ZADUSZKOWE WSPOMNIENIE 2020 

„Rodzimy się , umieramy, a życia wciąż wystarcza” – te słowa Barbary Niechcicowej z filmu „Noce i dnie” najlepiej pasują do tego jedynego w roku święta, dnia Zaduszek.

Co roku wspominamy naszych zmarłych, bliskich, znajomych, także tych, których znamy z życia publicznego, aktorów, ludzi kultury, tych których znaliśmy i ceniliśmy. Jednak zawsze z największym smutkiem mówimy o tych, którzy odeszli ostatnio. 

Tym wspomnieniem kilku postaci chcemy oddać hołd i podziękować im wszystkim za to, co dla nas robili, za ich talent i pracę. 

16 lutego zmarł Jerzy Gruza, człowiek, bez którego nasza telewizyjna rozrywka byłaby bardzo uboga. Już w początkach swojej kariery wraz z Bogumiłem Kobielą i Jackiem Fedorowiczem stworzył kilka seryjnych programów rozrywkowych jak „Poznajmy się” czy „Małżeństwo doskonałe”. Jerzy Gruza był reżyserem i scenarzystą. Dla telewizji zrealizował również wiele spektakli Teatru Telewizji. Zapamiętamy go jednak z hitów serialowych lat 60. i 70. jak „Wojna Domowa”, „Czterdziestolatek” i nakręcony na fali jego powodzenia „Czterdziestolatek – 20 lat później”. Zrealizował także kilka pełnometrażowych filmów fabularnych, m.in. „Dzięcioł” i „Motylem jestem – czyli romans Czterdziestolatka”. 

Kilka dni później pożegnaliśmy aktora młodszego pokolenia – Pawła Królikowskiego, związanego długi czas z Wrocławiem, gdzie jako twórca rozrywkowego programu dla dzieci „Truskawkowe studio” przez 10 lat bawił młodych widzów i napisał setki piosenek do tego programu. Po okresie pracy w Łodzi i Wrocławiu ostatnie kilkanaście lat pracował w Warszawie, gdzie oprócz pracy aktorskiej w teatrze zajmował się dubbingiem. Zapamiętamy go jednak z ról serialowych szczególnie lubianego „Ranczo” oraz „Na dobre i złe”. W ostatnich latach życia pełnił funkcję prezesa ZASP. 

Zaistniała wiosną pandemia zakłóciła pożegnanie zmarłego w marcu Emila Karewicza. Jego pogrzeb odbył się dopiero trzy miesiące później, po koniec czerwca. Ten znakomity i bardzo lubiany aktor, którego pamiętamy sprzed 60 lat jak króla Władysława Jagiełłę w superprodukcji Aleksandra Forda „Krzyżacy”, został niestety przez wielu widzów zaszufladkowany jako Hermann Brunner ze „Stawki większej niż życie”, a przecież miał za sobą długą 60-letnią karierę aktorską. 

Kolejną wielką stratą naszej kultury było odejście w lipcu bardzo lubianego aktora, reżysera i dyrektora teatrów, Andrzeja Strzeleckiego. Był także scenarzystą, prezenterem telewizyjnym. Wiele lat był aktorem, dyrektorem Teatru Rampa. Jednocześnie wykładowca akademicki i rektor Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza. Był reżyserem wielu widowisk, festiwali i koncertów. Przez wiele lat grał w jednej z pierwszych telenowel „Klan”. Jako sportowiec był zapalonym miłośnikiem golfa. 

Z osób życia publicznego wspomnijmy Henryka Wujca, działacza KOR, represjonowanego w czasach PRL. Był uczestnikiem strajków sierpnia ’80 na Wybrzeżu i współzałożycielem NSZZ „Solidarność”. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. Po 1989 roku był posłem przez 3 kadencje. 

W sierpniu straciliśmy piosenkarza, którego piosenki śpiewała cała Polska: „Puste koperty”, „Żółte kalendarze”, „Nigdy więcej”. Jako nastolatkowie ganialiśmy za pocztówkami dźwiękowymi z Kormoranami. 20 sierpnia zmarł Piotr Szczepanik, związany z Lublinem, gdzie na uroczystości pogrzebowej w katedrze kwartet smyczkowy zagrał jeden z jego największych hitów – „Kochać”. Mimo tych związków, pochowany został na Powązkach. Jednak w Warszawie zapisał piękny rozdział swojej działalności artystycznej w trudnej sytuacji lat 81-89. Wraz z NSZZ Solidarność i wieloma wybitnymi postaciami kultury organizował Festiwal Piosenki Prawdziwej, a następnie przez kilka lat po stanie wojennym był współorganizatorem koncertów w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Na tej scenie odbyło się setki koncertów, recitali, wieczorów poezji i muzyki o wysokim poziomie artystycznym. Adres „ul. Solec 61” przez wiele lat był oazą wolności i niezależności. Pierwszy koncert „Bogurodzica, Ojców moich śpiew” był ogromnym sukcesem Szczepanika i był wielokrotnie powtarzany. 

Ostatnie dni to kolejne smutne wiadomości. Tuż przed świętem zmarłych odeszli Andrzej Pszoniak, Wanda Polańska i Agnieszka Fatyga. 

Andrzej Pszoniak, wybitny aktor teatralny i filmowy, od wielu lat bawił nas i wzruszał. Znany w Polsce i Francji. Któż nie pamięta „Ziemi obiecanej” Wajdy i słynnej sceny spotkania Żyda, Polaka i Niemca, czyli Pszoniaka, Olbrychskiego i Seweryna. Jego tekst: „Ja nie mam nic, ty nie masz nic i ty nie masz nic. W sam raz mamy tyle, aby założyć fabrykę” wszedł do historii kina. Był także aktorem kabaretu „Pod Egidą”, pamiętany z wielu zabawnych skeczów. Po studiach w Krakowie aktor teatru Starego, po przeniesieniu do Warszawy występował w Powszechnym i Narodowym. Zagrał przez ponad pół wieku w wielu dziesiątkach filmów. 

Wanda Polańska to znakomita sopranistka, przez wiele lat primadonna Operetki Warszawskiej. Początki kariery po studiach to występy w Operetce Śląskiej, a od 1963 występowała w Warszawie. Znana jest także z występów koncertowych na wielu scenach Europy oraz USA i Kanady. Pozostawiła dziesiątki nagrań płytowych. 

Agnieszka Fatyga była osobą o wielu talentach. Ukończyła warszawską Akademię Teatralną, wydział operowy Akademii Muzycznej, ponadto posiadał dyplom pianistki u profesora Jasińskiego, znanego nauczyciela laureatów konkursu Chopinowskiego. Była aktorką teatrów „Narodowego” i „Ateneum”. Oprócz tego prowadziła działalność estradową, jako śpiewaczka i pianistka. 
DS

W tym roku, w innej atmosferze spędzamy Święto Zmarłych. Puste cmentarze, zamknięte szczelnie bramy, ani żywej duszy. Spójrzmy na te smutne obrazki oraz na dawne Zaduszki. Oby to, co zdarzyło się w tym roku, w listopadzie, było tylko złym wspomnieniem. 

Franciszek Trynka 

2 listopada 2020 roku          
.
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 352915