POMNIK DLA FRANCUZA

Dookoła pani Adelajdy Bolskiej rozlegały się entuzjastyczne głosy… 
- Magnifique! Splendide! Quelle belle voix! C’est hallucinant! 
Zwrócił się do niej również najważniejszy gość tego petersburskiego wieczoru: 
- Pani piękny głos wywołał w nas dzisiaj wiele wzruszeń. Z pewnością nie zapomnimy nigdy tego dnia. 
- Dziękuję bardzo, Wasza Cesarska Mość! To był dla mnie prawdziwy zaszczyt śpiewać przed Waszą Cesarską Mością! 
- Chciałbym, aby pani także zapamiętała dobrze ten wieczór. Proszę powiedzieć, co by pani sprawiło radość, a spełnimy pani życzenie. 
Piękna śpiewaczka zawahała się chwilę. Ona wiedziała, jakie jest jej pragnienie, ale czy cara to nie rozgniewa? Zebrała się jednak na odwagę i rzekła: 
- Najjaśniejszy Panie, moim marzeniem jest, aby w Warszawie stanął pomnik… 
Żachnął się rzeczywiście cesarz i przerwał jej w pół słowa. 
- Pewnie jakiegoś generała, albo marszałka. Wy Polacy tylko o wojnie myślicie, o buncie! 
- Nie, Wasza Cesarska Mość, chodzi o pianistę, o kompozytora. O Chopina. 
- Chopin – zastanowił się przez chwilę cesarz. – Słyszałem jego muzykę. Ale to Francuz. 
- Jego ojciec rzeczywiście pochodził z Francji. 
- Jeśli Francuz, to niech będzie. Ma pani nasze cesarskie przyzwolenie. Ale sami musicie go postawić. 
- Dziękuję, Wasza Cesarska Mość. Moi rodacy z pewnością to uczynią. 

*** 

Czy tak rzeczywiście przebiegała rozmowa słynnej polskiej śpiewaczki z ostatnim carem Rosji Mikołajem II? Któż to teraz może wiedzieć? 

Wkrótce po przyjeździe do Warszawy Adelajda Bolska, wraz z mężem hrabią Aleksandrem Dienheim - Szczawińskim – Brochockim, zaczęła się rozglądać, kto mógłby wesprzeć ich inicjatywę. Szukali ludzi poważnych i popularnych wśród polskiego społeczeństwa. I których da się przekonać, iż postawienie pomnika w Warszawie będzie możliwe. Sami w to uwierzyli. Wszak od trzech lat stoi monument wieszcza Adama na Krakowskim Przedmieściu. Pierwszy od prawie wieku postawiony w Warszawie i czczący Polaka. 

Znalezienie chętnych do działania nie było bynajmniej trudne. Sami małżonkowie też byli przecież znani i cenieni. Ona, znakomita śpiewaczka oklaskiwana na scenach operowych całej Europy. On, powstaniec styczniowy, człowiek, który doprowadził do tego, że serce Tadeusza Kościuszki znalazło się w roku 1895 w muzeum w Rapperswillu. Któż śmiałby im odmówić współpracy w tak szczytnym celu, jak upamiętnienie największego polskiego kompozytora. Udało się więc namówić Maurycego Zamoyskiego i doktora Henryka Dobrzyckiego, którym powierzono funkcje wiceprezesów. Na czele komitetu stanął sam hrabia Brochocki, wśród członków zaś znaleźli się, m.in. Ludwik Grossman, Feliks Czacki, Adam Krasiński, Michał Ordęga, no i, przede wszystkim, Ignacy Paderewski. 

Skoro sam car udzielił swojego „błogosławieństwa”, władzom rosyjskim w Warszawie nie pozostało nic innego, jak wydać oficjalną zgodę na utworzenie Komitetu Budowy Pomnika Fryderyka Chopina. Stało się to 26 sierpnia 1901 roku. Sam komitet ukonstytuował się 1 stycznia 1902. Jednak nie mógł ruszyć pełną parą z pracami organizacyjnymi, ponieważ generał – gubernator Michaił Czertkow nie miał bynajmniej zamiaru ułatwiać mu zadania i jednym z warunków udzielonego zezwolenia był zakaz publikacji w prasie jakichkolwiek ogłoszeń. Również tych o prowadzeniu zbiórki funduszy na realizację pomnika. Pozostawała tylko poczta pantoflowa, imprezy dobroczynne i koncerty, na których można było przeprowadzić niewielkie zbiórki. Sytuacja taka trwała do 24 kwietnia 1906 roku, kiedy to następca Czertkowa, Gieorgij Skałon wydał pozwolenie na publiczną zbiórkę za pośrednictwem czasopism. W ciągu dwóch lat zebrano dostatecznie dużą kwotę, aby móc rozpisać konkurs na projekt pomnika. Decyzja ta wiązała się również z faktem, że w tym właśnie roku władze wyraziły zgodę na jego lokalizację. Pomnik miał stanąć na placu Wareckim. 

W międzyczasie, komitet, nie mogąc ogłosić konkursu, czynił rozpoznanie wśród polskich rzeźbiarzy, który z nich byłby zainteresowany podjęciem się stworzenia takiego projektu. Jednym z nich był pracujący w Paryżu i Krakowie Wacław Szymanowski. Nie tylko wielbiciel muzyki Chopina, ale także mąż pani Gabrieli z Turnerów, która pobierała lekcje u jednej z uczennic samego kompozytora. Nic więc dziwnego, że z wielkim zapałem przystąpił do pracy. Tymczasem, kiedy rozpisano konkurs Szymanowski, który sądził, że projektuje zamówione już u niego dzieło, nie znalazł się na liście zaproszonych. Postanowił zatem nie zgłaszać swojego projektu. Nadesłano ponad 60 prac. I oto żadna nie wydawała się godna wielkiego kompozytora. Wszystkie w jednym stylu, były niemal powieleniem jednej koncepcji. Zaczęto więc namawiać Szymanowskiego do oficjalnego nadesłania swojego projektu. Kiedy to zrobił, jury międzynarodowe, w którym zasiadał, m.in. znakomity francuski rzeźbiarz Antoine Bourdelle wskazał jako zwycięski projekt odbiegający diametralnie od wszystkich innych, secesyjny pomnik Chopina siedzącego pod mazowiecką wierzbą. Nie wszystkim podobał się ten wybór. Był zbyt nowatorski, a w dodatku projekt otoczenia architektonicznego Franciszka Mączyńskiego nie był dostosowany do pierwotnej lokalizacji. Zakładał wolną przestrzeń wokół monumentu, a plac Warecki był wówczas niewielki, otoczony kamienicami nowo wybudowanymi na miejscu Szpitala Dzieciątka Jezus (wówczas już przeniesionego na Ochotę). Inni z kolei rzeźbiarze trzymali się narzuconych warunków konkursu. Jak to wszystko pogodzić? Przeważył autorytet Antoine’a Bouredelle’a i Hectora Ferrariego. Francuscy członkowie jury uparli się, że dzieło Szymanowskiego jest jedynym wśród nadesłanych godnym zainteresowania. To oczywiście nie uspokoiło nastrojów, ale konkurs został zakończony. Zwycięski projekt posłano do Petersburga, gdzie miał zostać zatwierdzony do realizacji. Jednak Cesarska Akademia Sztuk Pięknych, która go opiniowała stwierdziła, że „Projekt ten skomponowany jest niezadowalająco i wywołuje antyartystyczne wrażenie, a w szczególności drzewo i drobne figurki wokół basenu”. Opierając się na tym zdaniu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odmówiło wydania zezwolenia na budowę. Zmieniono zatem projekt otoczenia, Szymanowski wprowadził pewne zmiany w samej rzeźbie i przedstawiono nową wersję do ponownej akceptacji. Tym razem ministerstwo szło na przetrzymanie. Wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi Szymanowski sam pojechał do Petersburga, gdzie udało mu się uzyskać audiencje u wielkiej księżnej Marii Pawłowny, ciotki cara. Dzięki jej osobistemu wstawiennictwu odpowiedni dokument podpisał sam Mikołaj II. 

Nareszcie można było przystąpić do realizacji odlewu. Powierzono to zadanie paryskiej firmie „Anciennes Fonderies Thiébaut Frères”. Kiedy jednak model pomnika dotarł z Krakowa do stolicy Francji, wybuchła I wojna światowa. Nie o pomnikach trzeba było wówczas myśleć. 

Z kolei, gdy na mapach świata pojawiło się ponownie państwo polskie, w pierwszej kolejności trzeba było myśleć o jego obronie, potem o zjednoczeniu tych trzech części kraju przez 123 lata rządzonych przez różne administracje, pod różnymi reżimami prawnymi, no i walczyć trzeba było z problemami gospodarczymi. Galopująca inflacja nie była sprzyjającą okolicznością do realizacji kosztownych zadań w dziedzinie kultury. A jednak pomysł o postawieniu w Warszawie pomnika Chopina wrócił do publicznej dyskusji już na początku lat 20. Ukonstytuował się nowy komitet, zebrano niewielką kwotę wśród społeczeństwa, rząd Rzeczypospolitej dorzucił brakujące 230 tysięcy złotych i sprawa ruszyła z miejsca. Mimo iż był to okres odrzucenia secesji, zdecydowano o realizacji przedwojennego projektu. I znowu miały o tym zadecydować listy francuskich jurorów, Hectora Ferrariego i Antoine’a Bourdelle’a. Powróciła także sprawa lokalizacji. Było oczywiste, że prezentowany wówczas w Zachęcie model wymaga otoczenia zieleni. Początkowo wysuwano propozycje Parku Ujazdowskiego, aby w końcu zdecydować o ustawieniu pomnika w Łazienkach, w miejscu dawnego sadu owocowego. Przystępując do realizacji projektu ponownie zwrócono się do przedsiębiorców francuskich. Paryska firma „Barbedienne” zobowiązała się do dostarczenia odlanych części pomnika na początku roku 1926. Ich montażu, na miejscu, wspólnie z francuskimi brązownikami podjęła się znana warszawska firma „Bracia Łopieńscy”. 

I oto 14 listopada 1926 roku, po 25 latach wysiłków różnych osób, w obecności prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego, ambasadora Francji Julesa Laroche’a, przedstawicieli świata muzycznego i artystycznego z Polski i z zagranicy, a także mieszkańców Warszawy, został odsłonięty pomnik największego polskiego kompozytora. Jego poświęcenia dokonał kardynał Aleksander Kakowski. 

Fryderyk powrócił do swojej ukochanej Warszawy. 
Andrzej Papliński 
Fot. Andrzej Papliński (zdjęcia kolorowe)
domena publiczna (zdjęcia czarno-białe)

11 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356847