PODPOWIADANKI DLA RODZICÓW:

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem powiedziałem tajemniczo zniżając głos: 
- Zaraz zobaczycie największe ryby w Warszawie. 
- Rekiny? – podkpiwał ze mnie Poldek. 
- Nie. Wprawdzie to tylko karpie, ale za to olbrzymie. 

Zatrzymaliśmy się i bliźniaki przechyliły się nieco nad balustradą usiłując dojrzeć wodne potwory. Ale tego dnia sprawdziły się moje częste obawy, że naopowiadam turystom niestworzonych rzeczy o warszawskich gigantach pływających w łazienkowskim stawie, a tymczasem podpłynie do nas młody dwudziestocentymetrowy narybek. 
- Ale dałeś czadu! – nie mógł wyjść z podziwu Poldek. 

Miśka tylko patrzyła na mnie z wyrzutem. 
- Czasem te starsze nie stawiają się na zbiórkę przed turystami. Co ja na to poradzę? 
- Może nie chwal się nimi zawczasu? – tym razem Poldek zadziwił mnie swoją bystrością. 

Odwróciliśmy się zatem tyłem do karpiątek i spojrzeliśmy na pałac. 
- To tutaj była ta łaźnia Lubrom… - zająknęła się Misia. 
- Lubomirskiego. Tak, w tym miejscu pośród lasu Stanisław Herakliusz Lubomirski kazał wybudować sobie pawilon, w którym mógł zażywać kąpieli i odpoczywać od zgiełku panującego w jego zamku na skarpie. Było to w latach 80. XVII wieku. Plany narysował znany wówczas i rozchwytywany przez bogate rodziny magnacie architekt Tylman z Gameren. 
- Dziwne imię – zdziwił się Poldek. 
- Fakt, że nie polskie. Architekt pochodził z terenów dzisiejszej Holandii, z Utrechtu. Prawdopodobnie mając około 30 lat pojawił się w Polsce i okazał się tak świetnym fachowcem, że zrealizował, nie tylko w Warszawie, wiele projektów, zwłaszcza kościołów i pałaców. Polska stała się jego drugą ojczyzną. Sejm nasz nawet nadał mu szlachectwo polskie i od tamtej pory nosił nazwisko Gamerski. Zmarł w Warszawie wieku 74 lat. 
- Jeśli pawilon był tak szeroki jak ten pałac, to musiała tędy płynąć prawdziwa rzeka, a nie leśny strumyk – tym razem refleksem wykazała się Miśka. 
- Niewiele się zachowało dokumentów z tamtych czasów, ale istnieją rysunki przedstawiające pawilon od zewnątrz, a także jego wnętrza, jego przekrój. Możemy jednak podejrzewać, że rzeczywiście była to raczej rzeczka niż potok, ale na pewno w miejscu wybudowania pawilonu została ona poszerzona, bowiem z rysunku wynika, że taras mógł być tak samo szeroki jak dzisiaj.  
- To stawów wtedy nie było? 
- Nie, one pojawiły się tutaj już w czasach króla Stanisława Augusta, w latach 80. XVIII wieku. 
- Czyli są sztuczne! – stwierdził Poldek. 
- W pewnym stopniu tak. 
- A czy ze starego pawilonu coś się zachowało? – dociekała Misia. 
- Nawet sporo, bo król nie kazał rozebrać go, kiedy budowano dla niego nową rezydencję, ale powiększyć. Dobudowano piętro, duże sale po bokach. Jedna z nich to sala balowa. Łazienki były wtedy daleko za miastem, ale król zapraszał latem swoich gości, dla których organizował „potańcówki” z orkiestrą. Sala Balowa, największa w pałacu została dobudowana z lewej strony. Ale wchodząc do środka, najpierw przejdziecie przez stare pomieszczenia z czasów pana Lubomirskiego. I niewiele się w nich zmieniło od tamtej pory. Dalej są stare rzeźby, np. rzymskiego boga wojny, który odłożył tarczę, bo w tym „domu panuje pokój”. Zachował się pokój, w którym właściciel, po zażyciu kąpieli, mógł odpocząć na kanapie przed płonącym kominkiem. To tzw. Sala Bachusa. I jeszcze jedno pomieszczenie przypomina nam najstarszą historię tego miejsca. Pokój Kąpielowy. Dziś nie ma tam już cynowych wanien wpuszczonych w posadzkę, ale nadal można oglądać płaskorzeźby, które przedstawiają różne sceny ze starych opowieści greckich. A wszystkie je łączy jeden element. Każda jest związana z jakąś „wodną” historią, np. uratowaniem pięknej Andromedy przez Perseusza przed potworem morskim. 
- I jeszcze coś? 
- To prawie wszystko. Reszta wystroju pałacu, to już pomysły króla i jego architektów. No, właśnie, króla… Popatrzcie na balustrady balkonów. Są oryginalne z XVIII wieku, a zaprojektował je nikt inny tylko król Stanisław August. To dowód na to, że nie tylko znał się na sztuce i cieszył nią oko, ale sam również ją uprawiał. 
- A te rzeźby na górze, to coś przedstawiają? 
- Tak. Wówczas, zresztą tak jak i dzisiaj, bardzo często odnoszono się w sztuce do historii, opowieści mitycznych, czyli baśniowych i różnych symboli. Te postacie na górze tworzą dwie grupy. Jedna z nich to symbole czterech pór roku. A druga – cztery kontynenty… 
- Jak to cztery? – przerwał mi Poldek. – Europa, Azja, Ameryki dwie, Afryka, Australia, Antarktyda. To razem siedem. 
- A jednak! Wówczas znano tylko Europę, Azję, Afrykę i Amerykę. A ponieważ obie Ameryki liczono za jeden kontynent… Wychodzą 4. 
- Naciągane – skrzywił się chłopiec. – Ale niech im będzie. 
- Również te rzeźby stojące, a właściwie leżące przed pałacem, na tarasie są symbolami, tym razem polskich rzek: Wisły i Bugu. Rozpoznacie, która jest którą? 
- Proste – wzruszyła ramionami Miśka. – Przecież Wisła nie może mieć brody! 
- Brawo! – puściłem jej żartobliwie oko. 
- A ten zegar? Wygląda na stary. 
- Bo i jest stary. Pochodzi z czasów króla. Tylko gnomon, czyli ta część rzucająca cień, jak widać, jest nowa. Za króla Stasia, był to najdokładniejszy zegar w Warszawie – zażartowałem. 

Poldek pierwszy przechodził przez drugi mostek i nagle zatrzymał się i wrzasnął: 
- Są! Chodźcie, są! 

Rzeczywiście, tutaj pływały te zapowiedziane przeze mnie olbrzymy. 
- O, kurczę, naprawdę maja chyba z metr – pasjonował się młody. – Ale by była uczta! 
- W parku nie wolno łowić ryb. To po pierwsze, a po drugie takie wyrośnięte karpie są już praktycznie niejadalne, to znaczy niesmaczne. 
- Szkoda, że nie mam chleba – powiedziała Misia. 
- Dobrze, że nie masz chleba, bo to pokarm, który rybom może zaszkodzić, tak jak i ptakom. 
- To co im dawać? 
- Naturalny pokarm, nasiona. Na przykład słonecznika. Zarówno kaczki tutejsze, jak i pawie i sikorki lubią słoneczniki, bo są „tłuste”, tzn. zawierają w sobie dużo tłuszczu. 
- Słonecznika, to taki karp nawet nie zauważy. Co jemu można dać? 
- Nie przychodzi mi teraz nic do głowy, ale pamiętam, ze kiedyś na Facebooku albo na Youtubie widziałem filmik nakręcony przez przyrodników z Łazienek, w którym podawali różne możliwości. Jak wrócimy do domu, to… 

Poldek już klikał w swoim smartfonie. Westchnąłem. Zdecydowanie, nie nadążam za nowymi technologiami. 

Andrzej Papliński 

30 października 2020 roku 
Fot. Poldek Nowacki
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359982