Z WARSZAWSKIEGO ARCHIWUM X

NAJWIĘKSZY ALARM TERRORYSTYCZNY W DZIEJACH WARSZAWY!

Nawet nie wiadomo ile ich było. 14? 15? Liczba podłożonych w całej Warszawie potencjalnych ładunków wybuchowych do dziś stanowi zagadkę. Tak jak zagadką pozostaje motyw sprawcy i jego tożsamość. 

Przypomnijmy. Do największego w historii Warszawy alarmu bombowego doszło ostatniego dnia kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich, 20 października 2005 roku. 

Od rana telefony w Stołecznym Centrum Powiadamiania Ratunkowego rozdzwoniły się. Informacja była jedna - "widzę coś, co może być bombą". Pierwszą paczkę świadkowie ujawnili na pętli tramwajowej na Gocławku o 7:19. Inne, kolejno ponumerowane pakunki odnajdywano na Rodzie Wiatraczna, Waszyngtona, na Kijowskiej, Kawęczyńskiej, w wagonie metra na stacji Kabaty, a także na Rondzie Dmowskiego, gdzie ujawniono w sumie aż trzy paczki, które potencjalnie mogły zawierać ładunek wybuchowy. 

Chwilę po tym jak służby postawione zostały w stan gotowości i zmierzały na miejsca ujawnienia ładunków wybuchowych, aby je rozpoznać i zneutralizować, do kilku stołecznych redakcji dotarły e-maile z manifestem sprawcy sparaliżowania miasta. Autor napisał w nich, że chce w ten sposób walczyć z dyskryminacją i homofobią. Wiadomość podpisana była „Brygady PowerGay i Silny Pedał”. 

Policyjne patrole saperskie wysłane na miejsce jednogłośnie oceniły sytuację - nie ma zagrożenia, ale sprawa jest poważna. Wszystkie "bomby" wyglądały tak samo: tekturowe pudełko z numerem od 1 do 15 (z pominięciem numeru 14), w środku owinięte w folię półprodukty, z których można wyprodukować prawdziwy ładunek wybuchowy. 

Wszczęto śledztwo mające na celu ustalenie sprawcy tego największego w historii Warszawy alarmu terrorystycznego. 

Ustalono jedno, wiadomość e-mail wysłano z kafejki internetowej. Z nagrań monitoringu wytypowano postać sprawcy. To zdjęcie nieznanego mężczyzny w czapce bejsbolówce znalazło się później na policyjnych plakatach, które znał każdy warszawiak. Sprawcy jednak nie zdołano ustalić. Śledztwo po latach umorzono. 

Swoje czynności prowadziły w tej sprawie także tajne służby. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w 2011 roku wydała oficjalny komunikat, że oto ustalono sprawcę. Jego dane przekazano do Prokuratury Krajowej. Według Agencji cała sprawa to happening, który nie niósł za sobą żadnego zagrożenia. Prokuratura przesłuchała typowanego przez ABW sprawcę - miał on jednak dobre alibi. 

Sprawa po latach ponownie została umorzona, a sprawców nie ustalono do dziś. 

Pozostały jednak pytania. 

Czy była bomba nr 14? 

W tej sprawie ustalono niewiele. Nie wiadomo, czy był ładunek oznaczony tym numerem. Czy omyłka w numeracji była celowa, aby sprowokować służby do poszukiwania nieistniejącej "bomby", wprowadzając w ich działania jeszcze więcej niepewności i chaosu, czy jeden z ładunków po prostu nie został odnaleziony? 

Specjaliści jednogłośnie oceniają, że pewniejszy jest wariant pierwszy. Chodziło o wprowadzenie do i tak nerwowej atmosfery jeszcze jednej niewiadomej. Bomby numer 14 najprawdopodobniej nigdy nie było. 

Jak działał sprawca? 

Podłożenie niemalże w jednej chwili 14-15 paczek w miejscach o bardzo dużym natężeniu ruchu, w taki sposób, aby pozostać niezauważonym, a jednocześnie w taki sposób, aby paczki zostały odnalezione w zaplanowanym czasie, wymagałoby nadludzkich możliwości, tym bardziej że wizerunek sprawcy został utrwalony tylko przez jedną kamerę i to nie w chwili podkładania bomb, a w kafejce internetowej (tak jakby tylko tam chciał być nagrany). Żadna z kamer stacji metra nie uchwyciła wizerunku, ani sylwetki sprawcy. Poruszanie się po mieście a w szczególności po miejscach naszpikowanych ochroną i systemami monitoringu, w taki sposób, by nie zostać dostrzeżonym ani zarejestrowanym wymaga specjalistycznego szkolenia i wielu lat doświadczenia. 

Na podstawie tylko tych dwóch niewiadomych - że sprawca wiedział jak wprowadzić w działania służb ogromną niepewność, tak aby jak najbardziej przedłużyć chwile grozy, oraz z faktu, że jeśli działał sam (jak twierdzi ABW) to dokonał czynu niemalże graniczącego z możliwościami zwykłego człowieka, ale również patrząc na to przez pryzmat czasu, w jakim dokonano tego czynu (wybory prezydenckie), w mediach ukuto teorię, z której wynika, że za "zamachem" stoją funkcjonariusze tajnych służb. 

Pytanie tylko, których... ?

Marek Grabowski

27 maja 2020 roku
Fot. KSP
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356867