IMPRESJE POWĄZKOWSKIE:  LEGENDA QUI PRO QUO

Qui pro Quo - ten powszechnie znany łaciński zwrot, był w okresie międzywojennym nazwą najsłynniejszego teatrzyku literacko-rewiowego. 

Założony w 1919 roku szybko stał się cenioną sceną na kulturalnej mapie stolicy. Ta wysoka ocena „Qui Pro Quo” wynikała z faktu, że pracowali dla niego znakomici twórcy wszystkich dziedzin sztuki teatralnej, poczynając od autorów tekstów, kompozytorów, reżyserów, choreografów, do tych najważniejszych – wybitnych ówczesnych aktorów, piosenkarzy i tancerzy. 

Dziś po tym miejscu nie ma śladu. Jeśli spojrzymy na historyczne zdjęcie Galerii Luxenburga widzimy pasaż pod szklanym dachem. To dzisiejsza ulica Canaletta. Na ścianie budynku przy Senatorskiej 29 z inicjatywy ZASP-u wmurowano pamiątkową tablicę, która przypomina, że w tym miejscu działał teatrzyk literacko-artystyczny „Qui Pro Quo”. Wielki budynek galerii powstał jeszcze przed I wojną światową z inicjatywy przedsiębiorcy warszawskiego Maksymiliana Luxenburga, a zaprojektowali go Czesław Przybylski, późniejszy projektant Teatru Polskiego, wraz architektem Leonem Drewsem. Galeria przypominająca swoimi funkcjami współczesne podobne obiekty mieściła także, oprócz sklepów, restauracji i kawiarni salę kinową. Pomieszczenia reprezentacyjne od strony ul. Senatorskiej zajmował elegancki hotel „Grand”. Pierwotnie planowano, że galeria zajmie całą przestrzeń pomiędzy ulicami Senatorską a Niecałą. Zrealizowana budowla sięgała tylko połowy tej odległości. 
To właśnie w piwnicach galerii architekt Tadeusz Sobocki zaprojektował i przebudował część pomieszczeń na potrzeby teatru. Był on jednym z trzech pierwotnych współzałożycieli „Qui Pro Quo”. Pozostali to ziemianin Leszek Przyłucki, występujący także na scenie, oraz kupiec Izydor Weisblatt. W późniejszym czasie od 1921 roku właścicielami zostali Jerzy Boczkowski, dziennikarz, kompozytor i reżyser, oraz Seweryn Majde. Prowadzili oni teatr do końca jego działalności, tj. do 1931 roku. 

„Qui Pro Quo” szybko zyskało wielką popularność, stało się najbardziej znanym i wyróżniającym się wysokim poziomem artystycznym kabaretem. Przez warszawiaków pieszczotliwie i potocznie zwanym "kochaną starą budą". Był wyjątkowy, gdyż skupiali się przy nim najwybitniejsi ludzie epoki. Filarem literackim był Julian Tuwim, autor piosenek, skeczy i librett do przedstawień, także mini-operetek. W 1926 roku dołączył do zespołu przybyły ze Lwowa Marian Hemar. Legendę tej sceny współtworzyli ponadto Konrad Tom, barwna postać kulturalnego świata stolicy, oprócz tekstów także aktor i reżyser, oraz Andrzej Włast. Ten ostatni zdecydował się później otworzyć własny teatr. 

Literacko kabaret był „opanowany” przez ludzi Skamandra, bowiem pisali dla niego także Antoni Słonimski, Jan Lechoń oraz Kazimierz Wierzyński. 

Mocną stroną „Qui Pro Quo” była zawsze muzyka. Początkowo tworzyli ją Zygmunt Wiehler i Szymon Kataszek. Z tej sceny zabrzmiała także muzyka jazzowa, której wykonawcą była orkiestra prowadzona przez Jerzego Petersburskiego i Artura Golda. Prawdopodobnie to tu usłyszano pierwsze takty jazzu w Warszawie. W ostatnim okresie istnienia teatrzyku muzykę tworzył tu Władysław Dan, organizator słynnego chóru polskich rewelersów, w którym zadebiutował Mieczysław Fogg. 

Jednak najważniejsze były gwiazdy pojawiające się na scenie. To one nadawały ton i blask, były magnesem przyciągającym publiczność. A kogo można było zobaczyć na scenie „Qui Pro Quo”? To długa lista artystycznych sław, i tych już znanych, i tych rozpoczynających karierę, które potwierdziły w życiu swój talent i wielkość. Przypomnijmy najważniejsze z nich: Mira Zimińska, Hanka Ordonówna, Stefcia Górska, Zula Pogorzelska, Loda Halama, Zofia Terné, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Tadeusz Olsza, Konrad Tom, Kazimierz Krukowski, Ludwik Lawiński i wielu innych. 
Ważnym wydarzeniem w historii kabaretu było przybycie do Warszawy Fryderyka Jarosy’ego. Z pochodzenia Węgier, zaangażowany do teatru jako aktor i konferansjer, zajmował się także reżyserią. Wywarł ogromny wpływ na kształt i formę przedstawień, które prowadził z niezwykłym humorem, z nutką obcego akcentu. Stał się „twarzą” kabaretu i jego głównym reżyserem. Unowocześnił formy przedstawień na wzór francuskich rewii, umiejętnie łącząc różne elementy rozrywki ze scenkami satyrycznymi czerpanymi z wydarzeń politycznych. Cięta satyra ze sceny kabaretu nieraz dawała się we znaki cenzurze. Jej ingerencje kilkakrotnie groziły zamknięciem sceny. 

Nieodłącznym elementem przedstawień w teatrze był taniec. W historii „Qui Pro Quo” na trwałe wpisały się nazwiska sławnego tancerza i choreografa teatrów warszawskich Feliksa Parnella oraz Tacjanny Wysockiej. Nazwisko Wysockiej dziś jest zupełnie zapomniane, a jest to osoba niezwykle zasłużona dla polskiego tańca. W „Qui Pro Quo” prowadziła zespół taneczny, który występował w podwójnej roli. Jako typowy kabaretowy zespół girlsowy był ozdobą widowisk. Często jednak przygotowywała ona ambitne układy baletowe do muzyki tak znanych kompozytorów jak Chopin, Szymanowski, Grieg czy Haendel. Zajmowała się pracą pedagogiczną, prowadziła szkołę baletową, była publicystką i autorką książek z teorii i historii tańca, a w okresie powojennym była choreografem w kilku teatrach w Polsce. 
Pisząc o ludziach, którzy tworzyli „Qui Pro Quo” trzeba też wspomnieć o twórcy oryginalnej scenografii, z której był znany teatr, Józefa Galewskiego. Ten artysta plastyk i scenograf wiele lat współpracował z teatrami. Pracował jeszcze w okresie powojennym dla polskiego filmu, m.in. przy filmach „Zakazane piosenki” oraz „Pokolenie”. 

„Qui Pro Quo” funkcjonował 12 lat, o wiele dłużej, niż inne podobne teatry, mierząc się jednocześnie w rywalizacji na rynku artystycznym z takimi scenami, jak np. „Morskie Oko” czy „Cyrulik Warszawski”. Paradoksalnie, to co było siłą kabaretu, okazało się jednocześnie jego zgubą. Konieczność wypłacania horrendalnych wynagrodzeń gwiazdom przyczyniło się do jego upadku. Dla przykładu Hanka Ordonówna pobierała miesięczne wynagrodzenie 10 tysięcy złotych, co równało się cenie dobrej klasy samochodu. 

Ostatnie przedstawienie pt. „Panie Ministrze” przypadło w czasie słynnego kryzysu ekonomicznego, 30 czerwca 1931 roku. 
Po „Qui Pro Quo” pozostała legenda i gigantyczny dług… ponad 770 tysięcy złotych! 

Dla nas jednak pozostały niezapomniane szlagiery nucone do dziś. Wśród tytułów piosenek, które zostały napisane do przedstawień na scenie „Qui Pro Quo” znajdziemy "Gdy zobaczysz ciotkę mą", „Marianna", "Kiedy znów zakwitną białe bzy", "Czy Pani Marta jest grzechu warta", "Zapomniana piosenka", "Nasza jest noc", "Co nam zostało z tych lat", "Sam mi mówiłeś", "Piękny gigolo", "Księżyc nad Tahiti", "Uliczka w Barcelonie", "Chciałabym a boję się". 

„Qui Pro Quo” – teatr, teatrzyk, kabaret, niezależnie jak go określimy na trwale wpisał się w historii kultury okresu międzywojennego. 

Od pierwszego przedstawienia minęło ponad 100 lat. Rozmaicie potoczyły się losy bohaterów naszej opowieści. Późniejsze lata, a szczególnie okres II wojny światowej rozrzuciły ich po całym świecie. Groby niektórych z nich napotkamy na warszawskich cmentarzach. I tak Stefcia Górska spoczywa na cmentarzu Wólka Węglowa. Na Powązkach Wojskowych pochowani są Mira Zimińska i Adolf Dymsza – popularny Dodek, literacki filar kabaretu Julian Tuwim oraz Antoni Słonimski. Andrzej Włast zginął na terenie getta. 
Na Starych Powązkach natomiast pochowana została jeszcze w 1936 roku, przedwcześnie zmarła w wieku zaledwie 38 lat, tancerka i aktorka Zula Pogorzelska. Żegnał ją gigantyczny tłum warszawiaków. Spoczywa tu Loda Halama, tancerka o najdłuższych nogach. Znajdziemy tu także grób kompozytora Zygmunta Wiehlera, twórcy wielu przebojów muzyki filmowej, m.in. „Ada to nie wypada”. W alei zasłużonych pochowana jest Hanka Ordonówna, która zmarła na emigracji w Palestynie w 1950 r., a jej prochy sprowadzono do kraju w latach 90. Ponadto pochowani są tu wspomniana tancerka i choreograf Tacjanna Wysocka, reżyser i kompozytor Jerzy Boczkowski, mistrz żydowskiego szmoncesu Kazimierz Krukowski oraz piszący dla kabaretu Kazimierz Wierzyński. Na Powązkach napotkamy również symboliczny grób Eugeniusza Bodo, zmarłego w czasie wojny w ZSRR. Symboliczny, gdyż nie jest znane miejsce jego pochowku. Upamiętniony jest także tablicą pamiątkową zmarły tragicznie w Nowym Jorku Jan Lechoń. 

Te kilka grobów ludzi „Qui Pro Quo” to dziś jedyny warszawski ślad po dawnym kabarecie. Pozostałych trzeba szukać w wielu miejscach na świecie. Konrad Tom pozostał na emigracji w USA i pochowany jest w Los Angeles. Fryderyk Jarosy spoczywa na cmentarzu w Wiedniu. Tadeusz Olsza i Marian Hemar zmarli na emigracji w Anglii.
Franciszek Trynka
Fot. archiwalne: Narodowe Archiwum Cyforwe
Fot. współczesne: Franciszek Trynka

18 grudnia 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359418