PODPOWIADANKI DLA RODZICÓW:

PIWNA CZY MOŻE JEDNAK PTASIA

Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. 
- Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale nie pamiętam, czy był z pisklętami – powiedziała Misia. Zakręciła się na pięcie i pobiegła kilka kamieniczek wcześniej. Poldek pobiegł za nią. 
- Jest orzeł, ale sam. 
- No, to chyba nie tego szukamy. 
- A co to za orzeł? Wygląda inaczej niż nasze godło. 
- A jednak, jest to orzeł biały. Nasze godło, tylko bardzo stare. Pochodzi, jak widzicie, aż z 1718 roku, z czasów panowania Augusta II Mocnego. Wykuto go… Nie, nie mogę powiedzieć, że wykuto TEGO orła, w tym samym okresie, kiedy stawiano kamienicę. Dlaczego? Ponieważ niektórzy historycy uważają, że ma on tyle samo lat co ten dom, a inni twierdzą, że jest on młodszy od kamienicy aż o 100 lat. I że pochodzi dopiero z 1817 roku. A poza tym, to co dzisiaj oglądamy nad wejściem jest tylko kopią dawnego orła pochodzącą z czasów odbudowy Starego Miasta po II wojnie światowej 
- A zacząłeś mówić, że to jego wykuto – drążył Poldek. 
- Bo oryginał istnieje, tylko jego historia jest trochę skomplikowana. Zacznijmy od tego, że kiedy budowano ten dom, który nosi nazwę „kamienicy metrykantów koronnych”… 
- Metrykantów? To tacy ludzie od mierzenia? Na metry? – zaśmiała się Misia. 
- Nie, słowo „metrykant” określające człowieka pochodzi od wyrazu „metryka”… 
- Metryka urodzenia! – zakrzyknął odkrywczo Poldek, nie wiedząc chyba nawet, że trafił w sedno. 
- Dzisiaj metryka oznacza dokument urodzenia. Może to być dokument państwowy albo kościelny, np. metryka chrztu. Kiedyś natomiast słowo to oznaczało księgę, w której notowano wszystkie dokumenty wydawane przez kancelarię np. króla. Metrykantem zatem była osoba prowadząca księgę metrykalną. Kolejni „szefowie” tej królewskiej kancelarii mieszkali właśnie w tej kamienicy, który była także libertowana. 
- Liber… co? – tym razem to Miśka usiłowała powtórzyć obce słówko. 
- Libertowana. To słowo pochodzące z języka łacińskiego oznacza uwolnienie. 
- To tutaj było też więzienie? – dociekał Poldek. 
- Nie. W przypadku mieszczańskiej kamienicy mówimy o uwolnieniu jej właściciela od pewnego obowiązku. Chodzi o to, że w dawnych czasach posiedzenia sejmowe odbywały się co dwa lata i trwały tylko kilka tygodni. Posłowie, którzy przyjeżdżali wziąć udział w obradach byli szlachcicami. I mieszczanie warszawscy, właściciele kamienic, byli zobowiązani udzielić im gościny, a tak naprawdę to oddać na czas trwania sejmu swoje własne mieszkania. Albo się wyprowadzali na najwyższe piętra, albo wręcz opuszczali kamienice i mieszkali gdzieś indziej. Był to bardzo uciążliwy obowiązek. A że panowie szlachta czynili przy tym straszny bałagan w zajmowanych wnętrzach, po ich wyjeździe gospodarze musieli najczęściej przeprowadzać generalny remont. Dlatego kto mógł, starał się uzyskać w kancelarii królewskiej przywilej uwolnienia, czyli libertacji od tego obowiązku. 
- A co z tym orłem? 
- Wróćmy do tego, że jedni eksperci uważają, iż oryginalnego orła wykuto na fasadzie świeżo wybudowanej, a właściwie przebudowanej kamienicy w roku 1718. I taką datę widzicie nad drzwiami. Natomiast XIX-wieczny znawca starej Warszawy Franciszek Sobieszczański napisał kiedyś artykuł, w którym stwierdził, że to ostatni metrykant Walenty Skorochód Majewski kazał umieścić orła na kamienicy w roku 1817. Jak było tak było, ale około roku 1840, kilka lat po powstaniu listopadowym, w okresie, kiedy wszystko, co polskie było przez władze carskie prześladowane, właściciel kamienicy przestraszył się, czy nie każą mu rosyjscy urzędnicy skuć naszego godła. I chcąc go uratować, przykrył go grubą warstwą tynku. Ukryty orzeł tkwił na swoim miejsce aż do roku 1909. Wówczas zaczęto odnawiać dom i odkryto tę płaskorzeźbę. Z kolei wiecie już, że w czasie powstania warszawskiego, na Starym Mieście trwały bardzo ciężkie walki. Wiecie też, że cała ta dzielnica legła w gruzach. Także z kamienicy metrykantów niewiele zostało. Zachował się jednak ów orzeł. Kiedy zaś przystępowano do odbudowy tego domu, postanowiono od strony ulicy umieścić kamienną kopię, a mocno zniszczony oryginał powieszono od strony podwórka. 

Przyglądaliśmy się jeszcze chwilę płaskorzeźbie. 
- Ten z dzisiaj jest ładniejszy – powiedziała Miśka z miną znawcy. 
- Ładny, brzydki, to sprawa gustu. Ale każdy z nich był naszym najważniejszym symbolem. Każdemu z nich należy się wielki szacunek. Nawet temu z denara pochodzącego z czasów naszego pierwszego króla Bolesława Chrobrego. Niektórzy złośliwcy patrząc na ten pieniądz, widzą wybitego na nim koguta a nie orła. I tak go nazywają. Kogut albo kura. Ale szukajmy piskląt! 
Ruszyliśmy dalej w stronę Zamku Królewskiego. Po chwili sokole oczy Miśki wypatrzyły wielkiego kamiennego ptaka na rogu kamieniczki stojącej na rogu ulicy i placu przed zamkiem. 
- Peeliiikan? – zastanawiał się Poldek. 
- Tak. Popatrzcie, u stóp dużego ptaka są dwa małe. Założę się, że nie zgadniecie, co one robią! 
- Jedzą, chyba – niepewnie rzuciła Miśka. 
- Nooo, tak, ale co jedzą? 
- Pewnie ryby. Pelikan to ptak morski, to co ma jeść – stanowczo tym razem stwierdził Poldek. 
- Wyobraź sobie, że nie. Ta mama pelikan nie mając nic do jedzenia, co mogłaby dać swoim dzieciom, karmi je krwią z własnej piersi. 
Oczy obojga moich słuchaczy zrobiły się wielkie jak spodki. 
- To oczywiście tylko taki symbol. Symbol poświęcenia matczynego, ale również poświęcenia dla społeczeństwa. Takie rzeźby często można zobaczyć na starych domach, w których mają swoją siedzibę organizacje dobroczynne, czyli pomagające słabszym, chorym członkom społeczeństwa. 
- A dlaczego on jest tutaj? 
- Bo w średniowieczu, na tej ulicy, którą właśnie poznaliście, był tak zwany „szpital”. 
- Czemu tak zwany? 
- Bo nie było to miejsce, do którego przywożono chorych na leczenie, jak dzisiaj. „Szpitalem” nazywano wówczas przytułki, które opiekowały się ludźmi bezdomnymi, chorymi lub starymi. I taki szpital był właśnie organizacją dobroczynną. 
- To chyba jednak wygraliśmy zakład, bo… jedzą – powiedział Poldek. I dodał – Ale teraz to my wymyślimy „fanta”! 
A ja od razu zacząłem się bać, co to może być! 

Andrzej Papliński 

12 września 2020 roku
Fot. Natalka Chrzanowska
Fot. Andrzej Papliński
Fot. Natalka Chrzanowska
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 117615