JUBILEUSZ PAŁACU

Franciszek Trynka

JUBILEUSZ PAŁACU

65 lat temu społeczeństwo otrzymało w lipcowym prezencie Pałac Kultury i Nauki. 

Na początek, zwłaszcza młodym czytelnikom, trzeba przypomnieć, cóż to były za prezenty. W czasach komunistycznych naszym oficjalnym świętem narodowym był dzień 22 lipca, rocznica powstania PKWN. Ówczesna władza miała taki zwyczaj, aby przy tej okazji przekazywać społeczeństwu w użytkowanie jakąś sztandarową inwestycje, zarówno w stolicy, jak i na terenie kraju. 

Przez lata istnienia PRL-u powstała dość bogata lista takich obiektów. Należą do nich, poczynając od najstarszych, m. in. trasa W-Z, MDM z placem Konstytucji, Stadion X-lecia, a ostatnie to Trasa Łazienkowska i Zamek Królewski. Poza Warszawą to oczywiście Nowa Huta. 

Dziś szczególnie interesuje nas Pałac Kultury i Nauki, nazywany potocznie Pekinem. Ten „dar narodów radzieckich dla narodu polskiego” został przekazany oficjalnym protokołem przez ambasadora ZSRR Ponomariewa premierowi Cyrankiewiczowi w dniu 21 lipca 1955 roku, a powstawał w zaledwie 3 lata. Już następnego dnia udostępniony, przyjął pierwszych gości. Przez lata wrósł na stałe w panoramę stolicy. 

Od samego początku, po dzień dzisiejszy budzi mieszane uczucia. Od tych pozytywnych, wyrażanych przez wszystkich, którzy uważają go od zawsze za element krajobrazu miasta, z którym się zżyli, który służy społeczeństwu ogromem swoich funkcji. Na przeciwnym biegunie, znajdują się niestety ci, którzy gdyby mogli wysadziliby budynek w powietrze. Dla tych ostatnich bez znaczenie jest wartość PKiN jako dzieła architektury i sztuki, miejsca pracy kilku tysięcy ludzi, jak również siedziby wielu przeróżnych instytucji służących na co dzień społeczeństwu. Ten negatywny stosunek do pałacu wynika z pewnością także z niewiedzy. O ile bowiem taras widokowy odwiedzany jest przez tysiące ludzi, to walory jego wnętrz może poznać, ze zrozumiałych względów, wielokrotnie mniej zwiedzających. 

W związku z falą ataków na PKiN zabierało głos wiele wybitnych autorytetów, z których zacytuję słowa dwójki znakomitych architektów i urbanistów. 

Tragicznie zmarły architekt Stefan Kuryłowicz powiedział: Pałac Kultury i Nauki spełnia warunki, żeby znaleźć się w rejestrze zabytków. Czy tego chcemy, czy nie jest przestrzenną ikoną Warszawy, obecną na pocztówkach, zdjęciach, filmach i w programach telewizyjnych. Główną zaletą Pałacu jest jego skala, bo takich obiektów nie ma na świecie wiele. Nie do powtórzenia są także detale jego wykończenia. To symbol starej epoki i powinien być pod ochroną. 

Natomiast prof. Marek Budzyński architekt i urbanista, projektant wielu obiektów na Ursynowie, a w centrum Warszawy m.in. nowej biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział: Lubię ten budynek, jestem pełen uznania dla jego niezwykłej jakości funkcjonalnej. Uważam też, że relikty bardzo złego okresu w naszej historii należy zachowywać ku pamięci, szczególnie jeżeli tak znakomicie się przydają. Niechęć do Pałacu Kultury jest dla mnie absurdalna. 

Cóż zatem kryją wnętrza pałacu. Stanowi je blisko 3300 pomieszczeń, od zwykłych pokoi biurowych, po niezwykle cenne z Salą Kongresową na czele. Poza Kongresową, salą widowiskową na 2880 miejsc, pałac dysponuje blisko dwudziestoma salami rozmaitej wielkości, od 90 do 700 miejsc. Wiele z nich to znakomite przykłady modernizmu oraz, modnego w latach 30-tych XX wieku, stylu Art Deco. Wykonane i zdobione przez znakomitych fachowców z wykorzystaniem specjalnie sprowadzanych najlepszych materiałów. Marmury i elementy kamienne sprowadzane z kilku miejsc z Polski i zagranicy. W pałacu napotkamy np. granity ze Strzelina i Strzegomia, porfiry ze Szklarskiej Poręby, a także słynne pińczowskie wapienie. 

I właśnie z tymi ostatnimi zdarzyła się niezwykła historia. Wszystkie wykorzystywane podczas budowy materiały poddawane były drobiazgowej kontroli i specjalnym testom, które wykonywał Instytut Techniki Budowlanej. Pińczowski wapień, surowiec wykorzystywany od dziesięciu wieków w budownictwie wielu zabytkowych budowli, musiał przejść tzw. próbę na zamrażanie. Wymagano, by poddawany zamrożeniu wytrzymał tę próbę aż 25 razy. Okazało się, że wytrzymał tylko 10. W końcu zdecydowano dla porównania wyciąć fragment kamienia z jednego z pińczowskich kościołów. I ten także wytrzymał zaledwie 10 prób. W końcu zdecydowano „w drodze wyjątku”, skoro kościół stoi od XV wieku, użyjemy tego kamienia w pałacu. I tak w samym głównym wejściu do PKiN wita nas do dziś okazała kolumnada portyku, wykonana z pińczowskiego wapienia. 

Okazałe, ogromnych rozmiarów kryształowe żyrandole wykonywała huta szkła Józefina w Szklarskiej Porębie, nosząca od 1956 roku nazwę Julia. Podobnie inne polskie fabryki wykonywały zamówienia na specjalnie projektowane elementy meblowe, tapicerskie i dywany. 

W okresie największego nasilenia prac na budowie pracowało około 7 tysięcy pracowników, w tym połowa z ZSRR. W celu ich zakwaterowania, na Jelonkach powstało specjalne osiedle robotnicze „Przyjaźń”, istniejące do dziś, wykorzystywane w części jako domy akademickie warszawskich uczelni. 

Franciszek Trynka 

22 lipca 2020 roku
Fot. Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 193459