ŻYWNY - JAK UCZYĆ GENIUSZA?

[13.05.2020] Wojciech czy Adalbert? Nauczyciel Chopina w mowie posługujący się specyficzną polszczyzną, listy do Fryderyka piszący po niemiecku, używał zamiennie obu tych form swojego imienia. 

W pierwszej połowie wieku dziewiętnastego, często można było zobaczyć na ulicach starej Warszawy wysokiego, szczupłego mężczyznę, który szybkim krokiem szedł roztaczając wokół silny zapach tabaki. Ubrany był niedbale. Zawsze ten sam staromodny surdut w kolorze tabaczkowym, biały krawat, kamizelka (wykonana ponoć z królewskich pluderków, zakupionych ongiś na licytacji), na głowie przekrzywiona peruka i węgierskie buty z cholewami na nogach. Ogromna czerwona chustka w kratę wisząca wiecznie z tylnej kieszeni surduta i okulary na nosie dopełniały jego portretu. Był to nauczyciel gry na fortepianie i klawikordzie, Wojciech Żywny. 

Przyszedł na świat 13 maja 1756 roku w miasteczku Mšeno, na północy Czech. Był uczniem organisty, kompozytora i dyrygenta, Jana Kuchařa. Ten ostatni nie przeszedł do historii jako wielki muzyk czy kompozytor, ale jako człowiek, który, jako jeden z pierwszych poznał się na geniuszu Mozarta. Operę „Wesele Figara”, skomponowaną w 1786 jeszcze tego samego roku wystawił w praskim Stavovskim Divadle (Teatrze Stanowym). A 29 października 1787 roku, to właśnie w Pradze odbyła się prapremiera „Don Giovanniego”. Orkiestrą dyrygował sam Wolfgang Amadeusz Mozart, a Kuchař akompaniował na mandolinie śpiewakowi wykonującemu serenadę „Deh, vieni alla finestra”. Tę fascynację austriackim kompozytorem nauczyciel zaszczepił później również swojemu uczniowi, Żywnemu. 

Ten kształcił się też w Lipsku, i to, jak twierdzą niektóre źródła, u jednego z uczniów szkoły Jana Sebastiana Bacha. Fakt ten tłumaczyłby chyba uwielbienie Żywnego również dla muzyki wielkiego lipskiego kantora. 

Niewiele, niestety, wiadomo na temat późniejszych losów Żywnego jako muzyka. Tylko tyle, że prawdopodobnie dwadzieścia kolejnych lat spędził w Niemczech, grając w orkiestrach Stuttgardu i Zweibrücken. 

W Polsce Wojciech Żywny pojawił się pod koniec panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, około roku 1790. Przez pierwsze trzy lata był muzykiem a także nauczycielem muzyki w rodzinie księcia Kazimierza Nestora Sapiehy. Znajomości, które tam nawiązał, zaprocentowały później, gdy po wyjeździe swojego protektora do Wiednia, Żywny przeniósł się do Warszawy, gdzie utrzymywał się z dawania lekcji gry na fortepianie i klawesynie. Były to wówczas najpopularniejsze instrumenty muzyczne w arystokratycznych i mieszczańskich rodzinach. 

Ten właśnie człowiek został pierwszym profesjonalnym nauczycielem Fryderyka Chopina. Nie były przecież takimi ani starsza siostra Ludwika, ani matka, Justyna Chopinowa, które pokazały małemu Fryckowi, jak się posługiwać fortepianową klawiaturą. Żywny szybko zorientował się w geniuszu swojego podopiecznego. Nie zamęczał go więc wielogodzinnymi ćwiczeniami, ale starał się o to, by talent chłopca rozwijał się w sposób naturalny. Dzięki temu wszyscy mogli się później zachwycać swoistym i niepowtarzalnym sposobem gry Fryderyka. Żywny stał się dla niego mniej nauczycielem a bardziej przewodnikiem po czarownej krainie muzyki. Ukazał mu piękno kompozycji Bacha, Haydna, Mozarta. Zaszczepił w chłopcu swoją własną do nich miłość. Miłość, która towarzyszyła Fryderykowi przez całe życie. I nie było chyba w tym nic dziwnego, że jedną z jego pierwszych dojrzałych kompozycji, którymi zachwyciła się Warszawa, a potem Wiedeń, były wariacje na temat arii Mozarta z „Don Giovanniego” – „La ci darem la mano”. Żywny z nauczyciela zamienił się dosyć szybko w przyjaciela. Bliskiego sercu nie tylko własnego ucznia, ale całej jego rodziny. Bywał stałym gościem w salonie państwa Chopinów. W roku 1821 na świętego Wojciecha Fryderyk dedykował swojemu nauczycielowi poloneza as-dur. Ten, wydany dopiero w 1901 roku, utwór jest pierwszym, jaki znamy z rękopisu samego kompozytora. Rękopisu napisanego niezwykle elegancko, wszak był prezentem imieninowym. Przez całe życie starego nauczyciela, Fryderyk w listach pisanych do rodziców i sióstr prosił o przekazanie mu serdecznych pozdrowień. 

Poza Fryderykiem, uczniami Żywnego byli między innymi uczniowie Liceum Warszawskiego, także ci zamieszkujący na stancji prowadzonej przez państwa Chopinów. Pobierały u niego również lekcje młodsze ich córki, Izabella i Emilka. To dla reszty podopiecznych był zarezerwowany pewien przedmiot. Jeden z jego uczniów wspominał go w taki sposób: „nosił Żywny zawsze w pogotowiu niemałych rozmiarów ołówek czworokanciasty; poprawiał nim napotykane w nutach pomyłki, a czasami po palcach lub głowie karcił mniej pojętnych lub nieuważnych uczniów.” 

Nie wszystkim, jak się okazuje, udało się skorzystać z tej nauki. Zdarzali się również oporni. Tacy, jak, nieco starszy od Fryderyka, Andrzej Edward Koźmian, który napisał później: „Dobry staruszek Żywny, który i mnie także uczył i nie nauczył grać na fortepianie, był to może jeden z najpośledniejszych nauczycieli muzyki w Warszawie. Przecież Chopin był jego uczniem, co dowodzi, że aby być swojego rodzaju Aleksandrem Wielkim, niekoniecznie trzeba mieć Arystotelesa na mistrza”. 

Żywny był również kompozytorem. Pisał utwory na fortepian, skrzypce, a nawet dzieła orkiestrowe. Jednak niechętnie myślał o wydaniu ich drukiem. Dlatego niewiele jego kompozycji zachowało się do naszych czasów. Jednym z nich jest polonez C-dur. 

Wojciech Żywny zmarł w Warszawie 21 lutego 1842 roku. Spoczywa na Starych Powązkach, w kwaterze nr 12 (rząd 2, grób 19). 

 Andrzej Papliński 

13 maja 2020 roku
domena publiczna
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 190666