IMPRESJE POWĄZKOWSKIE:  Życie z mikrofonem

Igrzyska Olimpijskie, mimo dochodzących głosów za oraz przeciw, niewątpliwie stanowią wielkie święto światowego sportu. Ważną rolę odgrywają wtedy ci, którzy nam je przekazują – dziennikarze i komentatorzy sportowi.

Kilka dni temu przeszły do historii kolejne, XXXIII Igrzyska Olimpijskie. Tym razem inne niż wszystkie, opóźnione o rok z powodu pandemii, rozgrywane z licznymi rygorami i obostrzeniami. Choć w historii olimpiad wiele się zmieniło: liczba uczestników, ilość dyscyplin, sportowe możliwości techniczne, sposoby przekazu z zawodów, to jedna rzecz pozostaje niezmienna. Dla startujących zawodników to ogrom przeżyć, satysfakcja z reprezentowania barw narodowych, a ich szczytem jest uhonorowanie medalem olimpijskim.

Igrzyskom zawsze towarzyszyli reporterzy – dziennikarze. Zmieniały się sposoby łączności. Przed blisko stu laty, gdy w 1924 roku w Paryżu reprezentacja Polski wystąpiła po raz pierwszy, wystarczyć musiał telegraf i telefon. Z tych krótkich informacji korzystała prasa. Później doszło radio, a od olimpiady w Rzymie w 1960 roku, kibice w Polsce mogą oglądać olimpiadę w swoich telewizorach. Tę rzymską w czasie rzeczywistym, ale następną, zorganizowaną w 1964 roku po przeciwnej stronie globu, czyli w Tokio nagrywaną na taśmach magnetowidowych przesyłanych do Polski drogą lotniczą. Dopiero od roku 1968, czyli od olimpiady w Meksyku, dzięki rozwojowi łączności satelitarnej, mogliśmy oglądać na żywo wszystkie igrzyska, także te rozgrywane za oceanem.

Dziś, gdy olimpiadę przekazuje kilka stacji telewizyjnych, w tym w sieci kablowej na wielu kanałach, reporterzy telewizyjni pozostają często anonimowi. Rzadko który kibic potrafi wymienić jakieś nazwiska. Mamy jednak w historii polskiego dziennikarstwa sportowego postacie wybitne, które zapisały się w pamięci miłośników sportu, a także w historii radia i telewizji.
Bohdan Tomaszewski
Bohdan Tomaszewski, człowiek – legenda. Przed wojną z sukcesami uprawił tenis ziemny, osiągając wicemistrzostwo Polski juniorów. Reprezentował Klub Sportowy Warszawianka. Podczas wojny żołnierz AK, uczestnik powstania warszawskiego. Po wojnie, przez kilka pierwszych lat uprawiał sportowe dziennikarstwo prasowe, by w 1955 roku trafić do radia, a następnie do telewizji. Był prawdziwym czarodziejem mikrofonu, barwnymi opisami wzbogacał swoje relacje. Komentował łącznie 12 olimpiad letnich i zimowych w latach 1956 - 1980. Wystąpił kilka razy w filmie, grając często samego siebie (m.in. „Mąż swojej żony”,”Motodrama”, „Wojna domowa”, ”Krajobraz po bitwie”). Mało znany jest fakt, że był również pisarzem oraz autorem scenariuszy filmowych (filmy: Bokser”, „Czekam w Monte Carlo”). Po pierwszej tokijskiej olimpiadzie w 1964 roku Japończycy, z uwagi na ówczesne niedoskonałości transmisji telewizyjnych zrealizowali pełnometrażowy kolorowy film dokumentalny, który był wyświetlany na całym świecie. Trafił on także na nasze ekrany. Polski komentarz napisał Bohdan Tomaszewski. Był on również narratorem filmu. Gdy w 1981 roku ogłoszono stan wojenny Tomaszewski odmówił współpracy z mediami. Do pracy w telewizji powrócił dopiero w niepodległej Polsce, w 1989 roku.

Bohdan Tomaszewski, zmarły przed sześciu laty, w wieku 94 lat, spoczął w rodzinnym grobie na Starych Powązkach, natomiast kolejnych bohaterów dzisiejszych wspomnień napotkamy na Powązkach Wojskowych.
Zdjęcie: Marian Gadzalski, domena publiczna
Zdjecie: Franciszek Trynka
Jan Ciszewski
W porównaniu z długim życiem zawodowym Bohdana Tomaszewskiego, dziennikarska kariera Jana Ciszewskiego była znacznie krótsza, przedwcześnie zakończona chorobą nowotworową i śmiercią w wieku zaledwie 52 lat. On również w młodości był czynnym zawodnikiem. Pochodził z Sosnowca. Śląsk był wówczas jednym z ważnych ośrodków szkoleniowych sportu żużlowego. Nieszczęśliwy wypadek na torze, w efekcie jedna noga krótsza o 12 cm, przekreśliły jego marzenia o sporcie wyczynowym. Jako kibic miejscowej drużyny piłkarskiej, zaczął się udzielać jako komentator na stadionie. Obdarzony talentem reporterskim został zauważony i otrzymał propozycję pracy w Polskim Radio Katowice. Prowadził relacje z zawodów piłkarskich oraz żużlowych. Pod koniec lat 50., gdy powstał ośrodek TVP Katowice, jako komentator zaistniał także na antenie ogólnopolskiej, co wkrótce zaowocowało przeniesieniem do Warszawy, do redakcji sportowej TVP.

Ciszewski pracował w Warszawie zaledwie 10 lat, ale był to okres największych sukcesów piłkarskiej kadry trenera wszech czasów – Kazimierza Górskiego. Jan Ciszewski stał się etatowym komentatorem telewizyjnym naszych piłkarzy. Seria zwycięstw rozpoczęła się złotym medalem olimpijskim w 1972 roku, kiedy to w finale pokonaliśmy Węgrów 2:1. Wzruszony Ciszewski, po końcowym gwizdku sędziego, wypowiedział takie słowa: „Mój Boże, cóż ja mam państwu powiedzieć, 20 lat na to czekałem”. Krótko po tym przyszedł Mundial w Niemczech w 1974 roku i pamiętny zwycięski mecz z Brazylią o trzecie miejsce. Udział w mistrzostwach poprzedził niezapomniany zwycięski remis z Anglią na Wembley. Nic dziwnego, że apetyty Polaków urosły to takiego poziomu, że po zdobyciu tylko (!) srebrnego medalu na Olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku, w atmosferze powszechnego niedosytu, Kazimierz Górski zrezygnował z funkcji trenera reprezentacji, którą dalej poprowadził Jacek Gmoch. Oprócz tych dwu olimpiad i Mundialu ’74, Ciszewski relacjonował wiele meczów klubowych pucharów Europy, w których największym sukcesem był finał rozegrany przez drużynę Górnika Zabrze z Manchesterem City. Ostatnią międzynarodową imprezą, którą dziennikarz komentował, już ciężko chory, były mistrzostwa świata w Hiszpani w 1982 roku, związane z początkiem kariery Zbigniewa Bońka. Zwycięski mecz polskiej reprezentacji o brązowy medal z Francją, był jednocześnie ostatnim, który przekazywał Jan Ciszewski. Zmarł kilka miesięcy później w listopadzie 1982 roku.
Zdjęcie: Mirosław Stankiewicz, domena publiczna
Zdjęcie: Franciszek Trynka
Wojciech Zieliński
Trzeci ze wspominanych dzisiaj olimpijskich komentatorów Telewizji Polskiej zapamiętany został szczególnie przez kibiców siatkówki. Wspomniane powyżej Igrzyska w Montrealu w 1976 roku okazały się największym w historii polskiej reprezentacji triumfem w dziedzinie gier zespołowych. Oprócz srebra piłkarzy, zdobyliśmy brąz w męskiej piłce ręcznej. Jednak ukoronowaniem sukcesów zespołowych było olimpijskie złoto zdobyte w siatkówce przez drużynę męską pod wodzą słynnego „kata” Huberta Wagnera. Turniej siatkówki relacjonował dla nas wtedy Wojciech Zieliński.

Do telewizji trafił on w wyniku konkursu na dziennikarza sportowego. Przez blisko 40 lat pracy dał się poznać nie tylko jako komentator imprez sportowych. Był również aktywnym inicjatorem i popularyzatorem sportu. Z Tomaszem Hopferem prowadził wiele masowych akcji, poczynając od pamiętnego "Biegu po zdrowie". Był komentatorem na 10 olimpiadach, poczynając od Montrealu po Atlantę w 1996 roku. Do historii przeszedł jego niezwykle żywiołowy komentarz finałowego meczu siatkówki w Montrealu, pomiędzy reprezentacją Polski a ZSRR. To niezwykle długie pięciosetowe spotkanie, zakończone zdobyciem przez naszą drużynę złotego medalu, trwało do wczesnych godzin rannych polskiego czasu, trzymając w napięciu miliony telewidzów. Trzeba wyjaśnić, że zawody w siatkówce rozgrywano wówczas według starych zasad. Co prawda sety grano do uzyskania 15 punktów, jednak liczyły się tylko punkty zdobyte przy własnej zagrywce. Piłka zdobyta przy zagrywce przeciwnika powodowała tylko tzw. przejście i dawała prawo do własnego serwisu. Przy tak wyrównanych drużynach powodowało to, że sety były nieraz bardzo długie. Miedzy innymi ten pamiętny mecz stał się przyczyną zmian w siatkówce, którą oglądamy obecnie, gdy każde zagranie kończy się punktem.

Komentarze Wojciecha Zielińskiego, zawsze niezwykle zaangażowanego w relacjonowane wydarzenie, przeszły do historii telewizji. Za relacje z olimpiady w Montrealu Zieliński został nagrodzony „Złotym Ekranem”. Zmarł nagle w czasie relacji z międzynarodowego turnieju siatkówki plażowej w Gdańsku w 2008 roku.
Zdjęcie: Franciszek Trynka
Tekst: Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 417264