MAMO, KUP MI SATURATOR...


Franciszek Trynka

MAMO, KUP MI SATURATOR...

Całe dziesięciolecia w PRL-u były nieodłączną częścią krajobrazu naszych miast. 

Sodowa czysta lub z sokiem gasiła pragnienie naszych rodaków w letnie dni. W kilku miastach Polski, m. in. w Łodzi, Wrocławiu, czy Szczecinie znów służą mieszkańcom. Czy uważacie, że w Warszawie także powinny? 

Wspomnijmy zatem, cóż to było za urządzenie? Co oznacza i skąd ta obcobrzmiąca nazwa? Przed laty miliony ludzi z nich korzystało, nie zastanawiając się nad tym. Saturator, nazwa pochodzi od słowa saturacja, czyli nasycania cieczy gazem. Prawdę mówiąc, każdy z nas przerabia to zjawisko na sobie. Przecież nasze płuca powodując przyswajanie tlenu przez naszą życiodajną krew czynią z nas chodzący saturator. To wcale nie żart. Idąc na spacer, biegając, jadąc na rowerze, nie robimy nic innego, tylko poprawiamy saturację płuc. 

Ale wróćmy do naszego historycznego wózka na dwóch kołach, z charakterystycznym daszkiem i poręczą służącą do przetaczania go w odpowiednie miejsce. Musiały one mieć możliwość podłączenia do naszej kranówki. Pod spodem widać było wielką butlę z gazem, to dwutlenek węgla – nasz gaz. Na pulpicie urządzenia kraniki, jeden do czystej gazowanej, ponadto dwa pojemniki z sokami. Gdy klient sobie życzył do wyboru były dwa smaki, najczęściej malina i cytryna, albo pomarańcza. 

Jakość zależała od walorów wody. Jak pamiętacie nasza kranówka była dawniej chlorowana, nie zawsze najlepsza. Pogardliwie nazywana „Gruźliczanką”. Ale cóż, gdy żar lał się z nieba, któż na to patrzył. Dziś dla niejednego nie do przyjęcia byłby fakt, że wszyscy pili z tych samych szklanek, niedbale przez obsługującego „umytych” sekundowym psiuknięciem specjalnym przyciskiem. Dodatkowo obsługa saturatora czasem oszczędzała, by gazu wystarczyło jak najdłużej i przykręcała. Woda była wtedy znacznie słabiej gazowana. Pamiętam, że za czystą płaciło się 30 groszy, a luksus z sokiem, czasem poznawanym tylko po kolorze, kosztował całą złotówkę. 

Co byśmy jednak nie powiedzieli, były to jednak działania proekologiczne. Dziś, gdy wszyscy posługujemy się milionami plastykowych butelek typu PET, zaśmiecającymi naszą matkę ziemię, może warto by wrócić do poczciwych saturatorów firmy „Społem”? Tym bardziej, że nasza kranówka znacznie poprawiła swą jakość, a beczkowozy reklamujące wodociągi, często ostatnio pojawiają się publicznie. 

Spójrzmy na stare fotografie, jak posilali się i gasili latem pragnienie nasi ojcowie, dziadkowie, może niektórzy z nas jeszcze pamiętają saturatory? Z czasem pojawiły się także nieliczne, samoobsługowe. To już była jednak technika.

Saturatory – jeden z wielu – czarów PRL-u, wspominany przez niejednych z przekąsem. Czy słusznie? 

Franciszek Trynka 

21 lipca 2020 roku
Fot. Narodwe Archiwum Cyforwe
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 191393