PODPOWIADANKI: UHONOROWAĆ BEZIMIENNYCH

Szliśmy alejką parkową w kierunku fontanny. Za nią, już z daleka, widać było trzy arkady, jedyną pozostałość po dawnym pałacu Saskim.
- Ale gorąco! – poskarżył się Poldek, a Miśka mu zawtórowała – Ale gorąco! – pisnęła.
- Macie jeszcze wodę? – zapytałem.
- Mamy, ale i tak jest gorąco!

Co robić, iść dalej? Postanowiliśmy usiąść w cieniu i trochę odpocząć. Znalazła się, na szczęście, ławka tuż w pobliżu arkad, więc po kilku minutach, kiedy wydało mi się, że milczenie już zmęczyło bliźniaki, nieśmiało zacząłem mówić.
- Mam nadzieję, że wiecie co jest pod tymi arkadami.
- Grób Nieznanego Żołnierza – szybko powiedziała Misia, zanim Poldek zdążył otworzyć usta.
- To wszystko, co zostało z pałacu Saskiego – zrehabilitował się chłopiec.
- Zgadza się! – potwierdziłem. – Kiedyś ogród od placu oddzielał duży pałac. Wybudował go, jako swoją prywatną rezydencję, król August II zwany Mocnym, a powiększył jego syn, August III.
- Dlaczego nazywali go Mocnym?
- Podobno był tak silny, że łamał w rękach końskie podkowy – odpowiedziałem i zaraz się roześmiałem ubawiony komentarzem Poldka. - A może były kiepskiej jakości. Brakoroby!
- Tego nie wiem. Później, w czasach Fryderyka Chopina, w tym budynku mieściło się Liceum Warszawskie, w którym jego ojciec, Mikołaj, był profesorem języka francuskiego. I w jednym ze skrzydeł budynku rodzina Chopinów miała swoje mieszkanie. W 1817 roku pałac zajęło wojsko. Liceum musiało się przenieść w inne miejsce, do pałacu Kazimierzowskiego, gdzie dzisiaj mieści się rektorat Uniwersytetu. A na przełomie lat 30. i 40. XIX wieku, na zlecenie nowego właściciela pałacu, rosyjskiego kupca Iwana Skwarcowa, został on całkowicie przebudowany. Cały centralny korpus został zastąpiony wielką kolumnadą. W takiej formie dotrwał do 1944 roku. 29 grudnia tego roku Niemcy wysadzili go w powietrze. Częściowo ocalały tylko arkady, pod którymi przed wojną powstał Grób Nieznanego Żołnierza.

- A kim był ten nieznany żołnierz?
- Miśka! – żachnął się Poldek. – Skąd mamy wiedzieć, przecież był nieznany.
- Jedną rzecz o nim wiemy na pewno – odpowiedziałem. – Był jednym z tych, którzy polegli w walce, broniąc Lwowa przed wojskami bolszewickimi w 1920 roku.
- A widzisz – Miśka tryumfalnie zwróciła się do brata. – Jednak coś o nim wiadomo. A czy taki grób jest tylko w Warszawie? – tym razem zwróciła się do mnie.
- Nie, jest w wielu miastach. W samej Polsce mamy takie groby na przykład w Krakowie, Łodzi czy Radomiu. Pierwsze powstały w Paryżu i Londynie. Zresztą do tej pory Francuzi kłócą się z Brytyjczykami, kto był pierwszy.
- Jak to?
- Inicjatywa była francuska. Na dwa dni przed zakończeniem I wojny światowej, czyli 9 listopada 1918 roku francuski parlament uchwalił, że w drugą rocznicę kapitulacji Niemiec pod Łukiem Triumfalnym w stolicy zostaną złożone prochy nieznanego żołnierza, jednego z tych wszystkich Francuzów, którzy padli na polach bitew, a których tożsamości nigdy nie udało się ustalić. Dwa lata później, w cytadeli w Verdun, miejscowości, gdzie miała miejsce jedna z największych i najkrwawszych bitew I wojny, ustawiono osiem trumien. Na jednej z nich August Thin (czyt. tę), najmłodszy francuski ochotnik w czasie tej wojny, złożył trójkolorowy bukiet goździków.
- Czy to takie ważne, że trójkolorowy? – przyczepił się Poldek.
- Ważne, bo bukiet był w kolorach francuskiej flagi: niebieskim, białym i czerwonym. I to właśnie tę trumnę przewieziono do Paryża. Niestety, krypta pod Łukiem Tryumfalnym nie była jeszcze gotowa. Nieznany żołnierz spoczął więc na kilka miesięcy w Panteonie, wśród prochów największych Francuzów. Dopiero w styczniu następnego roku przeniesiono go na docelowe miejsce. Tymczasem Anglicy właściwie zaplanowali całą ceremonię i złożyli trumnę ze swoim nieznanym żołnierzem od razu tam, gdzie miał spoczywać, czyli w głównej nawie opactwa Westminster (czyt. łestminster) w Londynie.

- A nasz Grób? Kiedy powstał?
- Dopiero w roku 1925. Pierwszą przyczyną było to, że choć wojna światowa już się skończyła, ale Polacy musieli walczyć o swoje granice na wschodzie kraju. Traktat pokojowy z Rosją bolszewicką podpisano dopiero w marcu 1921 roku.
- To już od dwudziestego pierwszego można było stawiać pomnik, tzn. grób – stwierdził Poldek.
- Niby można było, ale ścierały się różne tendencje, różne koncepcje, jak miałoby takie mauzoleum wyglądać. Najpierw powstał Komitet Uczczenia Poległych 1914 – 1920 pod przewodnictwem premiera rządu. Postanowiono zrealizować projekt kapliczki w katedrze św. Jana na Starym Mieście. Pominięto jednak głosy społeczeństwa, które chciało wzniesienia raczej czegoś wielkiego, monumentalnego, co symbolizowałoby nie tylko polską ofiarę z życia żołnierzy w XX wieku, ale również ich poświęcenie dla ojczyzny w XIX wieku, podczas walk niepodległościowych. Wyrazem niezadowolenia z tego pierwszego projektu był fakt, iż nie udało się zebrać wśród społeczeństwa odpowiedniej kwoty, mimo iż była niewielka. I choć kapliczka jednak powstała, nie zakończyło to sprawy dużego monumentu.
- Jak to?
- Równolegle z komitetem działała grupa wyższych oficerów wojska polskiego, która wspólnie z członkami stowarzyszenia Polski Żałobny Krzyż również szukała sposobu uczczenia nieznanych żołnierzy. Prowadzili oni skuteczną akcję propagandową, czy też może promocyjną wśród społeczeństwa, co w rezultacie przyniosło sporą kwotę na budowę pomnika. Jednocześnie prowadzona była dyskusja na temat jego formy. Myślano np. o usypaniu w okolicach Cytadeli wielkiego kopca. Takie luźne dyskusje i działania zakończyły się w roku 1923. 30 listopada, na polecenie prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego, powołany został przez Ministerstwo Spraw Wojskowych Tymczasowy Komitet Organizacyjny Budowy Pomnika Nieznanego Żołnierza. Rząd był jednak w kłopotach finansowych, szalała bowiem wówczas hiperinflacja. Wyobraźcie sobie, że w roku 1918 jeden dolar kosztował 9 marek polskich (taka wówczas obowiązywała w Polsce waluta), a cztery lata później aż… 6 milionów marek! Ratunek widziano w zbiórce społecznej. Wprawdzie ludzie też byli biedni, ale jeśli miliony rodzin ofiarowałyby kilka lub kilkanaście marek, docelowa suma mogła być osiągnięta.

- I udało się?
- Nie od razu. Na prawie cały rok 1924 zaległa cisza. Nic się nie działo, gazety nic na ten temat nie pisały… I nagle, 2 grudnia, z samego rana, na placu Saskim pojawiła się jakaś ciężarówka. Zatrzymała się przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego, stojącego wówczas przed pałacem. Nieznani mężczyźni zdjęli z platformy kamienną płytę wykonaną z piaskowca. Był na niej wyryty krzyż oraz napis „Nieznanemu Żołnierzowi / poległemu za Ojczyznę”. Płyta została przed cokołem pomnika księcia Pepi, a ciężarówka zniknęła.
- Wykryło się potem, kto to był? – dociekał Poldek.
- Okazało się, że płytę wykonano w zakładach kamieniarskich Romana Lubowieckiego, za całe za tysiąc złotych. Wtedy była to masa pieniędzy. Ale na tym dziennikarskie śledztwo utknęło. Nie udało się odkryć, kto płytę ufundował, kto za nią zapłacił.
- To do dzisiaj nie wiadomo? – tym razem dopytywała się Miśka.
- Najpierw sądzono, że zapłacił za nią wielki polski pianista i szef pierwszego polskiego rządu utworzonego w 1919 roku, Ignacy Paderewski, ale okazało się to plotką. Cztery lata później wyszło na jaw, że płytę wykonano na zlecenie tzw. Zjednoczenia Polskich Stowarzyszeń Rzeczypospolitej.
- I potem już ruszyło z kopyta? – dociekał Poldek.
- Prawie ruszyło z kopyta. Był jeszcze dalszy ciąg dyskusji o umiejscowienie pomnika, ale w końcu przeważył fakt złożenia płyty przed pałacem Saskim i podjęto decyzję, że właśnie tam, w centralnej części kolumnady, zostanie stworzony Grób Nieznanego Żołnierza.
- A skąd się wzięły prochy tego żołnierza?
- Ze Lwowa. To tam, na cmentarzu Orląt, rozkopano sześć grobów podpisanych „Tu leży Nieznany Obrońca Lwowa”. Miały być wybrane tylko trzy, ale w pierwszych dwóch nie znaleziono żadnych oznak, że leżą w nich żołnierze, w trzeciej zaś mogile odkryto zwłoki kaprala, ale austriackiego. W kolejnych dwóch natrafiono na strzępy polskich mundurów z odznakami sierżanta i kaprala, a w trzeciej na zwykły szynel i czapkę maciejówkę z orzełkiem. Spośród tych trzech ostatnich trumien trzeba było wybrać tę jedną, która miała pojechać do Warszawy. Wyboru dokonała pani Jadwiga Zarugiewiczowa, matka żołnierza poległego na dalekich przedpolach Lwowa i pochowanego w nieznanym miejscu. Wybrana trumna przewieziona specjalnym pociągiem do Warszawy została złożona do Grobu 2 listopada 1925 roku o godzinie 13. Uroczystości rozpoczęte mszą w katedrze św. Jana trwały przez kilka godzin. Było to wielkie wydarzenie patriotyczne, które zapadło w pamięci warszawiaków.
- O, zbliża się 13. Miśka lecimy na zmianę warty – krzyknął Poldek i zerwał się z ławki. Miśka pobiegła za nim. Zostałem sam. I myślałem, ale nie o tym Nieznanym Żołnierzu. Nie, myślałem o pani Zarugiewiczowej. Czy udział w tym wielkim symbolicznym i patriotycznym wydarzeniu choć trochę ukoił jej ból po stracie syna? W dali, wśród głów innych dzieci, widziałem czapki bliźniaków. Co by było, gdyby…?


Pałac Saski w XVIII wieku
Msza w roku 1937 przed przebudowanym pałacem Saskim. Narodowe Archiwum Cyfrowe. Domena publiczna
Stan Grobu Nieznanego Żołnierza tuż po wojnie. Narodowe Archiwum Cyfrowe. Domena publiczna
Grób Nieznanego Żołnierza dzisiaj.
Fot. Sabina Chyla
Andrzej Papliński

Zapraszamy do czytania poprzednich podpowiadanek:

JAK TO Z SYRENKĄ BYŁO...

Chodzicie z dziećmi po mieście. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat...

SYRENKA Z KATEDRY

Szliśmy ulicą Świętojańską. Miśka i Poldek, jak zwykle, ciągnęli mnie do ich ulubionych lodów...

CHRYSTUS OD FARY

Lody lodami, ale w końcu znaleźliśmy się w środku katedry św. Jana. Przeszliśmy obok kaplicy – mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego i poszliśmy w kierunku kaplicy Baryczkowskiej...

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się ...

LATARNIE NA DACHACH...

Ruszyliśmy szukać wielkiego stawiacza min. Żeby wyjść poza mury obronne miasta musieliśmy przejść przez rynek....

BRAMA BRAMIE...

Wyszliśmy z rynku i ulicą Nowomiejską ruszyliśmy w stronę barbakanu. Zatrzymałem się tuż przed nim...

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH 

Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką...

POGODA NA ULICY PIWNEJ

Weszliśmy w ulicę Wąski Dunaj, po minucie minęliśmy po lewej stronie Szeroki Dunaj, który kiedyś odgrywał również rolę rynku...

STAROMIEJSKIE GOŁĘBIE

Ulicą Piwną poszliśmy w kierunku placu Zamkowego. Po drodze minęliśmy kamienicę, w której kiedyś mieszkał aktor...

PIWNA CZY TO PTASIA

Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale czy był z pisklętami...

FRYCEK NA COKOLE

Alejami Ujazdowskimi szliśmy w stronę głównej bramy parku łazienkowskiego. ...

DLACZEGO NIE TUTAJ

Miałem już zamiar odejść od pomnika Fryderyka Chopina, ale Poldek zatrzymał mnie krótką uwagą...

ORANŻERIA CZY GALERIA? 

 Skierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na dół, na tyły Starej Pomarańczarni.

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 

NO, CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu...

DOOKOŁA WODY

Bliźniaki oblizywały się po zjedzonych gofrach, ja płaciłem rachunek, a wokół kręciły się gromadki wróbli kłócących się o okruchy z ciastek...

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem odezwałem się tajemniczo zniżając głos...

KARMIĆ I NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”...

CO MA KOLEJ DO OBRUSA?

Co ma starożytna Grecja do obecnej kolei? Czym była droga żelazna? Czemu szyny mają taki a nie inny rozstaw? Miśka i Poldek na tropie kolejowych tajemnic.

A GDZIE TEN DWORZEC?

Przyglądałem się Poldkowi. Wyraźnie coś go intrygowało. I rzeczywiście… za chwile wszystkie wątpliwości miały się rozwiać...

JAK TO Z CZASEM BYŁO

Czy pociągi zawsze jeździły po dwóch torach? Jak liczono czas w podróży transsyberyjskiej? Poldek i Misia zgłębiają problem względność czasu.

POCIĄGOWA MATEMATYKA

Czy oglądając parowozy można zajmować się szyframi? Okazuje się, że można. Poznajcie wybitnych deszyfrantów, Miśkę i Poldka. 

PODPOWIADANKI:
NAJWYŻSZY CZY NIE?

Tym razem Misia i Poldek muszą się zmierzyć z zagadką, który budynek w Polsce jest najwyższy. Wbrew pozorom odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

PODPOWIADANKI:
ARRASY CZY GOBELINY?

Czy w Zamku Królewskim można spotkać okrutne gobliny? Tym razem, Miśka i Poldek, uciekając przed burzą szukają schronienia w siedzibie króla Stasia...

PODPOWIADANKI:
W PRZEDPOKOJU U KRÓLA

Dziś bliźniaki poznają różnicę między własnym przedpokojem a królewską antyszambrą... 

PODPOWIADANKI:
KRÓL OCZEKUJE

Misia i Poldek dowiadują się, czy można usiąść po prawicy króla na jego tronie i jak ratować ścienne malowidła przez bombardowaniem.

PODPOWIADANKI: 
KRÓL OCZEKUJE

O pudelmantlu, muchach na nosie i małym łóżku, które okazuje się duże. Misia i Poldek buszują dzisiaj po apartamentach Stanisława Augusta.

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 354762