PODPOWIADANKI: ARRASY CZY GOBELINY?

Wyszliśmy z ulicy Piwnej i znaleźliśmy się na placu Zamkowym. Spojrzałem na niebo. Nad Pragą już wisiały ciężkie burzowe chmury. 
- Chyba uciekniemy przed deszczem do zamku. 
Bliźniaki „cudem” jakimś zgodziły się ze mną i po kilku minutach stania w kolejce do kasy, wśród innych, takich jak my, uciekinierów, z biletami w ręku poszliśmy do wejścia. Byliśmy bez plecaków i kurtek, więc ominęliśmy szatnię i po marmurowych schodach weszliśmy na pierwsze piętro. Znaleźliśmy się w długiej, owalnej sali. Między oknami wisiały duże portrety, zaś na przeciwległej ścianie można było podziwiać grube, kolorowe tkaniny. 
Fot. Sabina Chyla
- To arrasy – pospieszyła z wyjaśnieniem Miśka. 
- Niektórzy tak je nazywają, ale to niezupełnie prawda. Tak powinniśmy nazywać te, które powstały we francuskim mieście Arras. A nasze warszawskie, pochodzące zresztą z królewskiego zbioru Jagiellonów, znajdującego się dzisiaj w Krakowie, na Wawelu, powstały w Brukseli. Dlatego określamy je raczej ogólną nazwą. Są to gobeliny. 
- Gobliny? – zdziwił się Poldek. 
- Gobeliny – zaakcentowałem „e”. – To nie podziemne potwory z Morii, panie Leopoldzie. To gobeliny. A za czasów króla Zygmunta Augusta i jego ojca Zygmunta Starego nazywano je jeszcze dziwniej. 
- Jeszcze dziwniej? 
- Tak. Mówiono na nie… opony. 
Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem Poldka z taką miną, jaką miał w tej chwili. Miśka też spojrzawszy na niego wybuchnęła śmiechem. 
- Nie wierzę – rzucił Poldek. – Co ma wspólnego opona z tym „dywanem”? 
- W języku staropolskim słowo „opona” oznaczało coś rozpiętego na czymś, stąd określano tak gobeliny, ale i wschodnie kilimy i kobierce. 
- A czym się różnią te gobli… gobeliny – poprawił się Poldek – od tych wschodnich? 
- Przede wszystkim wzorami. Kilimy i kobierce są dekorowane wzorami geometrycznymi, a gobeliny to przepięknie tkane obrazy. Zobaczcie, ten wielki przedstawia scenę ze Starego Testamentu. Jest to ilustracja opowieści o tym, co się działo na ziemi przed potopem. Występki, przestępstwa, porwania. Dlatego Bóg postanowił ukarać ludzi. A ponieważ w czasach, kiedy tkano te gobeliny większość ludzi nie potrafiła ani pisać, ani czytać, nie mogła więc przeczytać Biblii, poznawała te opowieści poprzez obrazy, rzeźby. Któregoś dnia pójdziemy do Muzeum Narodowego, tam zobaczycie, jak wiele można wyczytać ze starych średniowiecznych ołtarzy. Edukacja ludzi, to było jedno z trzech zadań gobelinów. 
- Ja umiem czytać, ale i tak lepiej zapamiętuję to, co zobaczę na własne oczy – przyznał Poldek a siostra mu, o dziwo, przytaknęła. Zaraz jednak dorzuciła: 
- A pozostałe dwa zadania, to…? 
- Po pierwsze, budziły doznania estetyczne, te tkane obrazy są przepiękne, a ludzie lubią patrzeć na rzeczy piękne. Po drugie zaś, odgrywały bardzo ważną rolę w mroźne zimowe dni. Wyobraźcie sobie, że na zewnątrz temperatura spadła do minus 15 stopni (kiedyś były takie zimy). Wielkie sale w kamiennych lub ceglanych zamkach i pałacach trudno było ogrzać, bo mury kradły całe ciepło produkowane przez kominki i piece. Gobeliny, powieszone na ścianach, służyły jako izolator. Zatrzymywały ciepło w pomieszczeniu. 
Odwróciłem się w stronę okien i wskazując jeden z portretów powiedziałem: 
- Zanim przejdziemy do następnej sali, popatrzcie na tego pana w czerni. To właśnie ten król kazał rozbudować stary, niewielki warszawski zamek i nadał mu kształt pięciokąta. Znacie go zresztą, bo stoi na kolumnie przed zamkiem. 
- Zygmunt III Waza – pochwaliła się swoją znajomością historii Miśka. 
- Brawo, panienko. W nagrodę zapraszam na królewskie pokoje.
Fot. Sabina Chyla
Weszliśmy do dużej sali, w której od razu rzucił nam się w oczy tron. 
- Sala tronowa – powiedział Poldek. – Tutaj król przyjmował gości. 
Musiałem mieć niewyraźną minę, bo się zaraz zaperzył i rzucił: 
- No co? Powiedziałem coś nie tak? 
- Cóż, nie zawsze fakt, iż w jakimś pomieszczeniu jest tron dowodzi, że to sala tronowa. 
- Bo to może być magazyn rupieci – zachichotała Miśka. 
- Nie o to mi chodzi. Jesteśmy w sali, w której król Stanisław August przewodniczył zebraniom tak zwanej Rady Nieustającej. Był to rodzaj rządu, który miał pomagać królowi w zarządzaniu krajem. Dlatego jest tutaj tron, ale nie była to sala, gdzie król przyjmował gości. 
- A czy ten tron jest prawdziwy? Tata mówił, że zamek był zburzony. 
- Tak, Niemcy wysadzili go we wrześniu 1944 roku. Praktycznie, tylko piwnice są autentyczne. My jesteśmy wśród murów, które stanęły w latach siedemdziesiątych, gdy dawną siedzibę naszych królów odbudowano. A tron jest również odtwarzany. To znaczy kopią jest zaplecek, czyli ta część, którą król miał… 
- Za plecami – zgodnie dokończyły bliźniaki. 
- I baldachim albo podniebie, czyli to co miał… 
- Nad głową – tym razem Miśka była szybsza od brata. 
- Zgadza się. Za to sam fotel jest autentyczny, z 1795 roku. Jak widzicie na oparciu jest królewska korona, sztylet i berło. 
- Czyli król Staś siedział kiedyś na tym fotelu. 
- A właśnie, że nie siedział, bo został on wykonany dla króla Prus Fryderyka Wilhelma II, już po zrzeczeniu się korony przez Stanisława Augusta i po zniknięciu Polski z mapy Europy. Po trzecim rozbiorze naszego kraju, Warszawa znalazła się w granicach królestwa pruskiego. 
- A te portrety są stare? – dociekał Poldek. 
- Tak, zostały namalowane w latach 1790 – 92 przez Józefa Peszkę na zamówienie ówczesnego prezydenta Warszawy Jana Dekerta. Aż do I wojny światowej, czyli do 1914 roku wisiały w ratuszu. Cudem ocalały w czasie II wojny i teraz, jak widzicie, przypominają zamkowym gościom tych, którzy wraz z królem przygotowywali, m.in. wielką reformę państwa, jaką była konstytucja uchwalona przez Sejm Wielki 3 maja 1791 roku. W tym niebieskim mundurze, malarz przedstawił marszałka sejmu Stanisława Małachowskiego, po tej stronie, obok okna, jest jeden z autorów tekstu konstytucji – Hugo Kołłątaj, a tam przy drzwiach do Sali Balowej wisi portret kuzyna króla, Adama Kazimierza Czartoryskiego, komendanta Szkoły Rycerskiej założonej przez Stanisława Augusta na początku jego panowania. 

Misia nie była chyba zainteresowana moimi wyjaśnieniami, bo zauważyłem ją już w sąsiedniej sali. Stała z zadartą do góry głową i czemuś się uważnie przyglądała. Weszliśmy z Poldkiem za nią. Nad naszymi głowami rozpościerało się ogromne malowidło pokrywające praktycznie cały sufit. 
Fot. Andrzej Papliński
- Co to takiego? 
- To scena przedstawiająca starożytnych bogów. Ten pośrodku to Jowisz, władca wszystkich rzymskich bogów. Pokazany jest w chwili poskramiania chaosu. To malowidło pokazuje, że władca Polski również będzie wprowadzał porządek w swoim królestwie. 
- A to tutaj król urządzał bale? – Miśka uwielbia tańczyć, więc pytanie było jak najbardziej na miejscu. 
- Bale były tu organizowane w czasach jego poprzednika, Augusta III. Stanisław August wolał wydawać letnie bale w Łazienkach. Ta sala służyła mu raczej jako miejsce spotkań oficjalnych. 
- Tutaj, przed drzwiami są jakieś posągi. Też rzymskie? 
- Te rzeźby powstały na polecenie króla. Przedstawiają Apolla i Minerwę. Podobno francuski twórca, André Le Brun, który aż 30 lat pracował dla naszego króla, w twarzach tych bóstw ukazał rysy samego Stanisława Augusta i późniejszej carycy Katarzyny II. Młoda Katarzyna, którą Stanisław Antoni Poniatowski poznał podczas swojego pobytu na dworze w Petersburgu, była ponoć jego pierwszą miłością. 
- Jaki Stanisław Antoni? – przytomnie zareagował Poldek. – Chyba Stanisław August? 
- Kiedy podkochiwał się w żonie następcy tronu Rosji nosił swoje imiona nadane na chrzcie, czyli Stanisław Antoni. Imię August przybrał już po koronacji na króla Polski. Zatem do 1764 roku był Stanisławem Antonim, a potem, już do śmierci, Stanisławem Augustem. 
- Trochę to skomplikowane – wzruszył ramionami Poldek. Tymczasem Miśka sylabizowała obcojęzyczne napisy nad drzwiami: 
- PRO FIDE, LEGE ET GREGE. PRAE… 
- Premiando incitat – poprawiłem ja. – Tak to należy czytać. To znaczy „Nagradzając, zachęca”, a ten pierwszy to „Za wiarę, Prawo i Naród”. Oba te napisy są związane z ważnymi odznaczeniami, które król nadawał ludziom za zasługi dla państwa. Łacińska maksyma „Pro Fide, Lege et Grege” to dewiza Orderu Orła Białego, jeszcze dzisiaj najważniejszego polskiego odznaczenia. A „Praemiando Incitat” było dewizą orderu, który ustanowił sam król w roku 1765, na początku swojego panowania. To nie istniejący już Order św. Stanisława. Napisy są, jak widzicie, umieszczone po dwóch stronach rzeźbionego portretu króla. Miały one motywować ludzi obecnych na tych oficjalnych uroczystościach do działania zgodnego z oczekiwaniami króla. 

W tym momencie drzwi otworzyły się i pani w granatowym żakiecie zaprosiła nas słowami: 
- Dzisiaj przechodzimy przez Salę Białą. 
- Tym lepiej – uśmiechnąłem się do dzieci. – Przejdziemy przez królewskie przedpokoje, tak jakbyśmy udawali się na audiencję u naszego władcy. 

Ruszyliśmy.
Anrzej Papliński

Zapraszamy do czytania poprzednich podpowiadanek:

JAK TO Z SYRENKĄ BYŁO...

Chodzicie z dziećmi po mieście. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat...

SYRENKA Z KATEDRY

[17.07.2020] Szliśmy ulicą Świętojańską. Miśka i Poldek, jak zwykle, ciągnęli mnie do ich ulubionych lodów...

CHRYSTUS OD FARY

[24.07.2020] Lody lodami, ale w końcu znaleźliśmy się w środku katedry św. Jana. Przeszliśmy obok kaplicy – mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego i poszliśmy w kierunku kaplicy Baryczkowskiej...

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

[31.07.2020] Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się ...

LATARNIE NA DACHACH...

[7.08.2020] Ruszyliśmy szukać wielkiego stawiacza min. Żeby wyjść poza mury obronne miasta musieliśmy przejść przez rynek....

BRAMA BRAMIE...

[14.08.2020] Wyszliśmy z rynku i ulicą Nowomiejską ruszyliśmy w stronę barbakanu. Zatrzymałem się tuż przed nim...

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH 

[21.08.2020] Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką...

POGODA NA ULICY PIWNEJ

[29.08.2020] Weszliśmy w ulicę Wąski Dunaj, po minucie minęliśmy po lewej stronie Szeroki Dunaj, który kiedyś odgrywał również rolę rynku...

STAROMIEJSKIE GOŁĘBIE

[4.09.2020] Ulicą Piwną poszliśmy w kierunku placu Zamkowego. Po drodze minęliśmy kamienicę, w której kiedyś mieszkał aktor...

PIWNA CZY TO PTASIA

[12.09.2020] Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale czy był z pisklętami...

FRYCEK NA COKOLE

[18.09.2020] Alejami Ujazdowskimi szliśmy w stronę głównej bramy parku łazienkowskiego. ...

DLACZEGO NIE TUTAJ

[25.09.2020] Miałem już zamiar odejść od pomnika Fryderyka Chopina, ale Poldek zatrzymał mnie krótką uwagą...

ORANŻERIA CZY GALERIA? 

 Skierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na dół, na tyły Starej Pomarańczarni.

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 

NO, CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu...

DOOKOŁA WODY

Bliźniaki oblizywały się po zjedzonych gofrach, ja płaciłem rachunek, a wokół kręciły się gromadki wróbli kłócących się o okruchy z ciastek...

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem odezwałem się tajemniczo zniżając głos...

KARMIĆ I NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”...

CO MA KOLEJ DO OBRUSA?

Co ma starożytna Grecja do obecnej kolei? Czym była droga żelazna? Czemu szyny mają taki a nie inny rozstaw? Miśka i Poldek na tropie kolejowych tajemnic.

A GDZIE TEN DWORZEC?

Przyglądałem się Poldkowi. Wyraźnie coś go intrygowało. I rzeczywiście… za chwile wszystkie wątpliwości miały się rozwiać...

JAK TO Z CZASEM BYŁO

Czy pociągi zawsze jeździły po dwóch torach? Jak liczono czas w podróży transsyberyjskiej? Poldek i Misia zgłębiają problem względność czasu.

POCIĄGOWA MATEMATYKA

Czy oglądając parowozy można zajmować się szyframi? Okazuje się, że można. Poznajcie wybitnych deszyfrantów, Miśkę i Poldka. 

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 235878