BITWA WARSZAWSKA 1656

TU PRZECZYTASZ O 1. DNIU BITWY

BITWA WARSZAWSKA 1656. DZIEŃ 2.

Przez całą noc z 28 na 29 lipca trwała przeprawa pozostałych chorągwi koronnych i pospolitego ruszenia na prawy brzeg. W obozie polskim panowało duże zamieszanie. To był nie lada problem, jak rozlokować tak duże ilości wojska według pewnego planu, aby później można było go sprawnie i efektywnie użyć w trakcie bitwy. 

Tymczasem już wczesnym rankiem, król szwedzki i elektor ruszyli na rekonesans w kierunku Białołęki. Zdobycie od frontu polskich umocnień było niemożliwie. Karol Gustaw postanowił obejść polskie umocnienia i uderzyć od wschodu zająwszy uprzednio wydmy między Białołęką a Bródnem. Umożliwiło by to w dalszej kolejności zepchnięcie polskiej kawalerii do Wisły. 

Aby plan się powiódł należało utrzymać Polaków w przekonaniu, iż sprzymierzeni nie rezygnują z czołowego ataku na polskie umocnienia. Pod osłoną tych działań należało przerzucić swoje siły na nowe pozycje. 
Brandenburczykom udało się obsadzić wydmy na północ od polskiego fortu. 

Karol Gustaw tymczasem odpierał ataki polskiej jazdy nad Wisłą. Był to dla Szwedów bardzo niebezpieczny moment. Po pierwsze, armia sprzymierzonych była podzielona, a po drugie obawiano się tatarskiego ataku na własne tyły. 

Taki atak rzeczywiście nastąpił. Orda zaatakowała tabory sprzymierzonych zajętych w tym czasie walką z Polakami. Tatarzy kierujący się w stronę Żerania napotkali przemieszczające się oddziały elektorskie. Do walk jednak nie doszło. Tatarów spotkała natomiast przykra niespodzianka. Natknęli się za to na silny oddział szwedzkiej rajtarii, który zmusił ich ogniem pistoletów do wycofania się w stronę Białołęki. 

Tymczasem nad Wisłą trwały ciężkie walki pomiędzy Szwedami a Polakami. Chorągwie jazdy koronnej, w tym i roty husarskie, poprzez luki między szańcami ruszyły z impetem na wysunięty przed własne stanowiska pierwszego rzut rajtarii szwedzkiej. 

Ze względu wąskość obszaru walki, ataki jazdy koronnej prowadzone były niewielkimi siłami. Chorągwie jazdy szykowane w pułku, Jan Kazimierz stopniowo kierował do walki ze szwedzką rajtarią. 

Szwedzi, nie mogąc sprostać Polakom, zmuszeni zostali po krótkotrwałej walce do odwrotu i wycofania się za stanowiska piechoty. Ogień artylerii i zgrupowanych tu regimentów pieszych pod komendą Karola Gustawa Wrangla okazał się na tyle skuteczny, że towarzystwo chorągiewne, choć triumfujące, musiało ze znacznymi stratami powrócić na pozycje wyjściowe. 

Od samego rana walkę polskiej jazdy ze szwedzką rajtarią obserwowała z szańców mostowych królowa Ludwika Maria (kronikarze podali, że siedziała na bębnie okryta tatarską burką). Widząc, że działa z lewego brzegu Wisły nie czynią nieprzyjacielowi żadnych szkód, kazała wyprząc z własnej karety konie w celu przetransportowania dwóch dział ze wzgórza "Szubienicznego" (mniej więcej teren dzisiejszej Cytadeli) nad brzeg rzeki i umieścić je na Kępie Potockiej. Utworzona tak bateria zadawała poważne straty szwedzkiej piechocie i nieprzyjacielskim stanowiskom artyleryjskim. Już od pierwszych salw miało paść 40 rajtarów, a dalszy skuteczny ogień zmusił Szwedów do odwrotu. 

Nieskoordynowane ataki wojsk koronnych i Tatarów na siły szwedzkie nie były jednak w stanie przerwać stanowisk nieprzyjaciela. Karol Gustaw ruszył do Fryderyka Wilhelma, aby rozpoznać teren i zlustrować siły polsko-litewskie. Około godziny 12 szwedzki monarcha znajdował się już u boku swego brandenburskiego sprzymierzeńca na opanowanym przez elektora wzgórzu. Stanowisko dawało doskonały wgląd w teren zbliżającej się batalii. Widać było doskonale pas wydm znajdujących na obszarze od Białołęki po Bródno. 

Król szwedzki postanowił przerzucić wszystkie siły na pola pomiędzy Białołęką a Bródnem, co mogło zaskoczyć stronę polską i przynieść zwycięstwo. Należało przeprowadzić skomplikowaną operację zmiany pozycji wojsk sprzymierzonych. Należało przerzucić trzon sił szwedzkich znad Wisły pod ogniem polskich oddziałów. Karol Gustaw zrozumiał duże znaczenie opanowanych przez elektora pozycji na wydmach pod Białołęką. Stanowić miały oś całego manewru przerzucenia wojsk szwedzkich. Obiecał swemu sprzymierzeńcowi wzmocnienie. Natychmiast po przybyciu do własnego obozu, wysłał trzy brygady piechoty wraz z kilkoma działami. Wkrótce po godzinie 13, skrajem lasku ruszył generał szwedzki Waldeck na pomoc elektorskim. Mozolny marsz spowalniał grząski teren, który utrudniał też transportowaniem dział, które grzęzły przy przeprawie przez Skórczę. Efektem czego było zatrzymanie całej kolumny. 

Polacy nie wykorzystali tego momentu, aby zaatakować przemieszczające się wojska nieprzyjaciela. Do ataku nie doszło, gdyż znaczna część towarzystwa biorącego udział w rannych potyczkach ze Szwedami udała się na posiłek. 

W polskim obozie panował doskonały nastrój, a wycofanie się rajtarii przeciwnika za stanowiska ogniowe poczytywano jako znak zwycięstwa i rychłego opuszczenia pola bitwy przez sprzymierzonych. Przewaga liczebna strony polskiej, nieuzasadniona wiara w zdobycie szwedzkiego obozu przez Tatarów, spowodowały, iż dowodzący chorągwiami komputowymi udali się na posiłek, a za nim reszta towarzystwa. 

Nieprzyjaciel nie czekał na obiadujących Polaków i w kilka godzin ustawił nowy szyk bojowy swych oddziałów. Po odjeździe szwedzkiego monarchy, formujące się na skraju lasu białołęckiego oddziały elektora zaatakowali jednocześnie powracający z nieudanej akcji przeciwko obozowisku szwedzkiemu Tatarzy i chorągwie litewskie. Atak ordyńców nastąpił od strony wzgórza zajętego przez elektora, tj. z kierunku Białołęki. Został odparty przez dragonię i piechotę brandenburską, a także przybywające im na pomoc skwadrony rajtarii szwedzkiej pod dowództwem Horna. Natomiast od strony pól bródnowskich, wąskim korytarzem pomiędzy pasmem wydm a mokradłami, ruszyli do natarcia Litwini, wspomagani przez kilka chorągwi koronnych. Silny ogień piechoty i dragonii spowodował, iż kilkuminutową szarżę odparto, a zmieszane towarzystwo zaczęło powoli wycofywać się w kierunku polskich stanowisk. 

Niepowodzenie obu szarż kawaleryjskich musiało ostudzić nieco zapał Polaków. Nie przeszkadzali więc oddziałom sprzymierzonym w formowaniu się w kolumny marszowe. Być może polskie dowództwo uważało, że sam przeciwnik wchodzi im w ręce, pchając się pomiędzy pas wydm a mokradła i błota zlewiska Zązy. Do godziny 15. zapanował chwilowy spokój w działaniach wojennych. 

Przerwę tę wykorzystał Karol X Gustaw. Udało się przerzucić niemal wszystkie siły znad Wisły na pola pomiędzy Białołęką a Bródnem. Zastanawia natomiast bezczynność strony polskiej, która nie próbowała temu praktycznie przeszkodzić. 

Siły koronne nie prowadziły żadnych działań, które mogłyby utrudnić manewry wojsk nieprzyjacielskich. Jedynie Tatarzy, bezskutecznie szarpiąc wojska szwedzkie i brandenburskie, podpalili Białołękę i Bródno, zmuszając sprzymierzonych do pozostawienia znacznych sił w celu osłony obu formujących się skrzydeł armii. 

Korzystając z przerwy w walkach, Karol Gustaw ustawił wojska sprzymierzonych frontem do rzeki Wisły, opierając się o bagniste rozlewiska rzeczki Zązy i Brodni. Król Szwecji ryzykował wiele, narażając się na ewentualne ataki sił koronnych, w trudnym podmokłym i bagnistym terenie, który utrudniał organizację szyków. 

Pomimo trudnych manewrów udało się uszykować bliżej wsi Bródno wojska szwedzkie, a za nimi, bliżej Białołęki, wojska brandenburskie. 

Całość sił ustawiono w trzy rzuty, frontem do sił koronnych. Na lewym skrzydle regimenty piechoty przemieszane z regimentami rajtarii i dragonii. W centrum duże zgrupowanie piechoty brandenburskiej. Na prawym, jazda brandenburska wspomagana przydzielonymi oddziałami kawalerii szwedzkiej. Przed stanowiskami poszczególnych brygad piechoty rozmieszczono działa. Na skrzydle prawym 24, a na lewym 23. 

Zakładano, iż siła ognia piechoty sprzymierzonych i ich artylerii zrównoważy przewagę strony polskiej w konnicy, głównie ciężkozbrojnej husarii, której się obawiano. 

Polacy właściwie rozpoznali manewry sprzymierzonych dopiero wówczas, gdy oddziała brandenburskie zaczęły się wychylać zza lasku białołęckiego a Szwedzi dochodzili do Bródna. Podpalenie obu osad, Białołęki i Bródna, wcześniej już zaalarmowało polskie dowództwo, ale wobec odpoczynku części oddziałów było ono bezradne. 

Trudno opisać zamęt, jaki powstał wśród i zgromadzonych za polskimi szańcami. W krótkim czasie musiał Jan Kazimierz dokonać zmiany frontu o 90 stopni i obrócić oddziały w kierunku wyłaniającego się zza wału wydm przeciwnika. 

Na północny wschód od lasku praskiego należało przerzucić nie tylko poszczególne pułki jazdy polsko-litewskiej, ale piechotę wraz z artylerią. Pamiętać także należy, że wielu z towarzystwa i wyższego dowództwa chorągwianego nie było obecnych przy własnych oddziałach, ucztując w namiotach pospolitego ruszenia. 

Ustawienie nowego szyku polsko - litewskiego zajęło sporo czasu. Co wykorzystały siły sprzymierzonych, aby dokończyć manewr obejścia i ustawienia wojsk własnych zgodnie z planem króla szwedzkiego.

O godzinie 16. siły obu przeciwników stanęły naprzeciw siebie. Siły polskie rozłożyły się na wale wydm, na wprost wsi Bródno. Najszybciej dokonały tego pułki jazdy w sile około 15 000 koronnej i 5 000 litewskiej. Pośpiesznie przerzucano piechotę wraz z artylerią. 

Karol X Gustaw w walce z Tatarami pod Warszawą,
Johan Filip Lemke

Polski monarcha dostrzegł szansę rozgromienia przeciwnika jedną decydującą szarża kilkunastu tysięcy jazdy. Pierwszy wyłom w obronie przeciwnika miała dokonać husaria w sile około 900 do 1000 kopii, a następnie uderzenie chorągwi pancernych miało dokończyć dzieła zniszczenia wojsk przeciwnika. Zatem też od pewnego momentu nie przeszkadzano sprzymierzonym w marszu na pola bródnowskie, wiedząc, że teren ten w miarę sprzyja szarży dużej ilości kawalerii. W przypadku powodzenia tego planu siły szwedzko-brandenburskie czekała całkowita zagłada. Los jej dopełnić się miał w bagnach i rozlewiskach rzeki Zązy. Jan Kazimierz chciał wykorzystać zmęczenie przeciwnika spowodowane forsownym marszem oraz pośpiesznym przegrupowaniem i wydał rozkaz do ataku. Około godziny 16. husaria ruszyła do szarży. 

Jako pierwsza do szarży ruszyła husaria, którą oddano pod dowództwo doświadczonego Aleksandra Hilarego Połubińskiego, pisarza polnego litewskiego i porucznika królewskiej chorągwi husarskiej w kompucie litewskim. W szarży uczestniczyło na pewno sześć chorągwi husarskich, cztery z wojska koronnego i dwie z litewskiego. 

Pałubiński rozpoczął szarżę po tym jak artyleria szwedzka oddała pierwszą salwę. Odległość do nieprzyjaciela wynosiła około 500 metrów. Tradycyjnie husarze szarże inicjowali jadąc kłusem, aby nie zmęczyć koni. Tego dnia przejechali około 200 metrów. Następnie przeszli w galop, po czym ostatnie 80 metrów pokonali w cwale. Trwało to może około 10 sekund. Wystarczało to przeciwnikowi na oddanie jednej salwy. Częstokroć ginęła w tym momencie większość koni pierwszej linii, co doprowadzało do zaniechania ataku. Lecz nie tym razem. Rozpędzona, niczym nie zatrzymana husaria w pełnym impecie, niczym pancerna pięść uderzyła w środek lewego szwedzkiego skrzydła złożonego z doborowych regimentów szwedzkiej rajtarii, które praktycznie zostały natychmiast rozbite. Uderzeniu nie oparły się także skwadrony pierwszego rzutu rajtarii gwardii królowej. Duże straty miała ponieść także gwardia rajtarska samego Karola X Gustawa. W tym to właśnie momencie doszło do wydarzenia, które mogło okazać się brzemienne w skutkach. Mianowicie, Karol Gustaw wdał się w walkę i o mało nie zginął od pchnięcia kopii. Pchnięcia tego dokonać miał legendarny Jakub Kowalski, który został zabity przez towarzyszących królowi rajtarów. Zdarzenie to upamiętnił Henryk Sienkiewicz w „Potopie”, w postaci Rocha Kowalskiego, który zaatakował króla szwedzkiego. Sam Karol Gustaw docenił bohaterstwo polskiego husarza, rozkazał pochować go z honorami. Pamiątką po tym zdarzeniu jest kamień pamiątkowy na terenie kościoła Matki Boskiej Loretańskiej. 

Żelazna dyscyplina w szwedzkiej armii nie pozwoliła, aby wybuchła totalna panika wśród Szwedów. Tymczasem husaria dotarła do drugiej linii, gdzie zdołała "zmieszać" aż 4 skwadrony. Do tej pory plan polskiego króla realizowany był, można by rzec, wzorowo. Husaria rozerwała szyki szwedzkie i to na głębokość dwóch rzutów. 

Zgodnie z planem króla Jana Kazimierza miało teraz dojść do generalnej szarży głównych sił w postaci kilkunastu tysięcy jazdy chorągwi pancernych i lekkich. To jednak nie nastąpiło. Jak pisał Stanisław Wierzbowski: "Nie posiłkowali nasi. Odiął Pan Bóg rozum i męstwo dla grzechów". 

Podobnie ujął to w swych pamiętnikach Jakub Łoś "Nie patrzając posiłków (husaria) skoczyła z kopijami na ufy (hufce) rajtarskie tak odważnie, że już całe wojsko szwedzkie mieszać sięi tył poddawać poczęło było, i z szańczyków odbiegwszy spansrajtarów pouciekali byli Szwedzi. Tam jeden pachołek o króla szwedzkiego, przebiwszy się przez wojsko, kusił się skruszywszy kopie, i pewnie by dopiął, ale go uprzedził ks. Bogusław Radziwił z pistoletu. Tak onego zabitego kawalera kazał solinniter (uroczyście) król ( Karol Gustaw) pochować, a nasi dziwowali się tylko miasto posiłków, które gdyby były za tą chorągwią choć kilka skoczyło, nie daliby byli Szwedzi się poprawić " 

Zrozpaczony Jan Kazimierz groźbą i prośbą chciał zmobilizować resztę wojsk polskich, aby poszła na pomoc husarii, która bez należytego wsparcia ze strony pancernych i lżejszej jazdy zmuszona została do powrotu na pozycje wyjściowe. 

Atakujący husarze zostali rażeni ogniem bocznych salw piechoty i musieli się cofnąć. Straty ponieśli poważne, około 16% poległych i rannych, w koniach zapewne znacznie większe. Wreszcie do szarży ruszyły chorągwie pancernych skierowane na skrzydło brandenburskie. Nie powiodła się, mimo że poważnie zagroziła Brandenburczykom. Sam elektor brandenburski znalazł się w niebezpieczeństwie. 

Po godzinie 18. wojska polskie zostały wzmocnione przez oddziały wracającego spod Zakroczymia Czarnieckiego. Stanowiska obronne obsadzono oddziałami piechoty i dragonii, przygotowując się do odparcia przeciwnatarcia szwedzkiego. To jednak nie nastąpiło, sprzymierzeni wycofali się na Bródno.  

Karol Karasiewicz

29 lipca 2020 roku
Ilustracja w nagłówku: 
grafika drugi dzień bitwy warszawskiej, Erik Dahlberg

BITWA WARSZAWSKA 1656

JUTRO PRZECZYTASZ O 3. DNIU BITWY

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356681