A WIĘC DO WÓD ?

O leczniczych właściwościach niektórych wód ludzie wiedzieli od dawna. Już w starożytnym Rzymie członkowie bogatego patrycjatu wybierali się często na kuracje do gorących źródeł usytuowanych nie tylko na rodzinnej ziemi, ale także na terenach podbitych. Jak na przykład do Aquae Calidae w galijskiej Owernii, które później zostały przemianowane na Vichy. W wiekach średnich popularność takich miejsc, choć podpierana autorytetem świętych chrześcijańskich, opadła, aby wybuchnąć ze zdwojoną siłą w wieku XVIII, w wieku konfrontacji wiary z rozumem. Rozpoczęto wówczas badania naukowe nad składem wody z różnych źródeł oraz nad ich wpływem na ludzkie zdrowie. W wieku XIX zaś, wieku pary, gdy podróże stały się łatwiejsze dzięki wynalazkowi kolei żelaznej, ci, którzy mogli sobie na to pozwolić znowu zaludnili z niemiecka zwane „kurbady”, czyli uzdrowiska.

Już jednak wcześniej, w całej Europie, a także w Polsce czasów króla Stanisława Augusta właściciele „gorących źródeł”, a także kupcy, zdali sobie sprawę, iż potencjalnych klientów może być dużo więcej, jeśli tę uzdrawiającą wodę można by „eksportować”. I tak się stało. W wielu miastach woda mineralna z różnych zdrojów pojawiła się początkowo w aptekach, a później także w składach, jak się wówczas mówiło, czyli sklepach. W samej Warszawie pod koniec panowania króla Stasia i na początku XIX wieku było co najmniej 10 miejsc, które ogłaszały swoje oferty w prasie. Poza Apteką Królewską, były to apteki Gudeyta i Elsnera, oraz 7 sklepów, z których trzy reklamowały się jako składy wód mineralnych: „Gąsiorek” — skład wód mineralnych w domu Głębockiego, Skład wody mineralnej Monfreuille i Wody mineralne dra Teodora Heinricha. Trafiały tu wody z różnych miejsc. Podczas prac archeologicznych na terenie dawnej Apteki Królewskiej odnaleziono kamionkowe butelki ze znakami handlowymi „rozlewni” w niemieckim Niederselters i w czeskim Bìlinie. Z tej pierwszej pochodziły „Wody Zelcerskie”, z drugiej… bilińskie. Wydaje się, że te dwa rodzaje zdominowały rynek warszawski w XVIII wieku. Początkowo sprzedawane w aptekach i składach, z czasem oferowane były także w pijalniach. Choć pijalnie te nie były wyspecjalizowane wyłącznie w wodach. Ot, była to dodatkowa działalność, która mogła przynieść znaczne zyski.

W „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” z 29 maja 1819 roku przeczytać można było takie ogłoszenie: „Pośpieszywszy i w tym roku zaopatrzyć się w różne wody mineralne, założyłam oraz dla większey dogodności prześwietney Publiczności skład w ogrodzie Krasińskich w bufecie cukiernika w wielkiej sali, gdzie codzień zrana od gadziny 5tey do godziny 9tey przy pogodnym czasie można będzie dostać następuiacych wód, z potrzebnymi naczyniami do picia, jako to: wodę selcerską gorzką zwaną Seidschicer bitterwasser, pirmontską, kudowską, oberzaltzbrum, egierską w butelkach i bańkach, marienbader, kreutzbrum, zbawienne źródło przed kilku laty dopiero odkryte, (które dwie ostatnie wody wkrótce przybędą). Donosząc o tem szanowney publiczności, i przyrzekając spieszną posługę i pomierne ceny, spodziewam się, że szanowna publiczność mnie swoiem odwiedzaniem zaszczyci , tem bardziey, że skład powyższy będąc w bliskości mey piwnicy założonym, wody mineralne swoię świeżość konserwują, i tem dzielnieyszy skutek zapewniają. W Warszawie dnia 22 Maia 1819 roku, M. B. Gordons - Witwe. Przy ulicy Długiey pod Nrem 439”.

Widać więc, że w ciągu pierwszego dwudziestolecia XIX wieku oferta wód mocno się poszerzyła. Nie była ona jednak skierowana do wszystkich chętnych bądź potrzebujących. Zaporą były ceny. Na przykład za 1 litr wody selcerskiej trzeba było zapłacić ponad dwa złote polskie. A za tyle można było kupić aż 28 litrów piwa marcowego.

Mimo wszystko moda na wody stawała się coraz popularniejsza. I widać zapotrzebowanie było coraz większe, tak iż import wód w butelkach nie zapewniał jego zaspokojenia. Dlatego w połowie 1824 roku, przy wspomnianym już Ogrodzie Krasińskich, za pałacem Dükerta, otwarty został nowy punkt sprzedaży. Kilku wspólników, Henryk Spiess, Samuel Elsner, Jan Żelazowski, Ferdynand Ulbrycht i Ignacy Lesiński zaoferowali warszawiakom wodę mineralną produkowaną na miejscu. Sztuczne wody mineralne już od jakiegoś czasu były zachwalane w całej Europie jako równie skuteczne w leczeniu chorób co wody naturalne. Panowie poszli więc za przykładem Berlina, Drezna, Lipska czy Londynu, włączając do swej leczniczej oferty także warunki, w jakich można było ową wodę konsumować. Z pijalni można było korzystać tak w dni pogodne jak i dżdżyste, łącząc popijanie wody ze spacerem po ogrodzie. Po pewnym czasie pijalnia stała się miejscem, w którym należało się pokazywać i popisywać strojami „rannymi i nierannymi” jak pisał historyk Warszawy Franciszek Maksymilian Sobieszczański. Dotyczyło to zwłaszcza płci pięknej.

Wobec sukcesów instytutu, z czasem wyrosła mu konkurencja. 4 lipca 1847 roku, w Ogrodzie Saskim, od strony ulicy Granicznej otwarty został budynek Zakładu Wód Mineralnych dra Struve wybudowany przez Henryka Marconiego na zlecenie bankiera Jakuba Platana. Architekt zaprojektował go na wzór „przepysznych term Dioklecjana” jak głosił tekst prasowego ogłoszenia o jego inauguracji. Podobnie jak to jest w „zwyczajnych” uzdrowiskach, w głównej ścianie budynku znajdowały się krany z wodą doprowadzaną z zaplecza, gdzie była ona przygotowywana w specjalnym laboratorium. Dodatkową atrakcją dla klientów były koncerty orkiestry pod batutą panów Sturma i Chojnackiego. A przyjezdnym zaoferowano nawet „apartament z siedmiu pokoi do najęcia z wozownią i stajnią w domu Skwarcowa”. Można go było wynająć „z meblami, na miesiąc, dwa lub trzy”.

Oba instytuty działały do końca XIX wieku.
Rycina: domena publiczna
"Tygodnik Ilustrowany", 1884, domena publiczna
Zdjęcie: domena publiczna
Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354746