ŁYŻKA CZYLI CHILLI TYM RAZEM NA URSYNOWIE

Wystawa „Polak potrafi” grupy Łyżka Czyli Chilli, którą mieliśmy okazję oglądać już kilkakrotnie w różnych miejscach Warszawy, tym razem pojawiła się na Ursynowie. Portrety fotograficzne 6 polskich muzyków upozowanych na PRL-owskich stachanowców zawisły na ogrodzeniu jednej z posesji przy ulicy Roentgena, tuż przy skrzyżowaniu z uliczką Makolągwy. Wystawa w założeniu miała ożywić okolicę, sprowokować mieszkańców osiedla i klientów zmierzających do pobliskich sklepów do rozmyślania i dyskusji. Czy jednak spełni te nadzieje? Obawiam się, że nie. Nie jest to bowiem odpowiednie miejsce na realizację wystawy, w której liczą się nie tylko same fotografie, ale również opis do nich. To właśnie dlatego pokazano twarze muzyków w sposób, w jaki w latach 50. przedstawiano fotografie przodowników pracy. Komentarz o wykonanym planie w 300% zastąpiono zaś absurdalnymi tekstami typu: „Przejechał odcinek Międzyborze – Tłuczeń saniami zaprzężonymi w 90 chomików” albo „Obieraczką do ziemniaków obrał rzepę w 19 sekund”. Ta wystawa to jedna wielka prowokacja, to granie na emocjach, to zaproszenie do dyskusji. Zawieszona na sąsiedzkim płocie przy ruchliwej ulicy, na której praktycznie nie ma przechodniów, czasem tylko pojawi się jakiś rowerzysta, za to ścigają się między sobą klienci pobliskiego hipermarketu, to jakieś nieporozumienie. W dodatku sposób prezentacji jest równie dyskusyjny. Zawieszone blisko siebie zdjęcia giną przytłumione przez zieleń przelewającą się przez ogrodzenie. Nie ściągają niczyjego wzroku. Pozostaje we mnie niestety przykre wrażenie, że „para poszła w gwizdek”. 

Jak najbardziej należy przyklasnąć oddolnym inicjatywom, które chcą zmienić nasze otoczenie, pobudzić nas do działania, ożywić nasze małe ojczyzny. Tylko warto się przy tym zastanowić, jak to zrobić skutecznie. Najlepszy nawet pomysł można w praktyce zamordować. A dobrymi chęciami wszak piekło jest wybrukowane. Chociaż w głębi duszy tli się we mnie iskierka nadziei, że właśnie ten sposób realizacji i w tym właśnie miejscu, to po prostu kij wetknięty w mrowisko, który może zapoczątkuje lokalną dyskusję i za kilka miesięcy następna wystawa powali nas na kolana. 

Andrzej Papliński 

13 czerwca 2020 roku
Fot. Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Liczba odwiedzin: 192653