NAJPIERW TAJNY, POTEM OFICJALNY

Pięcioletnia „fille d’honneur”

Do Polski przybyła mając lat niespełna 5. Mała dziewczynka w otoczeniu pięknych, znacznie starszych panienek, dwórek Marii Ludwiki Gonzagi. Francuska małżonka króla Władysława IV, od początku miała chytry plan wydania ich za mąż za przedstawicieli najważniejszych rodów magnackich w królestwie. Tak by przez żony móc wpływać na ich postępowanie i decyzje. Tworzyła francuską partię w Rzeczypospolitej. Realizacja tego planu była dla niej o tyle ważna, że król nie dopuszczał ambitnej małżonki do współrządzenia krajem. Musiała to robić z drugiego rzędu, cudzymi rękami. Dopiero w czasie panowania jej drugiego małżonka, a wcześniej szwagra, Jana Kazimierza, mogła rozwinąć swoje polityczne skrzydła. Chwiejny i niepewny swego zdania król bardzo często opierał swoje decyzje na opinii Ludwiki Marii. Tak, Ludwiki Marii, bowiem po przyjeździe do Polski, za radą swoich doradców, królowa zamieniła kolejność imion (nikt w ówczesnej Polsce nie odważył się jeszcze nadać córce imienia rodzicielki Zbawiciela; chociaż moda na to przyszła już niedługo potem). 

Wróćmy jednak do naszej bohaterki. Maleńka Maria Kazimiera d’Arquien pierwsze lata pobytu w Polsce spędziła prawdopodobnie na warszawskim zamku pod opieką innej dwórki, nieznanej z imienia, pani Galman. Ona też miała później zostać ochmistrzynią na dworze dorosłej i zamężnej Marii Kazimiery, w Zamościu. Przebywając w środowisku polsko – francuskim, dziewczynka szybko opanowała język polski. Około roku 1648 siedmioletnia dwórka znalazła się we Francji. Jak pisze autor jej biografii Michał Komaszyński „uczęszczała tam do klasztornej szkoły urszulanek. Potrzebnych do życia dworskiego manier uczyła się u hrabiny de Maligny, stryjenki zamieszkującej niedaleki zamek w Prye. Do Warszawy powróciła, jak czytamy w pamiętniku lekarza O’Connora, mając lat dwanaście. Zdaje się, że przywiozły ją tu w 1652 lub 1653 roku francuskie zakonnice przysłane do Polski na prośbę Ludwiki Marii przez „powiernika galerników” Wincentego à Paulo”. 

Wróciwszy podlotkiem, od razy zaczęła czarować otoczenie swoją urodą. Gdy w wieku 13 lat wystąpiła w „Balecie królewskim” wśród innych dwórek, wyróżniła się na ich tle tak bardzo, że nadworny poeta Andrzej Morsztyn takie skreślił o niej słowa: 

„W kupę się zeszły w tym anielskim ciele 
Dowcip i rozum nie mniej pewnie święty”. 

Zauroczenia 

Poznali się na zamkowych balach w Warszawie, w czasie trwania sejmu roku 1655. Wśród licznie przybyłych posłów był też starosta jaworowski Jan Sobieski. Młody, doskonale zbudowany i słusznego wzrostu górował nad większością ówczesnych szlachciców. Brylował wśród panien i dwórek, aż wzrok jego padł na 14-letnią pannę d’Arquien. I od tej pory już żadna inna nie zagościła w jego sercu. Czemu zatem nie poprosił od razu o jej rękę? Dwie przyczyny zdały się stanąć na drodze ku ich szczęściu. Po pierwsze, nie śmiał młody człowiek prosić o zgodę na ślub swej matki. Teofila Sobieska, wnuczka hetmana Żółkiewskiego, była kobietą surowych zasad i z pewnością nie zezwoliłaby na poślubienie Francuzki, choćby była nią dwórka królowej. Drugą przyczyną był wybuch wojny polsko – szwedzkiej. Nie był to czas myślenia o amorach. Tym bardziej, że młody Sobieski, jak wielu innych, starszych od niego przedstawicieli szlacheckiego narodu, odwrócił się od prawowitego króla i złożył przysięgę wierności Karolowi Gustawowi. 

I wówczas pojawił się inny pretendent na męża. Podczaszy koronny Jan Zamoyski. Pan niezwykle bogaty, choć niewiele jeszcze liczący się wśród magnackich rodzin. Pozycja jego nagle się wielce wzmocniła, bo jako jeden z niewielu dotrzymał przysięgi Janowi Kazimierzowi i stanął na drodze szwedzkiemu królowi, broniąc Zamościa, a tym samym ratując zagrożony Lwów. Po powrocie do Warszawy pary królewskiej zapadła decyzja o jego ślubie z Marią Kazimierą. Panna młoda, jak się wydaje, miała w tej sprawie najmniej do powiedzenia. Burzyli się natomiast przedstawiciele wielkich rodów, usiłując nawet włączyć do wspólnego frontu przeciwko królowej nuncjusza papieskiego Piotra Vidoniego. Sekretarz marszałka wielkiego koronnego Jerzego Lubomirskiego napisał do niego list, w którym sugerował, że „nie tylko najbliżsi krewni jmp Zamoyskiego, ale wszyscy najprzedniejsi panowie z niechęcią patrzą na związek takiego pana jak on z cudzoziemką i nie pochwalają tego, że królowa stara się swoje panny powydawać za najprzedniejszych panów królestwa”. Pismo jednak nie odniosło zamierzonego skutku, Lubomirski też zaniechał eskalacji dalszych działań. 

W związku z napaści księcia siedmiogrodzkiego Rakoczego, sprawa ślubu się przeciągała, tymczasem wokół młodej wybranki kręcić się zaczęło coraz więcej zalotników. Królowa jednak trzymała rękę na pulsie. W końcu 3 marca 1658 roku nastąpiły zaślubiny. 

Pani na Zamościu 

W pierwszym okresie stosunki między małżonkami układały się dobrze, o czym świadczyć mogą listy, które między sobą wymieniali. Młoda pani Zamoyska poznawała jednak powoli przywary męża, który okazał się nie wylewającym za kołnierz hulaką. Mimo tego, kiedy opuszczał ją na miesiące wzywany przez ojczyznę pisała do niego często listy, oczekując równie częstych odpowiedzi. Tymczasem Zamoyski nie władał zbyt dobrze piórem, więc strofowała go tak jak w pewnym liście napisanym, jak zwykle po francusku, ale z następującym dopiskiem w języku polskim: „Moy kochanny sinku gnoiku, jako do mnie nie będziesz pisywał ode dworu co się dzieye, a bes tych ceremoniy, nie będzie cie miała za sinka, ale za gnoyka, szfinia ty, i nie będziesz ciacia”. Kochała ordynata młodzieńczą miłością, ale coraz częściej dochodziła do jej świadomości myśl, że nie jest tą jedyną w jego życiu: „Jak się naprawdę kocha, to nietrudno znaleźć w ciągu dnia pół kwadransa, żeby napisać parę słów. Musiał ktoś zająć moje dawne miejsce”. 

W ciągu kilku lat, Maria Kazimiera urodziła mężowi czwórkę dzieci. Wszystkie jednak zmarły jeszcze w pierwszych latach życia. 

Ucieczka od wiejskich nudów 

Sytuacja małżonków komplikowała się coraz bardziej. Zamoyski powróciwszy do dawnych zwyczajów szastał pieniędzmi na lewo i prawo, tak że mimo posiadania ogromnych posiadłości zadłużał je na całe lata naprzód. Wojewodzina sandomierska zaś, opuszczana przez męża, szukała ukojenia w strojach oraz balach. Taniec okazał się jej wielką namiętnością. Bale jednak odbywały się tylko od święta. 

Szukając lekarstwa na codzienną nudę, nawiązała korespondencję ze swoim sąsiadem, którym był nie kto inny jak… Jan Sobieski. Początkowo, jak zauważa Tadeusz Boy – Żeleński, ma ona charakter wesołego, przyjacielskiego flirtu. Pisanie listów zapełniało jej wieczory. Potrafiła przelać na papier wrażenia minionych dni, komentując niewinnie wydarzenia, których była świadkiem, czy opisując stroje, które kazała sprowadzić. Nie obawiała się wścibstwa dworzan jej męża. Uważała, że listy te nie zawierają nic kompromitującego. Z czasem jednak, pewne obawy pojawiły się widać w jej świadomości, bo posłała Sobieskiemu laskę czerwonego laku. Tym a nie innym miał pieczętować bardziej poufne listy „bo te, które mi oddano, każdy może otworzyć”. 

Pilnowała się jednak, aby nie przekroczyć granicy niewinnej korespondencji „mateczki do przybranego syna”. I choć starosta jaworowski usiłował tę granicę przekroczyć już jesienią 1659 roku, otrzymał ostrą reprymendę: „ Mam do Wci żal, że w ostatnim liście żądałeś Wć czegoś czego nie mogę Wsi użyczyć bez obrazy. Jeżeli byś się Wć sam nad tym uczciwie zastanowił, to musiałbyś Wć przyznać, że Wć postępujesz niesłusznie. Błagam więc, żebyś Wć nie stawiał żądań, których nie mogę wysłuchać, a którym przykro mi jest odmawiać. Dosyć Wć traktuję jak swoje dziecko, skoro daję Wci mój ulubiony szkaplerz. Żegnaj mi Wć, żyjmy zadowoleni w cnocie”. 

Astrea i Celadon 

Z czasem jednak ich stosunki zaczęły się zmieniać. W miejsce „mateczki i synka” pojawiają się kobieta i mężczyzna. Pprzejawem tej są określenia, które staną się później symbolem ich małżeńskiej już korespondencji – Astrea i Celadon. Ich źródłem jest pięciotomowa francuska powieść sielankowa Honoré d’Urfé pt. „Astrea”. Przedstawiona w niej miłość dwójki bohaterów stała się wzorem dla całej XVII-wiecznej Europy. Sobieski miał ją przeczytać jednym tchem. Miała też na nim zrobić ogromne wrażenie. Przystojny szlachcic nie rezygnujący bynajmniej z uroków łatwych podbojów, nagle znalazł wzorzec kochania doskonałego. I oto 24 września 1661 roku w warszawskim kościele Karmelitów Maria Kazimiera Zamoyska i Jan Sobieski przysięgli sobie miłość dozgonną, a na pamiątkę owych symbolicznych „ślubów’ wymienili się pierścionkami. Nie wiadomo co przysięgła wojewodzina sandomierska oprócz owej miłości, ale starosta jaworowski postanowił, iż nie pojmie za żonę żadnej innej niewiasty. 

Rozjechali się zaraz w dwie różne strony świata, a w ich korespondencji pojawił się szyfr, którego elementami były nazwy i nazwiska przewijające się we francuskich romansach. Ona była Astreą, Jutrzenką, Różą, Bukietem i Esencjami. On – Celadonem, Sylwandrem, Jesienią, Prochem a nawet, dla zmylenia wścibskich i niepożądanych oczu, panną de Beaulieu. Zamoyski zaś to… Fujara, Koń i Makrela. Królowa została mianowana Tulipanem lub Chorągiewką, król natomiast Aptekarzem i Kupcem Paryskim. Miłość – to pomarańcze, same zaś listy – owoce lub konfitury. „Dziwię się, że już od dwóch miesięcy nie mam od Wci żadnego owocu; przysparza to biednej Róży niemało zmartwienia i budzi w niej lęk, że Jesieni mogła przeszkodzić jakaś choroba, a to byłaby rzecz, od której Róża jeszcze bardziej by zwiędła”. 

W tym czasie zmarła matka Sobieskiego, Maria Kazimiera udała się zaś na dłuższy pobyt we Francji, do której miała nadzieję sprowadzić ukochanego. Nic z tych planów nie wyszło. Sam pobyt w rodzinnym kraju nie obył się też bez problemów, mąż położył bowiem rękę na jej dochodach i znalazła się w finansowych kłopotach. 

Powróciła do Polski w październiku 1663 roku, znajdując swego męża poważnie chorego. Sobieski w tym czasie walczył na polach Ukrainy. Z początku pogodzeni małżonkowie rychło popadli w nowy konflikt. Był on na tyle poważny, że królowa radziła swej wychowanicy doprowadzenie do separacji. Problem rozwiązał się w sposób naturalny. 7 kwietnia 1665 roku Jan Sobiepan Zamoyski umiera. Nic już nie stoi na przeszkodzie, aby Astrea i Celedron połączyli się małżeńskim węzłem. Jeszcze tego samego roku, 16 maja, odbył się potajemny ślub obojga. Termin ten był wymuszony na nich przez królową, która miał swoje polityczne plany związane z osobą Sobieskiego. Dwa dni później przyjął on, po długim okresie wcześniejszych wahań, buławę marszałka wielkiego koronnego. Po niespełna zaś siedmiu tygodniach, ku ogólnemu zgorszeniu (trwała przecież jeszcze żałoba po Zamoyskim), miał miejsce ich ślub oficjalny, którego udzielił im nuncjusz papieski Antonio Pignatelli (późniejszy papież Innocenty XII). Stało się to 5 lipca roku 1665. 
Maria Kazimiera d'Arquien, nieznany malarz francuski, ze zbiorów Muzeum w Wilanowie
Portret Jana Sobieskiego pędzla Jerzego Siemiginowskiego, ze zbiorów Muzeum w Wilanowie
Portret Jana Zamoyskiego pędzla Józefa Buchbindera
Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354792