BEKSIŃSKI. ODSŁONA DRUGA - KONESER

Szesnaście lat po tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego, jednego z najbardziej znanych na świecie współczesnych polskich malarzy, w Centrum Praskim Koneser zorganizowano dużą wystawę prac artysty. 

Organizatorami wystawy „Beksiński w Warszawie” są Muzeum Historyczne w Sanoku, Fundacja Nova Ars Poloniae, Galeria Beks.pl oraz Spatium Art. Tak dużą wystawę, bo liczącą 70 obrazów, można było zorganizować głównie dzięki Muzeum z Sanoka, któremu artysta pozostawił w spadku większość swoich dzieł. Niewątpliwymi atutami wystawy są obrazy dotychczas niewystawiane nigdzie, bo pochodzące z kolekcji prywatnych, oraz wydarzenia towarzyszące, jak pokazy filmów i spotkania z ludźmi znającymi twórcę.
Zdzisław Beksiński (1929 – 2005) na pewno zapisał się w historii sztuki jako jeden z najbardziej oryginalnych twórców. W malarstwie wytworzył swój własny, przechodzący różne fazy, styl, który trudno przypisać jednoznacznie do jakiegokolwiek z dwudziestowiecznych nurtów, ale też sięgał do eksperymentów z wykorzystaniem aparatu fotograficznego czy komputera. Zajmował się też rzeźbą różnie pojmowaną, rysunkiem czy grafiką. Gdyby nie przedwczesna tragiczna śmierć, pewnie doczekalibyśmy się wielu innych wybitnych dzieł. Artysta urodził się w Sanoku i tam się wychowywał. Tam też pracował jako projektant w Fabryce Autobusów. Studiował architekturę na politechnice w Krakowie. Swoją działalność artystyczną zaczynał od fotografii, ale też potem z niej nie rezygnował. Jako malarz zasłynął w 1964 roku po zorganizowanej przez krytyka sztuki, Janusza Boguckiego, wystawy jego obrazów. W 1977 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie spędził resztę życia. 

Nie można powiedzieć, że coś wyraźnie ukształtowało twórcę. Beksiński był niezależny, ale widać w jego obrazach zainteresowania architekturą, pokrewieństwo z barokiem, surrealizmem, abstrakcjonizmem czy formizmem, a także wpływ ponurej peerelowskiej rzeczywistości i piętno rodzinnych tragedii. Są na jego obrazach motywy śmierci, zniszczenia, ruin, otchłani, krzyży, kształty przypominające postacie ludzkie, ludzi skulonych, czołgających się, zniewolonych, schorowanych, zdeformowanych, obrazy przemocy, cierpienia, degeneracji, martwoty. I chociaż można się w pracach Beksińskiego dopatrzeć jakiegoś złudzenia optymizmu i nadziei w szczątkach promieni słońca czy przebłysków innego światła, to całość nie napawa optymizmem, nie budzi zadowolenia, nie jest przyjemne dla oka. Ale też to oko ludzkie jest dziwne, na pewno zaintrygowane i poruszone. 

Wystawa umieszczona w surowych przestrzeniach dawnej fabryki daje dodatkowe efekty. Sam Beksiński, który codziennie z okna swojego mieszkania widział socrealistyczne blokowisko, byłby zadowolony z takiego miejsca. Ekspozycję rozpoczyna obraz z wejściem do piekła. I wchodzimy w świat chaosu, świat rozkładu, z ludźmi przypominającymi – jak ktoś kiedyś napisał – „puste naczynia bez oczu i zębów”, świat pełen rupieci i potworów. Wystawa tak została skomponowana, że chwilę potem widzimy prace barwniejsze, jaśniejsze, ale nadal jest to obraz katastrofy i zniszczenia. Wszędzie coś wisi nad człowiekiem, ale nie ma nieba, a jak jest, to już nie ma człowieka.

Kiedy zwiedzałam wystawę w ciepły wakacyjny dzień, zwiedzała ją również grupka młodych chłopców, nastolatków. Nie biegli z przymusu do mety, ale stali przed obrazem i analizowali szczegóły (których u Beksińskiego jest mnóstwo), próbowali rozszyfrować niejasne drobiazgi, przedmioty, zastanawiali się, jaki można by nadać im tytuł, bo artysta nie tytułował prac. Byłam zaskoczona. A kiedy spytałam, dlaczego to robią, powiedzieli: „rozładowujemy baterie”.
Marta Chodorska
Fot. Kamil Śliwiński

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354786