O PEWNYM GROBIE I PREZYDENCKIEJ LASCE

Gdy konserwatorzy przystępowali do pracy przy pomniku stojącym na pewnym grobie na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym nie wiedzieli do kogo należy. Ozdobny obelisk sugerował jednak, że spoczęła tu osoba wybitna i zamożna. 

Niektórzy badacze dziejów cmentarza uważali, że w mogile może być pochowany Jerzy Butzau, hajduk królewski, trafiony 3 listopada 1771 roku kulą przeznaczoną dla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wtedy to konfederaci barscy porwali władcę. Zagadkę pomógł rozwiązać kustosz Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy, identyfikując grób jako miejsce ostatniego spoczynku Karola Fryderyka Woydy, prezydenta Warszawy w latach w 1816 – 1830. 

W roku 1815 na Kongresie Wiedeńskim utworzono Królestwo Polskie a jego stolicą pozostała Warszawa. Wprawdzie na władcę Królestwa mieli koronować się kolejni carowie, ale urzędy nadal obsadzano Polakami. Pozostawiono też polskie wojsko. 

W roku 1816 prezydentem stolicy wybrano weterana insurekcji kościuszkowskiej oraz wojen napoleońskich, Karola Woydę. Za jego prezydentury miasto przeobrażało się – utworzono nowe place: Zamkowy, Bankowy i Trzech Krzyży, wznoszono okazałe gmachy, jak chociażby pałac Komisji Rządowych Przychodu i Skarbu czyli obecny Ratusz przy placu Bankowym. Wprawdzie Warszawa i Królestwo Polskie rozwijało się, ale cara Mikołaja I „uwierała” konstytucja i nie zamierzał zbytnio przejmować się nią, a to nie mogło podobać się Polakom. 

Zostawmy jednak nastroje polityczne i powróćmy do prezydenta Woydy. Napiszę szczerze – nie był specjalnie lubiany. Pokorny wobec stojących wyżej w hierarchii administracyjnej czy społecznej, okazywał wyniosłość niższym rangą lub zależnym od jego decyzji. Wypominano mu także nadmierną uległość wobec władz rosyjskich. 

Na przykład dymisjonowany oficer, noszący nazwisko Janiszewski, wielokrotnie odwiedzał Woydę w Ratuszu, prosząc o pracę czy chociażby o, uwłaczający przecież godności żołnierza, zasiłek. Głód oraz idąca za nim desperacja pchnęły pozbawionego środków byłego wojaka i do takich próśb. Prezydent, mimo że sam był weteranem, zbył proszącego wykrętnymi odpowiedziami i niczego nie obiecawszy, pozostawił samemu sobie. 

Pech chciał, że 30 września 1830 roku udając się na obiad natknął się na ulicy Długiej, tuż przy Arsenale, na odprawionego z kwitkiem petenta. Ten wykorzystał okazję, podszedł i jeszcze raz powtórzył swoją prośbę. 

Prezydent odpowiedział niegrzecznie i zdesperowany weteran nie wytrzymał. Spoliczkował Woydę strącając mu przy tym kapelusz. Gdy uderzony schylił się odruchowo po nakrycie głowy odsunął wprawdzie twarz od rozsierdzonego weterana ale wypiął inną część ciała w jego kierunku. Uzbrojony w laskę biedak bez namysłu wykorzystał sytuację. Trzymaną w ręku laseczką zaczął okładać wypiętą część ciała. 

Bijącego odprowadzono do aresztu a prezydenta do Ratusza, gdzie lekarze musieli mu upuścić krwi, żeby nie tknęła go apopleksja. Jako, że nastroje były gorące, a za prezydentem specjalnie nie przepadano, mieszkańcy Warszawy błyskawiczne zebrali środki na kaucję umożliwiającą wyjście Janiszewskiemu na wolność. 

W listopadzie 1830 odpowiadał przed sądem z wolnej stopy, uznano go winnym pobicia i skazano go na 40 dni aresztu. Ponoć w kwestii niskiego wyroku nacisk na sąd wywierał sam książę Konstanty starający się uspokoić nastroje warszawskiej ulicy. Uwzględniono również fakt, że biedny weteran nie pobił urzędnika a prywatną osobę, gdyż prezydent właśnie w tym momencie korzystał z przerwy obiadowej, więc w momencie zdarzenia nie reprezentował urzędu a wyłącznie siebie. 

Inną konsekwencją czynu Janiszewskiego było pojawienie się w sprzedaży laseczek, podobnych do tej, użytej na prezydenckiej tylnej części ciała. Nazywano je woydówkami i kosztowały znacznie więcej niż inne laski. Mimo to sprzedawały się natychmiast. 

30 listopada 1830 roku, gdy nadszedł świt, prezydent Karol Woyda stracił urząd. Zaczęło się powstanie listopadowe. Były prezydent zmarł 15 lat później w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym, gdzie spoczywa do dzisiaj, a o historii z laską mało kto pamięta.

Arkadiusz Żołnierczyk

1 czerwca 2020 roku
Fot. Arkadiusz Żołnierczyk
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356782