PODPOWIADANKI

Codziennie chodzicie z dziećmi po mieście. Najczęściej pewnie po własnym osiedlu, ale zdarza się przecież, że musicie pojechać do rodziny lub do przyjaciół mieszkających w drugim końcu miasta. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki, stare kamienice i nowe wieżowce. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat. Sięgacie wtedy do swojej pamięci, do wspomnień spacerów z dziadkami lub rodzicami, do lektur gazet czy serwisów internetowych i staracie się zaspokoić ciekawość swojej pociechy. Chcielibyśmy wam pomóc w tym zadaniu, dlatego rozpoczynamy nowy dział w naszym serwisie. Nazwaliśmy go „Podpowiadanki dla rodziców”, bowiem celem jego jest właśnie podpowiadanie… Skąd wziął się herb naszego miasta, czemu kamieniczki na staromiejskim rynku mają dziwne domki na dachach, dlaczego goliat nie był goliatem, albo czym była tajemnicza łaźnia w królewskim zwierzyńcu. Może już o tym wszystkim wiecie, a może nie… Sprawdźmy!

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

- Bo z goliatem było tak… 
- Z Goliatem było tak, że się naparzali z Dawidem, i Goliat przegrał – stwierdził Poldek. 
- Tak jest w starotestamentowej opowieści, ale nasz goliat, to maszyna, to pojazd, nie człowiek. 

Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się i pokazał nam coś wmurowanego w ścianę. 
- Znalazłam pierwsza! – tryumfowała. 
- „Gąsienica niemieckiego czołgu-miny »Goliat«, który podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku zburzył część murów Katedry” – przeczytał na głos Poldek. 
- No to już znamy historię goliata. Czołgu, który zburzył katedrę – wyglądało na to, że Miśka była chyba zawiedziona. – Możemy iść dalej. 
- Tak ci się tylko wydaje, że już znasz tę historie – odrzekłem. – A tymczasem, choć zazwyczaj należy wierzyć słowu pisanemu, w tym jednym zdaniu są aż dwa błędy. 
- Coo? 

To, że dzieci były zdumione, to jest mało powiedziane. Znieruchomiały i patrzyły na mnie wyczekująco. 
- Po pierwsze – powiedziałem. – Goliat nie był czołgiem, bo tak nazywamy duży, opancerzony pojazd z załogą, wyposażony w armatę i gąsienice pozwalające mu poruszać się praktycznie w każdym terenie. A goliat z tego opisu ma tylko… gąsienice. Jest małym, lekkim pojazdem, bez armaty, bowiem sam był jedną wielką miną. I bez załogi, bo był zdalnie sterowany za pomocą kabla, który się za nim ciągnął – tu przerwałem. 
- A może… A może mi odpowiecie na jedno pytanie? W jaki sposób można było unieruchomić goliata? 
- Strzelić do niego? – spróbował Poldek. 
- Pocisk rewolwerowy lub karabinowy raczej mu nie zaszkodzi. 
- Mam! – krzyk Miśki aż mną zatrząsnął. – Kabel, Poldek! Przeciąć kabel! 
- Właśnie, wydawało by się banalnie proste, prawda? – spojrzałem na dzieci. – Skoro był sterowany kablem na odległość, wystarczyło przeciąć kabel. Ale kiedy chłopcy w waszym wieku, podczas powstania, starali się doczołgać do goliata sunącego w kierunku na przykład barykady, często ginęli od kul niemieckich snajperów, czyli strzelców wyborowych, którzy zaczajeni na górnych piętrach kamienic bacznie obserwowali ulice. I nie wahali się strzelać nawet do dzieci. 

Przez chwilę panowała cisza. Przerwałem ją. Wyciągnąłem z torby fotografię, którą kiedyś wydrukowałem sobie z internetu. 
- Popatrzcie na to zdjęcie. Jaki goliat jest mały w stosunku do otaczających go ludzi! 
- Fakt. Trochę jak pół „fiatka” dziadka Ryśka – rzucił Poldek.
- Zatem ta gąsienica wmurowana w ścianę katedry nie może być częścią małego goliata. Musiał to być dużo większy pojazd. 
- No to jak zetrzemy nazwę goliat, to napis stanie się prawdziwy. „Gąsienica czołgu, który zburzył katedrę” – Poldek lubił zawsze proste rozwiązania. – To gdzie jest ten drugi błąd? 
- Błędem jest przypisanie tej ciężkiej gąsienicy, którą widzicie do małego goliata, który naprawdę zburzył część kościoła, kiedy przy nim wybuchł. Ale nie jest to też gąsienica czołgu. Kiedy pojawił się internet, spece od uzbrojenia z czasów II wojny zaczęli analizować pojawiające się w nim coraz liczniej archiwalne zdjęcia. Odkrycie, jak naprawdę wyglądał goliat było banalnie proste, ale dużo trudniejsze było zidentyfikowanie pojazdu, do którego należała ta gąsienica. Jednak i z tym sobie w końcu poradzono i teraz możemy powiedzieć, że wśród ruin katedry, tuż po wojnie, odnaleziono gąsienicę dużego „stawiacza min”, Borwgarda B IV. Ten duży, ciężki pojazd już przypominał czołg, choć nie miał armaty. Miał za to kierowcę, który nim manewrował. Przewoził on ładunki wybuchowe, które mógł zrzucić w określonym miejscu, cofnąć się i z bezpiecznej odległości dokonać ich zdalnej eksplozji. Z jakich natomiast przyczyn gąsienica z tej machiny się tu właśnie znalazła? Tego chyba nikt nie wie. 
- To dlaczego nikt nie zmienił tego napisu? 
- Mogę się tylko domyślać, że chodzi o to, że również ta powojenna tablica, choć z błędem, jest już także zabytkiem historycznym. Mówi nam o tym, że niemiecki goliat zniszczył kościół i, że ci, którzy znalezioną gąsienicę na pamiątkę wmurowali w jego ścianę byli naprawdę przekonani, że należała kiedyś do tej jeżdżącej miny. 

Misię nurtowała za to inna myśl. 
- Poldek powiedział o Goliacie, który przegrał z Dawidem. A on był przecież olbrzymem… A ten goliat-mina był taki malutki obok wielkiego czołgu. To ta nazwa jest bez sensu! 
- Bo nie należy porównywać go do innych pojazdów, tylko do innych min, które były małe. Przecież saperzy przenosili je w plecakach albo chlebakach, zanim gdzieś, ukradkiem je podłożyli. Obok nich taka jeżdżąca mina była olbrzymem, prawdziwym Goliatem.
- A czy tych Borgwa… Borwrga… - zapętlił się Poldek. 
- Borwgardów – podsunąłem mu usłużnie. 
- Tych Bor… było dużo w Warszawie? 
- Nie jestem pewien. Ja wiem o jednym. O jednym, który jednak mieszkańców Starego Miasta kosztował wiele krwi i łez. Ale żeby o tym opowiedzieć, musimy przejść przez rynek i wyjść poza mury obronne… 

Andrzej Papliński

31 lipca 2020 roku
Fot. Natalka Chrzanowska
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359867