POCZĄTEK ZŁA

Atmosfera gęstniała od miesięcy, od tygodni mówiło się o nieuchronnej wojnie, od kilku dni Polacy się do niej szykowali, a przecież pierwsze działania hitlerowskiej armii zaskoczyły wszystkich.

Na Warszawę pierwsze bomby spadły 1 września, o godzinie 6.45. Niemieckie samoloty zbombardowały lotnisko i Państwowe Zakłady Lotnicze na Okęciu, oraz osiedle mieszkaniowe na Kole.

Tego dnia prasa oraz radio upubliczniły tekst orędzia do narodu prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego: „Nocy dzisiejszej odwieczny wróg nasz rozpoczął działania zaczepne wobec Państwa Polskiego, co stwierdzam wobec Boga i historii.  W tej chwili dziejowej zwracam się do wszystkich obywateli Państwa w głębokim przeświadczeniu, że cały Naród w obronie swojej Wolności, Niepodległości i Honoru, skupi się dookoła Wodza Naczelnego i Sił Zbrojnych oraz da godną odpowiedź napastnikowi, jak to się już nieraz działo w historii stosunków polsko niemieckich. Cały Naród Polski, pobłogosławiony przez Boga, w walce o swoją świętą i słuszną sprawę, zjednoczony z Armią, pójdzie ramię przy ramieniu do boju i pełnego zwycięstwa”.
Na murach domów pojawiły się plakaty mobilizacyjne, a obok nich zarządzenie ministra spraw wojskowych i ministra spraw wewnętrznych o stanie wojennym. Na ich mocy zawieszono, m.in. prawo wolności osobistej, rękojmię nietykalności mieszkania, wolności słowa, tajemnicę korespondencji i wolność zrzeszeń.

Mimo to, w wyniku być może wcześniejszych akcji propagandowych (hasło – SILNI, ZWARCI, GOTOWI rzucało się w oczy na wielu plakatach wzywających do publicznych zbiórek na wyposażenie armii) i buńczucznym zapewnieniom wodza naczelnego, iż „płonne są rachuby na słabość Polski jej wrogów. (…) Nie tylko nie damy całej Polski, ale nawet guzika”, większość obywateli miasta, po pierwszym szoku, przyjęło spokojnie fakt rozpoczęcia wojny. Władysław Szpilman wspominał później: „Pośród ludzi nie znać było popłochu. Nastrój wahał się między zaciekawieniem przed tym, co nastąpi, i zdziwieniem, że tak właśnie wszystko się rozpoczęło”. Ten względny spokój miał również swoją przyczynę w fakcie prowadzonych już od tygodni przygotowań do obrony miasta, co miało świadczyć o „trzymaniu ręki na pulsie” przez władze rządowe i miejskie. Już w połowie czerwca weszło w życie zarządzenie prezydenta Warszawy w sprawie obrony przeciwlotniczej. 24 sierpnia, po podpisaniu układu Między III Rzeszą a ZSRR, zwanym (od nazwisk ministrów spraw zagranicznych obu państw) układem Ribbentrop – Mołotow, Stefan Starzyński wydał odezwę wzywającą mieszkańców do kopania rowów przeciwlotniczych. Po porannym nalocie, który był zaskoczeniem dla wszystkich, zarządzono ostre pogotowie obrony przeciwlotniczej, a na murach domów pojawiły się plakaty z instrukcjami dla ludności cywilnej. Tego dnia, niemieckie bombowce jeszcze raz nadlecą nad stolicę…

Dla prezydenta Starzyńskiego bardzo ważną rzeczą tego dnia była sprawa skompletowania personelu we wszystkich wydziałach urzędu miasta. Część pracowników podlegała przecież mobilizacji. Na szczęście, wielu emerytowanych urzędników odpowiedziało na wcześniejsze wezwanie prezydenta o stawienie się do pracy. Pełna obsada była konieczna, aby móc zapewnić funkcjonowanie miasta w zaistniałych nowych warunkach.
W tej gorączkowej atmosferze, mieszance strachu i hurraoptymizmu, życie w mieście wydawało się biec normalnym torem.

Na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się tradycyjna ceremonia przekazania władzy przez prof. Włodzimierza Antoniewicza nowo obranemu rektorowi prof. Jerzemu Modrakowskiemu.

Kina zapraszają, jak każdego dnia na seanse filmowe. Kino „Napoleon” przy pl. Trzech Krzyży wyświetla szpiegowską opowieść produkcji francuskiej pt. „Szyfr 413” ze znakomitą śpiewaczką Gittą Alpar i Julesem Berry. W „Coloseum” przy Nowym Świecie budził grozę „Pies Baskerwillów”, najnowsza brytyjska wersja z Basilem Rathsbonem w roli Sherlocka Holmesa. Także kino „Uciecha” przy ul. Złotej oferowało francuski film akcji kręcony nad Morzem Śródziemnym pt. „Niebezpieczna miłość”, z uroczą Eudvige Feuillère w roli herszta szajki przemytników. Z kolei do „Bałtyku” przy ul. Chmielnej przyciągało widzów jak magnes nazwisko Shirley Temple występującej w głównej roli w obrazie „Mała księżniczka”, reklamowanej słowami „po raz pierwszy w dramacie”.

Także teatry nie próżnowały. Po wakacyjnej przerwie Teatr Narodowy wystawił „Wesele Fonsa”, krotochwilę z Jerzym Rolandem w roli tytułowej. W Teatrze Polskim, jak pisał „Kurjer Warszawski” – „stale zapełniająca widownię » Genewa « Shaw’a”. Teatr Mały proponował wymyślną komedię pt. „Ostrożnie, świeżo malowane” autorstwa René Fauchois. Większość jednak scen warszawskich tego dnia była nieczynna, przygotowując się do premierowych spektakli zaplanowanych na dzień następny. Należały do nich: Teatr Nowy („Baba-dziwo” Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej ze Stanisławą Wysocką), Teatr Letni („Serce w rozterce, czyli ślusarz-widmo" Johanna Nepomuka Nestroy, w przekładzie Juliana Tuwima w reż. Leona Schillera), czy teatrzyk ALI-BABA szykujący sensacyjną premierę rewii satyry politycznej autorstwa Juliana Tuwima, Mariana Hemara oraz Andrzeja Własta. Na 2 września planował także swój powrót z nowym teatrem FIGARO znakomity konferansjer i reżyser Henryk Jarossy…
Kadr z przedwojennego filmu "Pies Baskerwillów" z Basilem Rathsbonem
Sklepy funkcjonowały normalnie, zaopatrzenie było „przedwojenne”. Choć obroty w nich podskoczyły, ale nie widać było jeszcze paniki zakupowej czy spekulacyjnego wzrostu cen. To miało dopiero nadejść.

Restauracje i kawiarnie gościły warszawiaków, jak zwykle chętnych do komentowania bieżących wydarzeń. Przy aromatycznej mokce i kremowym ciasteczku łatwiej było zapomnieć o grożącym niebezpieczeństwie, zachwycać się odwagą polskich pilotów odpędzających wrogie bombowce znad miasta, bohaterstwem oddziałów, które przecież nie dopuszczą Niemców aż do samej stolicy, i roztropnością generałów dowodzących obroną Warszawy. Mało kto wówczas zdawał sobie sprawę z prawdy oraz z faktu, że wojna w nowej, hitlerowskiej odsłonie, nie będzie miała nic wspólnego z tą, które starsze pokolenie pamiętało z początku wieku. Przysłowiowy kubeł zimnej wody wylał się już po kilku dniach.
Współwłaściciel "Małej Ziemiańskiej" Karol Wilhelm Albrecht w swoim lokalu
Zdjęcie: domena publiczna
Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 417288