KONTRABANDA CZY LEGALIZM?

17 października 1849 roku, w swoim paryskim mieszkaniu przy pl. Vendôme zmarł Fryderyk Chopin. Największy polski kompozytor odszedł otoczony przyjaciółmi, mając też u swego boku ukochaną siostrę Ludwikę i jej córkę, 14-letnią Ludwikę Magdalenę. To właśnie siostrzenica Fryderyka wspominała później, że życzeniem wuja było, by serce jego powróciło do miasta, które przez całe życie uważał za miasto swoje rodzinne. Będąc świadom tego, że rodzina nigdy nie uzyska zezwolenia na sprowadzenie jego prochów miał powiedzieć: „Wiem, iż wam Paskiewicz nie pozwoli przewieźć mnie do Warszawy, więc zabierzcie przynajmniej moje serce”. Stało się zgodnie z jego życzeniem. Ciało pozostało w Paryżu, otoczone grobami setek artystów na cmentarzu Père Lachaise, serce zaś, po wielu perypetiach, spoczęło w parafialnym kościele rodziny Chopinów, w kościele Św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. Czy jednak stało się to, jak chce rodzinna legenda w wyniku „kontrabandy”, przewiezione potajemnie przez Ludwikę? Przez prawie już dwa stulecia słyszymy powtarzaną tę właśnie wersję, ale czy jest ona prawdziwa?

10 stycznia 1850 roku, „Kurjer Warszawski” w rubryce „Przyjechali do Warszawy” na pierwszym miejscu wymienia Ludwikę Jędrzejowiczową. Choć listę podróżujących koleją żelazną zaczęto publikować dopiero sześć lat później, wiemy, że właśnie koleją Ludwika przybyła do miasta. Zostawiła bowiem na granicznej stacji w Mysławicach, prawdopodobnie w hotelu Sobka i Lobaszyńskiego, gdzie mieszkał później Aleksander Dumas syn, listy zmarłego brata, obawiając się, iż mogą zostać one skonfiskowane podczas kontroli celnej. I tutaj pojawia się pierwszy duży znak zapytania. Do tego stopnia obawiała się konfiskaty listów, iż nie zdecydowała się ich przewozić przez granicę, a podjęła to ryzyko z sercem brata? Przecież wiedziała doskonale, że zakazane jest przewożenie ludzkich organów i że w razie jego odkrycia podczas kontroli zostanie jej ono odebrane, i to na zawsze.

Jedynym źródłem informacji o przewiezieniu serca właśnie przez Ludwikę był jej syn. W numerze 41. „Kraju”, w roku 1899, miłośnicy Chopina mogli przeczytać obszerne artykuły opublikowane z okazji 50. rocznicy śmierci kompozytora. Jednym z nich był duży wywiad z jego siostrzeńcem, Antonim Jędrzejewiczem. Wspomniał on o życzeniu wuja, aby jego serce wróciło do Warszawy, po czym dodał: „ Życzeniu jego stało się zadość: gdy umarł, zaraz zrobiono sekcję, wyjęto serce (przyczem okazało się, iż umarł wskutek anewryzmu serca), włożono je do szklannego słoju ze spirytusem, a gdy rodzice wracali do Warszawy, matka zdecydowała się czasie przejazdu przez granicę słoik ten ukryć pod suknię. Kontrabanda taka, choć może się wydać dziwną, była konieczną”.
Antoni Jędrzejewicz, siostrzeniec kompozytora
Świadectwo to pojawiło się zatem dopiero 49 lat po wydarzeniach, w których siostrzeniec Fryderyka mający zaledwie 9 lat nie brał bezpośredniego udziału. Powtórzył zatem jakaś rodzinną opowieść, stworzoną przez… Przez kogo? Tego też nie wiemy. Czy można zatem zawierzyć jego słowom? Zwłaszcza jeśli mówi o rodzicach (w liczbie mnogiej) wracających do Warszawy, podczas gdy wiemy, że w Paryżu w roku 1849 jego ojca nie było. Chociaż to akurat mógł być po prostu skrót myślowy lub wręcz błąd redaktora. Pewnym jest natomiast, iż wszystkie późniejsze wersje opowiadające o tym, że Ludwika słój z sercem (ważący kilka kilogramów!) podwiązywała do swojej sukni można spokojnie między bajki włożyć. Jeśli nawet uznamy rodzinną opowieść o „kontrabandzie” za prawdziwą, to jedyną sensowną wersją może być ukrycie słoja pod fałdami sukni przez Ludwikę siedzącą w przedziale. To jednak wykluczałoby jakąkolwiek możliwość poruszania się, zrobienia choćby jednego kroku na żądanie urzędników podczas kontroli, czego nie można było przecież zawczasu przewidzieć. Ryzyko wykrycia tego ewidentnego przedmiotu przestępstwa było chyba większe niż potraktowanie przez celników paczki korespondencji jako dokumentów zagrażających interesom cesarstwa rosyjskiego.
Wątpliwości budzi jeszcze jeden aspekt tej historii. 9 listopada roku 1849 czytelnicy „Kurjera Warszawskiego”, na pierwszej stronie swojej codziennej gazety, mogli przeczytać następującą wiadomość: „Tydzień temu, jak w Kościele Śtej Magdaleny, w Paryżu, odbyło się żałobne Nabożeństwo za duszę ziomka naszego Szopena. Mnóstwo Artystów i znajomych zmarłego, napełniło Kościół, do którego wchodzono tylko za biletami. Największa prostota przewodniczyła temu obrzędowi, odznaczającemu się także i wykonaniem Rekwiem, przez P. Viardot. Najdroższą jednak ze wszystkich pamiątek po zmarłym Szopenie, otrzymała jego rodzina, albowiem w ostatnich chwilach życia swego, objawiając konającym już głosem ostatnią wolę, przekazał jej serce swoje. Drogi ten szczątek wkrótce już jak nam wiadomo, ma być do Warszawy sprowadzony”.

Tymczasem, jak piszą w swoim artykule o losach serca Fryderyka Chopina Krzysztof Dorcz i Piotr Mysłakowski, choć w przepisach ówczesnych nie było mowy o procedurze transportu ludzkich organów, należy mniemać, iż warunki powinny być spełnione podobne jak w przypadku sprowadzania zwłok (m.in. podwójna, zapieczętowana trumna). Ponadto „wymagano zezwolenia namiestnika Królestwa Polskiego, wydanego za pośrednictwem Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych, na podstawie zaświadczenia lekarskiego, że zmarły nie padł ofiarą choroby zakaźnej. Dla uzyskania zezwolenia potrzebne były również przedśmiertna, pisemna wola o pochowanie w kraju bądź wykazanie, że osoba zmarła za granicą położyła w kraju znaczne zasługi”. Po pierwsze, wydaje się, że nikt przy zdrowych zmysłach, planując dokonanie przestępstwa, jakim było przewiezienie przez granice kilku państw ludzkiego organu, nie ogłaszałby swoich zamiarów w prasie. Po drugie zaś, powyższa notatka prasowa mogła, zdaniem rodziny, być potraktowana jako pisemna wola kompozytora, konieczna do uzyskania odpowiedniego zezwolenia. Świadczyłoby to zatem raczej o zdecydowaniu się zaraz po śmierci kompozytora na sprowadzenie jego serca do kraju drogą całkowicie legalną. Tym bardziej, że „Kurjer Warszawski” w niedzielę 17 marca 1850 roku ogłosił „wszem i wobec” iż „Stosownie do życzenia ś. p. Szopena, jak o tem w swoim czasie donieśliśmy, serce jego z Paryża, gdzie dokonał życia, już przybyło na ziemię naszą”.

Nie ma raczej szans, aby jednoznacznie określić, jaką drogą narodowa relikwia, jaką jest serce Fryderyka Chopina znalazła się w Warszawie. Jednak wątpliwości związane z historią nielegalnego przewiezienia jej do rodzinnego miasta każą się raczej skłonić ku wersji o legalnym sprowadzeniu za urzędowym zezwoleniem. Któż zresztą wie, może jakiś szczęśliwy badacz życia naszego muzycznego „wieszcza” natrafi na nie kiedyś w przepastnym rosyjskich archiwach. Wówczas już nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości.
Tekst i zdjęcia współczesne Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 417228