OBRAZ WARSZAWY SŁOŃCEM MALOWANY

W styczniu 1839 roku, w biuletynie Francuskiej Akademii Nauk ukazała się informacja o dokonaniu przez twórcę malowanych na płótnie dekoracji teatralnych, Louisa Daguerre’a, wynalazku umożliwiającego zapisanie obrazu na metalowej, światłoczułej płytce. Od nazwiska wynalazcy nazwano go dagerotypią. W Warszawie już miesiąc później, 9 lutego, czytelnicy tygodnika „Magazyn Powszechny” mogli przeczytać spory tekst pt. „Daguerrotyp albo malowidła Daguerra działaniem samego światła wykonane”, będący tłumaczeniem artykułu z lipskiego „Pfenig-Magazin”. Przez pół roku francuski fizyk François Arago lansował wynalazek w prasie na terenie całej Francji. Punktem kulminacyjnym tej kampanii była jego prezentacja 19 sierpnia na spotkaniu Akademii Nauk i Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu. Dzięki tej sprawnej akcji „marketingowej” świat uznał wynalazek fotografii za francuskie dzieło, choć do miana twórców nowej metody zapisywania obrazu pretendował także Brytyjczyk William Fox Talbot, wynalazca kalotypii (zapisywania negatywu na światłoczułym papierze). Ponieważ dzięki zabiegom Arago rząd francuski zakupił prawa do wynalazku, a potem udostępnił je nieodpłatnie „całemu światu”, to właśnie dagerotyp podbił ów świat jako pierwszy.

Początkowo dagerotypy były wykonywane w plenerze i przedstawiały najczęściej zabytkowe budowle, których dotyczyło też pierwsze państwowe zlecenie, kiedy to w 1851 roku powstała we Francji specjalna komisja, której zadaniem było utrwalanie fotograficzne zabytków architektury narodowej.

Fotografia portretowa początkowo nie była zbyt popularna, ponieważ model musiał w bezruchu trwać przed obiektywem około kwadransa. W ciągu kilku lat udało się jednak dokonać kolejnych wynalazków, związanych przede wszystkim z obiektywem. Czas naświetlania skrócił się do jednej minuty. I oto, żartem można powiedzieć, że wzrost zainteresowania portretami nastąpił wprost proporcjonalny do zwiększenia się jasności obiektywów. Pierwszą osobą w historii, której postać była utrwalona na zdjęciu, miał być zaprzyjaźniony z Daguerrem Polak, były oficer napoleoński, Jan Warabowski.

Warszawa, mimo ogromnych wysiłków władz carskich dążących do tego, aby dawna stolica Rzeczypospolitej stała się tylko średniej wielkości prowincjonalnym miastem imperium rosyjskiego, nie dała się stłamsić. Kwitło w niej życie artystyczne i naukowe, a jej mieszkańcy byli bardzo wyczuleni na wszelkie światowe nowinki techniczne. Również dagerotyp szybko zawitał w syrenim grodzie. 19 października 1839 roku absolwent Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel fizyki, Andrzej Radwański, dokonał prezentacji w Sali Towarzystwa Dobroczynnego przy Krakowskim Przedmieściu własnych dagerotypów przedstawiających kościół wizytek i Pałac Kazimierzowski. Choć nie dotrwały one do naszych czasów, jest on dzisiaj uznawany za pierwszego polskiego dagerotypistę.

W roku 1863 „Ilustrowany Tygodnik Warszawski” poświecił długi artykuł historii stołecznej fotografii. Pisał w nim jego autor, Adam Wiślicki, między innymi te słowa: „Pierwszym u nas, który się pomyślnym wynikiem mógł poszczycić, był prof. Marcin Zaleski. Skierował on najprzód usiłowania swoje do daguerrowania krajobrazu i już w 1842 r. urządził wystawę swych prac, m. i. widok Łazienek. W tym samym czasie zajmowali się dagerotypią Prażmowski, Kasprowski, a może i wiele innych, ale raczej naukowo niż praktycznie. Pierwsze dagerotypie dla publiczności robione były w Warszawie w r. 1843, dzięki niejakiemu Scholtzowi, który w Kilonii nabywszy od jakiegoś ucznia Dagguerr'a technikę fotografowania, urządził pierwsze "atelier" warszawskie na tarasie pałacu namiestnika, a następnie w domu Duekerta. Portret nieutrwalony lecz tylko wywołany, kosztował u niego 50 złotych. W lecie 1844 r. prof. Zawodziński z Płocka otworzył swoją pracownię w miejscu uprzednim SchoItza. Ale dopiero niejaki Kosiński miał w tym samym miejscu większe powodzenie, ponieważ umiał obrazy utrwalić".
Portret kompozytora Stanisława Moniuszki wykonany przez Jana Mieczkowskiego, około roku 1865
Domena publiczna
Wśród pierwszych warszawiaków trudniących się zawodowo robieniem fotografii byli: Jan Mieczkowski, właściciel zakładu umiejscowionego na trzecim piętrze hotelu Europejskiego, a później przeniesionego na ulicę Miodową, Maksymilian Fajans (zakład przy ulicy Długiej, później przy Krakowskim Przedmieściu) i Karol Beyer, który swoje atelier założył w oficynie pałacu Zamojskich przy ulicy Senatorskiej, a następnie przeniósł do własnej kamienicy przy ul. Wareckiej, a na koniec również na Krakowskie Przedmieście. Głównym ich zajęciem było wykonywanie portretów. Zakładanie bowiem rodzinnych kolekcji „portretów malowanych światłem słonecznym” stało się wówczas bardzo modne i jak donosił w listopadzie 1845 roku „Kurjer Warszawski” „niejeden z Obywateli Warszawy posiada kolekcje od kilkunastu do kilkudziesięciu daguerrotypów przyjemnej mu pamięci osób”. Chociaż trzeba też przyznać, że byli i tacy, którzy uważali je nie za konterfekty „doskonale podobne”, ale za „martwe i budzące grozę”. No cóż, o gustach i kolorach się nie dyskutuje…


Na początku lat pięćdziesiątych pojawiła się nowa metoda robienia zdjęć, negatywowo-pozytywowa, Fredericka Scotta Archera. W przeciwieństwie do dagerotypu (wykonywanego na szklanej płytce w jednym tylko egzemplarzu), oraz kalotypów Talbota, które można było wprawdzie powielać, ale dawały one lekko nieostry, nieco „malarski” w swoim charakterze obraz, wykorzystanie szklanej płyty ze światłoczułą emulsją kolodionową umożliwiało skrócenie czasu ekspozycji, dawało obraz bardzo ostry, a jednocześnie pozwalało wykonywać wiele odbitek. Nowa metoda związana z multiplikowaniem zdjęć okazała się nad wyraz czaso- i pracochłonna. Jak pisał Beyer w swoim liście z lipca 1853 roku do Józefa Ignacego Kraszewskiego: „Trzeba wiedzieć, że to niesłychanie żmudna robota, dawniej przy daguerrotypach miałem zawsze czas wolny, teraz ani chwili w której bym nie powinien o fotografiach myśleć”. Dawał ona jednak możliwości dokumentowania wyglądu miasta oraz wydarzeń w nim się rozgrywających, a następnie rozprowadzania go wśród społeczeństwa.
Autoportret Maksymiliana Fajansa
Domena publiczna
Przykładem zdjęć obrazujących wygląd miasta był ich komplet wykonany w roku 1858 z latarni kościoła ewangelicko-augsburskiego pod wezwaniem św. Trójcy. Choć dzisiaj są one cennym zabytkiem sztuki fotograficznej i źródłem wiedzy o ówczesnym mieście, ich autor, Karol Beyer, nie był z nich zadowolony. Z powodu niedoskonałości technicznej oraz faktu, iż zabrakło paru ujęć miasta, uznał, iż nie mogą one stworzyć panoramy Warszawy. Oferował je jako pojedyncze zdjęcia „widoków Warszawy, ogólnych, częściowych”. Na prawdziwą panoramę przyszło warszawiakom poczekać do roku 1875, gdy ostatni w tym roku numer „Kłosów” wydał dla abonentów drzeworyt wykonany przez Adolfa Kozarskiego według zdjęć ucznia i pomocnika Beyera, Konrada Brandla. Był to długi fryz (30 x 280 cm), który można było zawiesić na ścianie lub skleić końcami do środka, tworząc mini-panoramę do oglądania od wewnątrz. Czytelnik miał wówczas wrażenie iż znajduje się na wieży zegarowej Zamku Królewskiego, skąd autor robił zdjęcia małym aparatem swojego własnego wynalazku, tzw. fotorewolwerem.

Trudno też nie wspomnieć pisząc o początkach warszawskiej fotografii o niezwykłym świadectwie dramatycznych wydarzeń w Warszawie w roku 1861 jakimi są zdjęcia „Pięciu Poległych” zastrzelonych przez rosyjskich żołnierzy w czasie manifestacji 25 lutego. Były to pierwsze zdjęcia ofiar przemocy wykonane przez polskiego fotografa. Być może były one nawet pierwszymi takimi zdjęciami w historii światowej fotografii. Wykonane one były przez Karola Beyera w sali hotelu Europejskiego (czterech poległych) oraz w domu rodziców najmłodszego z nich.
Zdjęcia Pięciu Poległych wykonane przez Karola Beyera
Domena publiczna
Przez kilka miesięcy Beyer dokumentował też kolejne wydarzenia, m.in. pogrzeb arcybiskupa patrioty Antoniego Fijałkowskiego. A także liczne zdjęcia placów zapełnionych namiotami rosyjskich wojsk, działami, oddziałami żołnierzy… Do ich wykonania przydatny okazał się mały aparat na szklane klisze „kilkucalowe” (o wymiarach 10x13 cm), z których można było później wykonać, dzięki zastosowaniu powiększalnika, kopie dowolnej wielkości. Zdjęcia te trafiły także za granicę, wywołując oburzenie społeczeństw zachodnich na rosyjskie bestialstwo.
Widok z balkonu zakładu fotograficznego Karola Beyera na Krakowskie Przedmieście i plac Saski, 1861
Domena publiczna
Zdjęcia te zostały uznane za dowody winy Beyera przez komisję wojenno-śledczą, rozpatrującą oskarżenie skierowane przeciwko niemu o udział w spisku antyrządowym. Osadzono go w twierdzy w Modlinie, skąd został uwolniony w maju roku następnego. Ponownie aresztowano go w czasie powstania styczniowego. Zatrzymany w nocy z 23 na 24 października 1863 roku, został wywieziony do Nowohoperskaw guberni woroneskiej, gdzie spędził dwa lata…

Jego zakład, prowadzony oficjalnie przez żonę, Joannę z domu Hauszyld, działał prężnie nadal dzięki lojalnym współpracownikom Beyera, ale to już jest inna historia.

Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 417285