LETNI OGRÓD WARSZAWY

Miało to być najpiękniejsze założenie ogrodowe w Rzeczypospolitej, a już na pewno w stołecznej Warszawie. August II, który nie przepadał za królewską rezydencją przylegającą do Starej Warszawy, postanowił wybudować prywatną rezydencję nieopodal, a jej wzorem miał być Wersal Ludwika XIV. Wykupywanie gruntów po zachodniej stronie traktu do Krakowa zaczęło się w 1713 roku. Jako pierwszy został zakupiony pałac stolnika sandomierskiego, dworzanina Jana Kazimierza i… poety, Jana Andrzeja Morsztyna. Potem w ciągu trzynastu lat dokupiono jeszcze 27 okolicznych posiadłości. Do roku 1728 większość z nich przestała istnieć, ustępując miejsca nowemu założeniu pałacowo – parkowemu. 

Zostało ono zaplanowane najprawdopodobniej przez cały zespół architektów pracujących w, utworzonym przez Augusta II, Saskim Urzędzie Budowlanym w Warszawie. Za pracą zespołową przemawia brak indywidualnych sygnatur na zachowanych planach. Od 1715 roku, przez kilkanaście lat, tym zespołem architektów, budowniczych, a nawet rzemieślników sprowadzonych specjalnie z Saksonii, kierował wybitny architekt Joachim Daniel Jauch. Przyjmuje się jednak, iż autorami zasadniczej koncepcji „Założenia Osi Barokowej” byli Mateusz Daniel Poeppelamnn i Jan Krzysztof Naumann, a także… sam król, który żywo interesował się tym wielkim projektem. Jak pisał Adam Miłobędzki o jego twórcach: „Przyjęli oni francuską zasadę kompozycji rezydencji w oparciu o układy osiowopromieniste, ale w przeciwieństwie do Wersalu – pałac nie był tu ich centrum, lecz zawarty został wraz z dziedzińcem, ogrodem i zespołem dojazdowych alei między dwoma biegunami kompozycyjnymi, z których wybiegały ku sobie przeciwległe układy trójpromieniste”. Założenie to dotyczyło ogromnego terenu, bowiem ów „wachlarz” rozpoczynał się, u swej nasady, na terenach nad Wisłą (dzisiaj w tym miejscu stoi biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego), a kończył za dzisiejszą aleją Jana Pawła II. W miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się Muzeum Pożarnictwa, wybudowano budynki koszarów Regimentu Gwardii Konnej Koronnej, od nazwiska jego dowódcy Wilhelma Miera zwanych mirowskimi. Chociaż projekt był oczkiem w głowie króla, do pełnej realizacji nigdy nie doszło. Jednocześnie bowiem August II prowadził też inwestycje w swoim ukochanym Dreźnie. Ukończona została zatem tylko część prac na terenach położonych na zachód od krakowskiego traktu. Wybudowano pałac, przed którym rozciągał się wielki plac, za nim zaś, na ponad 13 hektarach, urządzono ogród w stylu francuskim. Profesor Gerard Ciołek tak o nim pisał: „Przed pałacem rozciągał się zespół wielkich parterów, okolonych ścianami bocznych alei lub boskietów, formujących centralne wnętrze ogrodu (zwane salonem), stąd na osi pałacu wybiegała główna aleja lub kanał, wiodący poprzez boskiety ku zwierzyńcowi. W masywach boskietów kryły się rozliczne wnętrza pomniejsze, zastąpione nieraz sadami lub ogrodami warzywnymi. Zakończenie osi stanowił w zasadzie otwarty horyzont, a bliżej przy granicy ogrodu umieszczono odpowiednie akcenty architektoniczne”. Jednym z takich akcentów, ale jeszcze na terenie ogrodu, na przecięciu głównych jego osi był „Wielki Salon”, budynek niesłusznie nazywany czasem „Altaną”, bowiem wysoki na 21 metrów górował nad całą okolicą. Ukończony już za panowania Augusta III, był on przeznaczony do organizacji balów i wszelkich dworskich rozrywek. Na taras widokowy umieszczony na dachu prowadziły specjalne schody. Sam dach zaś zwieńczony był attyką ozdobioną kamiennymi wazonami. 

Wśród pawilonów ogrodowych najważniejszym był, udostępniony publiczności 3 lipca 1748 roku budynek teatru, zwany z niemiecka Opernhaus, a przez warszawiaków Operalnią. Teatr był jedną z ulubionych rozrywek Augusta III. 

Ogród Saski był pierwszym w stolicy ogrodem publicznym. Został bowiem udostępniony przez króla mieszkańcom Warszawy 27 maja 1727 roku. Być może u źródeł tej decyzji była chęć przypodobania się władcy szlachcie, która od początku jego panowania miała mu za złe jego wysiłku zmierzające do wzmocnienia władzy królewskiej kosztem złotej wolności szlacheckiej. Dla użytku dworu zarezerwowane zostały tylko dwa niewielkie, przylegające do pałacu ogródki, otoczone sztachetami. Ponieważ cały ogród był otoczony żelaznym parkanem, publiczność miejska mogła się do niego dostać tylko przez główną sień pałacową oraz przez tzw. Żelazną Bramę od strony zachodniej. Pozwalało to kontrolować, kto zamierzał odwiedzić królewskie ogrody. Zasada, iż mogły do ogrodu wejść jedynie osoby dobrze ubrane, obowiązywała przez cały XVIII i XIX wiek. 

Warszawiacy przechadzający się alejkami mogli podziwiać nie tylko kunszt królewskich ogrodników – Joachima Henryka Schultze, i jego następcy Gottharda Paula Thoerla, godnych „uczniów” francuskiego geniusza sztuki ogrodowej, André Le Nôtre’a, ale również dzieła sztuki rzeźbiarskiej, rozstawionymi w różnych zakamarkach parkowych. Część z nich, przedstawiająca personifikacje sztuk i nauk stoi do dzisiaj wzdłuż głównej alei ogrodowej. 

W czasach panowania Augusta II i jego syna, Augusta III, w ogrodzie organizowane był liczne bale. A to z okazji imienin monarchy, bądź jego małżonki, a to następcy tronu, to znowu z okazji imienin zaprzyjaźnionych lub skoligaconych władców europejskich. Wettynowie lubili się bawić, więc każda okazja do tego była dobra. Cały ogród był wówczas iluminowany, stawiane były namioty z bufetami. Tak opisywał to niestrudzony ówczesny kronikarz Warszawy, Antoni Magier: „Ta altana wystawiona była za Augusta II, gdzie później w dnie obchodu w lecie przypadających uroczystości dworskich ubierany bywał pyszny salon, objęty śklanymi ścianami pomiędzy każdą jego kolumną. Sam król dawał kolację, po której wróciwszy do swoich pokojów okazała się iluminacja całej tej altany, a z niej przez otwierany dach, przy kosztownym fajerwerku, wybuchnął bukiet z kilkunastu tysięcy rac złożony, jako na wiązanie panującemu natenczas Augustowi III w dniu imienin jego, przez aluzją dnia 3 Augusta obchodzonych”. 

Świetność ogrodu, zwanego Saskim, przeminęła wraz ze śmiercią jego ukoronowanego właściciela, Augusta III. W pałacu zamieszkiwali odtąd sascy przedstawiciele dyplomatyczni i handlowi. Budynek okazał się jednak zbyt duży na ich potrzeby. Brak funduszy na konieczne reperacje spowodował, że popadał on w coraz większą ruinę. Tylko ogród, jak za króla Sasa, pozostał długo jeszcze Letnim Salonem Warszawy.
Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359989