ZŁOCI - NIEGRZECZNI CHŁOPCY

Takim mianem określały media podopiecznych Feliksa Stamma, sprawców największego sukcesu w historii polskiego boksu. 

To zdarzyło się naprawdę. W ciągu niespełna godziny trzykrotnie zagrano „Mazurka Dąbrowskiego” podczas bokserskiego turnieju olimpijskiego w Tokio, w 1964 roku. Dokonali tego trzej mistrzowie boksu: Józef Grudzień, Jerzy Kulej i Marian Kasprzyk. 

Takie wydarzenie, aby hymn jednego kraju, w tak krótkim czasie, grano tyle razy, nigdy na igrzyskach nie miało miejsca. Dziś praktycznie jest nie do powtórzenia, ponieważ ceremonii dekoracji dokonuje się z opóźnieniem. Wówczas wręczano medale na ringu, zaraz po ogłoszeniu werdyktu sędziów. 

Zanim przybliżę sylwetki naszych medalistów, nie można nie wspomnieć ojca sukcesów polskiej reprezentacji bokserskiej, Feliksa Stamma. On to, po krótkiej dobrze rokującej, jeszcze przedwojennej, karierze zawodniczej zdecydował poświęcić się pracy trenerskiej. Całe powojenne ćwierćwiecze to era Feliksa Stamma. Zbudował on reprezentację, która w latach 50. i 60. rywalizowała o światowy prymat w boksie amatorskim z ekipą ZSRR. Znakomity trener i wychowawca stworzył wokół boksu familijną atmosferę, stąd jego przydomek „papa Stamm”. Nie było mowy o żadnej taryfie ulgowej, lecz o umiejętności indywidualnego podejścia do każdego z zawodników, skierowania do walki w ringu często niepokornych, hardych charakterów. 

Zarówno mistrzostwa Europy, jak i olimpiady, w tym czasie, były nieoficjalnym polem rywalizacji reprezentacji Polski i ZSRR. Tak było podczas pamiętnej olimpiady w Tokio. Do strefy medalowej dotarło 7 Polaków i 9 Rosjan. W samych walkach o złoto wystąpiło odpowiednio 4 i 7 reprezentantów. I choć bilans zdobytych złotych medali zakończył się remisem 3:3, to szeroko komentowano fakt, że Polacy wszystkie zdobyli w bezpośrednich pojedynkach z reprezentantami ZSRR. 

Jako pierwszy wystąpił w wadze muszej Artur Olech, który zdobył srebrny medal po porażce z Włochem Atzori. Szaleństwo zaczęło się od czwartej walki wieczornego turnieju, kiedy to w wadze lekkiej wystąpił Józef Grudzień. Po nim w kolejnych kategoriach wagowych walczyli Jerzy Kulej i Marian Kasprzyk. Jak wspomniałem wszyscy pokonali Rosjan. Każdy z tych bokserskich mistrzów posiada bogaty dorobek medalowy, mistrzostw Polski, Europy, a także z innych olimpiad. 

Cztery lata wcześniej, przed olimpiadą w Rzymie, Kulej i Kasprzyk walczyli w jednej wadze. Mimo mistrzostwa Polski zdobytego przez Kuleja, Stamm postawił na Kasprzyka, który zdobył brązowy medal. Przed olimpiadą w Tokio Kasprzyk zmienił kategorię na wyższą, nie musieli konkurować ze sobą i obaj zdobyli złote medale. Jerzy Kulej jest natomiast jedynym bokserem, który obronił tytuł olimpijski na kolejnych igrzyskach w Meksyku w 1968 r. 

Na koniec chcę objaśnić tajemniczy tytuł tego felietonu, skąd wzięło się to określenie – „niegrzeczni chłopcy”. Niektórzy z nich mieli w swojej młodości konflikty z prawem. Z tej trójki mistrzów jedynie Józef Grudzień był zawsze statecznym, wzorowym sportowcem. Kulej i Kasprzyk mogą zawdzięczać Stammowi, że ich kariery nie zakończyły się przed czasem. Jako przykład przytoczę tylko sprawę Mariana Kasprzyka. Krótko po olimpiadzie w Rzymie Kasprzyk wziął udział w bójce. Zaczepiony przez podpitego mężczyznę, wychodząc z restauracji został sprowokowany i uderzony. Oddał z nawiązką. Niestety, tym pobitym przez Kasprzyka okazał się milicjant w cywilu. Za pobicie funkcjonariusza dostał wyrok, który odsiedział w więzieniu. Dodatkowo ukarano go dożywotnią dyskwalifikacją. Jednak na kilka miesięcy przed olimpiadą w Tokio za wstawiennictwem Feliksa Stamma i kolegów z reprezentacji została ona wycofana, dzięki czemu po trzech latach Marian Kasprzyk mógł wrócić do treningów i pojechać na olimpiadę. 

Argumentami obrońców Kasprzyka za tym wnioskiem było to, że odbył już karę. Ponadto prowokator tego zajścia był awanturnikiem nadużywającym alkoholu i został usunięty z milicji. 

Z tej olimpijskiej trójki mistrzów dziś żyje jedynie Marian Kasprzyk, który po zakończeniu kariery sportowej pracował na Śląsku jako trener, m.in. w Knurowie i Bielsku-Białej. 

Jerzy Kulej i Józef Grudzień spoczywają na Powązkach Wojskowych w pobliżu grobu koleżanki z reprezentacji, tej pamiętnej olimpiady w Tokio, Ireny Kirszenstein-Szewińskiej. Franciszek Trynka 23 września 2020 roku 
Fot. Andrzej Taplik
Fot. Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 140583