BĘDZIE CZY NIE BĘDZIE ?
Lipiec 1944 roku. W Warszawie robiło się gorąco. Ze wschodu i z zachodu dochodziły wieści o klęskach wojsk niemieckich na obu frontach. Umęczeni okupacją i terrorem mieszkańcy miasta oczami wyobraźni widzieli już rychłą klęskę III Rzeszy. Optymistyczne nastroje narastały, gdy warszawiacy obserwowali chaotyczne ruchy administracji, gorączkową ewakuację urzędów oraz niemieckiej ludności cywilnej. Nie bez znaczenia były również wieści o przejeżdżających przez miasto transportach kolejowych ewakuujących ze wschodu rozbite jednostki wojskowe.

W tej sytuacji nie tylko cywilni mieszkańcy stolicy myśleli o walce, ale przede wszystkim żołnierze armii podziemnej, zwłaszcza młodzież, rwali się do boju. Czy uda się ich utrzymać w ryzach wojskowej dyscypliny? Byli przecież pewni, że jeszcze dzień, dwa i otrzymają rozkaz wzywający ich do walki. A tu dni mijają…

Tymczasem na górze…

21 lipca dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór – Komorowski spotyka się z szefem sztabu AK gen. Tadeuszem Pełczyńskim i zastępcą szefa sztabu ds. operacyjnych gen. Leopoldem Okulickim. Zgodnie dochodzą do wniosku, że załamanie frontu jest faktem, a klęska wojsk niemieckich jest oczywista. W związku z tym uznają, iż należy uderzyć na garnizon niemiecki w Warszawie. Stolica Polski winna zostać wyzwolona własnymi siłami, przed nadejściem Armii Czerwonej. Generał Bór zarządza stan czujności do powstania z dniem 25 lipca. Jeszcze tego samego dnia wysyła depeszę do Londynu. Naczelny Wódz, gen. Sosnkowski jest jednak w tym czasie na inspekcji II korpusu polskiego we Włoszech.

Między 22 a 24 lipca dochodzi do spotkania gen. Bora z Delegatem Rządu na Kraj Janem Stanisławem Jankowskim, który wstępnie wyraża zgodę na zorganizowanie powstania w Warszawie. W międzyczasie gen. Bór odbywa codzienne narady z członkami swego sztabu.

25 lipca gen. Bór wysyła do Naczelnego Wodza kolejną depeszę, która trafia do jego rąk 3 dni później. Melduje w niej, iż warszawskie oddziały są gotowe w każdej chwili do rozpoczęcia walki. Tego samego dnia Rada Ministrów podjęła w Londynie uchwałę, która mówiła: „Rada Ministrów uchwaliła 25 lipca 1944 roku upełnomocnienie Delegata Rządu do powzięcia wszystkich decyzji wymaganych tempem ofensywy sowieckiej, w razie konieczności bez uprzedniego porozumienia się z rządem”.

26 lipca, przed swoim odlotem do Moskwy na rozmowy ze Stalinem, premier Mikołajczyk wysłał do Jana Jankowskiego następującą depeszę: „Na posiedzeniu rządu R.P. zgodnie zapadła uchwała upoważniająca was do ogłoszenia powstania w momencie przez was wybranym. Jeżeli możliwe, uwiadomcie nas przed tym”. W ten sposób jednoznacznie dano do zrozumienia, iż decyzja o ogłoszeniu lub nie powstania musiała zapaść w Warszawie.

30 lipca w Warszawie spotyka się emisariusz Rządu Jan Nowak – Jeziorański z Janem Jankowskim, Delegatem Rządu na Kraj, a także z gen. Borem. Miał on im powiedzieć, że „jeśli chodzi o efekt powstania i wpływ na rządy i opinię publiczną w obozie sojuszniczym, będzie ono dosłownie burzą w szklance wody”. Jednak zdaniem jego rozmówców ta opinia była spóźniona. Usłyszał on od Jana Jankowskiego następujące słowa: „Walki w mieście wybuchną, czy my tego chcemy czy nie. […] Za dzień, dwa albo trzy Warszawa będzie na pierwszej linii frontu. Ja nie wiem, może Niemcy wycofają się od razu, a może dojdzie do walk ulicznych jak w Stalingradzie. Czy pan sobie wyobraża, że nasza młodzież dysząca żądzą odwetu, którą myśmy szkolili od lat, sposobili do tej chwili, daliśmy jej broń do ręki, będzie się biernie przyglądała albo da się Niemcom wywieźć bez oporu do Rzeszy? Jeśli my nie damy sygnały do walki ubiegną nas w tym komuniści. Ludzie rzeczywiście uwierzą, że chcieliśmy stać z bronią u nogi. Tu nie chodzi o nas, o kompromitację kierownictwa. Stoimy wobec gigantycznego oszustwa, które ma przekonać i zagranicę i nasze własne społeczeństwo, że Polska sama dobrowolnie zakłada sobie obrożę na szyję, a wolę ludności reprezentuje sowiecka agentura. My nie możemy zachowywać się biernie wobec takiej gry”.

31 lipca gen. Bór spotyka się z członkami Komisji Głównej Rady Jedności Narodowej, konspiracyjnej namiastki parlamentu. Po przedstawieniu im sytuacji na froncie wschodnim zapytał, czy ich zdaniem oddziały AK powinny opanować miasto przed wkroczeniem do niego Armii Czerwonej, na co otrzymał odpowiedź twierdzącą. Wówczas zapytał, ile czasu potrzebowałyby władze cywilne na objęcie swoich funkcji. W odpowiedzi usłyszał, że wystarczyłoby na to 12 godzin.

Około godziny 17, w mieszkaniu przy ulicy Pańskiej 67, gdzie zwołano na godz. 18 spotkanie członków sztabu, pojawił się płk. Antoni Chruściel i poinformował obecnych już tam generałów Bora, Pełczyńskiego i Okulickiego, że na przedmieściach Pragi pojawiły się radzieckie czołgi, zaś Wołomin, Radzymin, Okuniew, Miłosna i Radość opanowane są już przez wojska sowieckie. Jedynym wnioskiem, jaki można było z tych informacji wyciągnąć, to fakt, że natarcie radzieckie na miasto mogło się rozpocząć w każdej chwili. Tak też pomyśleli obecni. Jeśli powstanie miało przynieść oczekiwany skutek, czyli oswobodzenie stolicy własnymi siłami musiało się rozpocząć natychmiast. Nerwowo oczekiwano na przybycie wezwanego w trybie nagłym Delegata Rządu, który po wysłuchaniu opinii gen. Bora oświadczył: „Dobrze, niech pan zaczyna”. Ten zaś wydał rozkaz płk. Chruścielowi: „Jutro o piątej po południu rozpocznie pan działania”. Kiedy później okazało się, że informacje o zajęciu przez Rosjan wspomnianych miejscowości były fałszywe było już za późno. Do oddziałów poszedł już sygnał.

Moment rozpoczęcia walk, czyli godzinę „W” wyznaczono na godz. 17 dnia następnego. 1 sierpnia.
Gen. Tadeusz Bór - Komorowski i gen. Tadeusz Pełczyński
Zdjęcie: domena publiczna
Przysięga wojskowa grupy sanitariuszy na Powiślu.
Zdjęcie: domena publiczna
Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354835