PODPOWIADANKI: KARMIĆ, CZYLI POMAGAĆ, NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”. 
- Bujda! – rozległ się nagle kategoryczny głos Poldka. - Co, bujda? – zapytałem zaskoczony. 
- Bujda, to co powiedziałeś o chlebie. Tu jakiś facet mówi, że można ptakom dawać stary chleb. 
- Stary chleb? – teraz chyba ja miałem oczy wielkie jak latające spodki. – Niemożliwe. 
- Poczekaj, przewinę. 

I już po chwili usłyszałem charakterystyczny głos doktora Kruszewicza, dyrektora warszawskiego zoo: „Pieczywo jeżeli chcemy podać, bo nam zostało, niech to będzie pieczywo białe, czerstwe. Nie podajemy ciemnego pieczywa, nie podajemy pieczywa bardzo świeżego. I takie czerstwe pieczywo pokrojone w drobną kostkę będzie odpowiednie i dla kaczek, i dla gołębi”
- Poldek, głowo do pozłoty! Pieczywo czerstwe, to nie znaczy stare. Raczej wysuszone. Ale góra sprzed kilku dni, a nie tygodni, czy miesięcy… Chociaż, czekaj, mama suszyła właśnie pokrojoną drobno bułkę paryską i trzymała dosyć długo to na grzejniku w wielkiej papierowej torbie. 
- Jędrek, głowo do pozłoty! – zaśmiała się Miśka. 
- Może masz rację. Po prostu, jak usłyszałem „stare”, to pomyślałem, że zapleśniałe, niezdrowe – tłumaczyłem się pokrętnie. - I co jeszcze tam Poldek usłyszałeś? 
- Sikory lubią słonecznik. Może być niełuskany, tylko trzeba będzie po nich posprzątać. 
- Cooo, mam chodzić do parku z szufelką? – zaprotestowała Miśka. 
- Poldek przesadza, co innego rozrzucanie papierków, a co innego naturalnych łupinek po nasionach. 
- Dla gołębi grube kasze, na przykład pęczak. 
- Pęczak? Co to jest? - zdziwiła się Misia. 
- To jest gruba kasza – błysnął Poldek. 
- Mądrala, pewnie w życiu go nie widziałeś! A się mądrzysz! – obruszyła się siostra. 
- Zamiast się kłócić, pamiętajcie, żeby go poszukać sklepie. Teraz większość zwykłych kasz jest zapakowana w przeźroczyste torebki, więc łatwo go obejrzycie, nawet go nie kupując. 
- Pęczak albo pszenica, albo ten chleb – kontynuował Poldek. – O, kurczę! 
- Co, znowu? 
- Dla kaczek - sałata i tarta marchew… Ale w drugiej połowie zimy… Bo tam są witaminy, których nie ma w chlebie. I one tego będą potrzebować. 
- O, a pawie – przerwała mu siostra – pójdą wszędzie na rodzynkami! To jak Poldek! 
- A co to właściwie za film? – zapytałem. 
- Taki na Youtubie. Czekaj… konto… Muzeum Łazienki Królewskie. O, i jeszcze inne są… O drzewach, krzewach, zwierzętach. Całe mnóstwo! 
- Właśnie, drzewa. Czy wiecie jakie drzewo jest najstarsze w Łazienkach. 
- Mówiłeś, że dęby. 
- Dęby są stare, ale okazało się, że jest w okolicy Nowej Pomarańczarni jesion wyniosły, który może pamiętać króla Stanisława Augusta. Specjaliści od drzew czyli dendrolodzy szacują, że ma już około 240 lat. Czyli w którym roku wypuścił pędy? 
- Tysiąc osiem… Nie, tysiąc siedemset osiemdziesiątym – niepewnie policzyła Miśka. 
- Mówiłeś – z naciskiem stwierdził Poldek – że żadne drzewo w tym parku nie jest tak stare, żeby go pamiętać. 
- Tak myślałem, ale właśnie z jednego z tych filmów, niedawno się dowiedziałem o tym jesionie. Jak widzicie, ja też się uczę cały czas. Tam też była pokazana, tuż przy Nowej Oranżerii, topola biała, straszny grubas. Jej obwód wynosi około 730 cm, czyli ponad 7 metrów. To najgrubsze drzewo w Łazienakch. 
- A czy oprócz wiewiórek i ptaków są tutaj jakieś inne zwierzęta? 
- Owszem. Z maluchów, np. ryjówki, podobne do myszek, ale bez długich ogonków. Kiedyś było jedno lato, gdy nad stawem, przy pałacu roiło się od szczurów. Są też drapieżniki! 
- Wilki? 
- Ty to tylko wilki i wilki. Nie, lisy. I to kilka rodzin. Mam gdzieś nawet zdjęcie małego liska. Widać był melomanem, bo… 
- Melo, co? 
- Melomanem, czyli miłośnikiem muzyki, bo go podpatrzyłem w krzakach nieopodal pomnika Chopina. Tam gdzie latem są koncerty. 
- A babcia mówiła, że jest sarna – przypomniała sobie Misia. 
- Już jej nie ma. 
- Zdechła? 
- Nie, ale zatęskniła za koziołkiem, czyli chciała sobie znaleźć partnera i podobno wyszła poza Łazienki. Znalazła się na prywatnej posesji w okolicy ul. Gagarina. Wtedy zdecydowano, że najlepiej jej będzie w wielkim kompleksie leśnym, jakim są Lasy Miejskie. 
- To znaczy, że wróciła na wolność? 
- Nie, znalazła się na dużym terenie leśnym, ale ogrodzonym. Po prostu, po kilkunastu latach życia w Łazienkach nie umiałaby już przeżyć na wolności, zwłaszcza zimą. A tam, gdzie jest teraz i jest pod opieką, i znalazła się w towarzystwie innych saren. 
- A skąd się wzięła w Łazienkach? 
- Pytałem kiedyś o to pracowników muzeum i dowiedziałem się, że ktoś ją, całkiem maleńką, podrzucił w nocy. Po prostu, wieczorem nie było jej, a rano już była! 
- I nie bała się ludzi? 
- W pierwszych latach raczej ich unikała. Chowała się w krzakach. Mam zdjęcie, na którym widać krzaki a za gałązkami jakiś ciemny kształt, czyli leżącą i odpoczywającą sarenkę. Później jednak się przyzwyczaiła do widoku ludzi. Chyba nie podchodziła do nich, była jednak trochę nieufna, ale dawała podejść do siebie na kilka kroków. Dzięki temu mam jej nowe zdjęcia obok Starej Oranżerii. Spacerowała sobie tuż obok pomniczka psa. Jak była młoda najczęściej trzymała się właśnie tej części parku, bo tam był jej paśnik, gdzie zimą dostawała sianko do jedzenia. Ale potem wędrowała już po całym parku. Ostatnie zdjęcie, które jej zrobiłem jest z okolic Nowej Oranżerii. 
- Szkoda, że jej już nie ma – westchnęła Misia. 
 
Nic na to odpowiedziałem, ale w duchu sobie pomyślałem, że rzeczywiście szkoda. Bo nawet Łazienki, z ich długą historią się zmieniają. Dla mnie zmieniają się trochę za szybko. 
A na koniec zadanie dla wytwałych! Znajdź na zdjęciu poniżej, gdzie ukryła się sarenka.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Papliński

7 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354810