła remont związany z instalacją oświetlenia elektrycznego. Wojenna zawierucha oszczędziła budynek, Po wojnie wiele lat mieściła się w nim ambasada wielkiej Brytanii. Natrafiłem na wzmiankę, że po przeniesieniu ambasady miał tam powstać ekstra hotelik dla miłośników golfa, a interesował się nim jeden z właścicieli ITI Jan Wejchert, który krótko po tym zmarł. Natrafiłem na kolejny ślad, ogłoszenie firmy Wood Lark (pośrednictwo nieruchomości) o możliwości wynajęcia budynku na cele biurowe. Podano numer telefonu, odebrała miła pani, która udzieliła mi informacji, że obiekt jest w złym stanie technicznym i jest przewidziany do sprzedaży. Jako zgłaszającego ofertę podała mi nazwisko Andrzejczak. Ten zły stan obiektu widać gołym okiem na zdjęciach. 

Drugi opuszczony pałacyk, a właściwie zestaw dwóch budowli znajduje się tuż obok, pod adresem Al. Ujazdowskie 23/25. Zabytkowy klasycystyczny pałacyk zbudował w 1826 roku Antonio Corazzi, architekt o wielkich zasługach dla stolicy, wystarczy wspomnieć tylko kompleks pałaców placu Bankowego i Teatr Wielki. Inwestorem był kapitan batalionu saperów Stanisław Śleszyński, wraz z nieznanym bliżej Józefem Foxem. Pałacyk z monumentalnym portykiem pozostawał ich własnością do 1852 roku. Śleszyński zapisał się w historii Warszawy jako organizator i założyciel parku rozrywki w sąsiadującej tuż obok Dolinie Szwajcarskiej. To ważne dla życia miasta miejsce tętniło życiem przez ponad 100 lat. Ucichło wraz z wybuchem wojny. Nie był to dobry czas dla rozrywki, zwłaszcza, że sąsiadująca z pałacykiem willa pod numerem 23, powstała w okresie międzywojennym stała się w tym okresie siedzibą gestapo. Połączone posesje 23 i 25 były po wojnie siedzibą ambasady Jugosławii, a po jej podziale Serbii. Serbia ma obecnie swoją ambasadę w pobliżu, w Alei Róż. 

Nie powróciła do dawnego gwaru Dolina Szwajcarska. Opuszczone pałacyk i kamienica pod nr 23, dawna własność rodziny Gawrońskich, świecą pustkami i niszczeją. Jak długo? Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. To niemi świadkowie jednej z najgłośniejszych akcji II wojny światowej. Pamiątkowy kamień przed pałacykiem Śleszyńskich przypomina o dokonanym w tym miejscu, 1 lutego 1944 r. przez żołnierzy grupy specjalnej AK pod dowództwem Bronisława Pietraszewicza „Lota”, udanego wyroku na kata Warszawy generała SS Franza Kutscherę. 

Marzę o tym, aby obiekty te wróciły do stanu świetności, by można je było zobaczyć w takim stanie, w jakim oglądam je na starych fotografiach w „Księdze pałaców Warszawy”. 

Franciszek Trynka 

15 maja 2020 roku
Fot. Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 194733