Z ARCHIWUM KURJERA...

28 PAŹDZIERNIKA 1925 ROKU

Wczoraj około godz. 2 po południu w domu nr. 5 przy ul. Złotej rozegrał się krwawy dramat na tle zatargu mieszkaniowego, który pociągnął za sobą dwie ofiary. We wspomnianym domu mieszkał 5O-letni Stanisław Rybakiewicz prowadzący ostatnio różne interesy pod egidą „Włościańskiego związku oświaty. 

Z powodu fatalnych warunków finansowych, Rybakiewicz postanowił przenieść się do Poznania i w tych dniach umówił się z niejakim Kazimierzem Mańkowskim (Śliska nr. 46), który miał objąć dwupokoiowy lokal po Rybakiewiczu, w zamian zaś wystarać się o lokal w Poznaniu. Gdy doszło do umowy inż. Markowski wręczył Rybakiewiczowi czeki na sumę 4000 zł. na Bank Związku spółek zarobkowych. W ub. sobotę Rybakiewicz wyprowadził się do matki swej w al. Jerozolimskich 61 i tegoż dnia objął lokal w posiadanie Markowski. Tegoż dnia Rybakiewicz udał się do wspomnianego banku, gdzie oświadczono mu, że czeki nic mogą być zrealizowane, gdyż brak jest pokrycia. Nadużycie ze strony Markiewicza oburzyło Rybakiewicza, który podał skargę do prokuratora, wczoraj zaś miał złożyć zameldowanie o szantażu w 10 komisariacie. Około godz. 2 po południu Rybakiewicz i Markowski spotkali się na schodach w domu nr. 5 przy ul. Złotej, przy drzwiach wspomnianego mieszkania na 11 piętrze. Ponieważ cześć kluczy od mieszkania posiadał R., pozostałe zaś — M., przeto ani jeden ani drugi nie mogli wejść do lokalu. W tym celu R. udał się do zakładu ślusarskiego, który miał otworzyć drzwi wytrychem. W momencie gdy Rybakiewicz czekał na przybycie ślusarza, między R. i M. wynikła ostra sprzeczka, podczas której R. rzucił kilka obelżywych słów pod adresem M. W toku sprzeczki R. wyjął arkusz papieru i podając go M. rzekł: „Masz, czytaj!" Gdy M. zaczął czytać, Rybakiewicz wyjął nagle rewolwer i dał 2 strzały do Markowskiego. Raniony w praw y policzek i szyje M. pobiegł na wyższe piętro. Świadek powyższego zajścia, majster Raczyński, schwycił strzelającego za rę­kę, lecz odepchnął go silnie sekretarz Rybakiewicz i teiże chwili wycelował lufę rewolweru do swej skroni, wystrzelił i padł trupem na miejscu. Ranionego Markowskiego w stanie ciężkim przewiozło Pogotowie do lecznicy „Omega”. Po przybyciu na miejsce władz sądowo-śledczych sporządzono protokół. Ślusarz otworzył mieszkanie, gdzie zastano płacząca 8-letnią córkę Markowskich, Halinkę. R. pozostawił żonę. Mieszkanie opieczętowano.  

Kurjer Warszawski 
28 10 1925 
(pisownia oryginalna)


wybór: Andrzej Papliński

17 października 2020 roku

.
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356605