JAZZOWY AUTOBUS

„Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie, mija nowe, jasne domy i ogrodów chłodny cień” – śpiewał kiedyś Andrzej Bogucki w popularnej piosence. 

Kolejna edycja 28. Warsaw Summer Jazz Days za nami. W tym roku, ze względu na pandemię, było bardzo nietypowo. Klub „Stodoła”, w której zazwyczaj odbywają się koncerty, została przekształcona w restaurację mogącą pomieścić, ze względu na reżim sanitarny, jedynie 150 osób. 

W związku z tym organizatorzy zaproponowali nową formułę, która wyprowadziła festiwal na ulice Warszawy, z zachowaniem dystansu społecznego. Po ulicach miasta „mknęły” piętrowe, czerwone autobusy, w których młodzi muzycy grali jazz. Formuła miała spełnić dwa zadania. Po pierwsze, organizatorom chodziło o to, by pokazać, że festiwal, wbrew temu wszystkiemu, co obecnie się dzieje, trwa. Po drugie chodziło o wyprowadzenie jazzu na ulice i pokazanie, że nie jest on takim trudnym i niezrozumiałym rodzajem muzyki, jak powszechnie się o nim sądzi. 

Mieliśmy przyjemność jechać jednym z takich autobusów. Na pokładzie Rafał Dubicki Quartet w składzie: Rafał Dubicki – trąbka, Michał Sołtan – gitara, Adam Lewandowski – perkusja, Marcin Kajper – saksofon barytonowy i tenorowy. Formacja w 2019 wydała świetnie przyjęty na rynku muzycznym studyjny album pt. „Story about emotions". 

Przed eskapadą zapytaliśmy lidera – Rafała Dubickiego o to, co zagrają warszawiakom w ramach Warsaw Summer Jazz Days. 

Redakcja: Co dziś będziecie grać? 
Rafał Dubicki: W ramach Warsaw Summer Jazz Days będziemy jeździć tym, pięknym czerwonym autobusem, a zagramy na potrzeby tego wydarzenia, znane i lubiane standardy jazzowe, które kojarzą się z uśmiechem, z melodią, które kojarzą się ze świętem muzyki, ze świętem jazzu. 

Red.: Jazz przez większość osób uważany jest za bardzo trudny w odbiorze rodzaj muzyki, co Was pociąga w jazzie?
Dubicki: Jazz jest świetny, są to utwory o bardzo otwartej formie, oczywiście istnieje coś takiego jak główna melodia, temat, ale istotą tej muzyki jest improwizacja i interakcja, do jakiej dochodzi pomiędzy muzykami. Gramy partie solowe, które są zaimprowizowane. Te partie solowe współgrają między muzykami, więc jest to taki dialog prowadzony na bieżąco, takie komponowanie swoich solówek i rozwijanie swoich utworów w bieżącym czasie. 

Red.: Jak myślisz, czy ta formuła, gdzie jeździcie autobusami po Warszawie i gracie jazz, przyjmie się? Jest szansa, żeby była reedycja w przyszłym roku? Przyznasz, że taki sposób przedstawienia muzyki jazzowej jest wyjątkowy, nie było wcześniej czegoś takiego w Warszawie. 
Dubicki: Myślę, że pomysł jest genialny, po pierwsze są to otwarte autobusy, więc będziemy grać ludziom, ludzie będą nas widzieć, będą widzieć instrumenty, po drugie trafiliśmy z pogodą, która nam bardzo sprzyja, po trzecie jest to ukłon moim zdaniem, w stronę społeczeństwa, że muzycy opuszczają swoje ciepłe sale koncertowe i wychodzą do ludzi. Dla nas jest to frajda, mnie się to bardzo podoba, nigdy wcześniej nie miałem okazji jechać takim autobusem a co dopiero grać, a dzisiaj będzie można to połączyć, także mam nadzieje, że wejdzie to na stałe w plan jazzowych festiwali tu w Warszawie - powiedział Rafał, zapraszając mnie na dach piętrowego autobusu. 

Trasa wiodła głównymi ulicami Warszawy. Jechaliśmy przez miasto przy dźwiękach takich utworów, jak „ A night in Tunisia” Dizzyiego Gillespie, „Fly me to the moon” Barta Howarda, „Chicken” Pee Wee Ellisa, „Bye bye blackbird” Raya Hendersona. Ludzie na ulicach uśmiechali się i robili zdjęcia. Atmosfera na dachu była fantastyczna, a chłopaki świetnie się bawiły, improwizowały, machały do stojących na ulicach warszawiaków. Ta część festiwalu zakończyła się po około 3 godzinach spotkaniem wszystkich 6 jazzbusów w okolicy Patelni. 

Z Rafał Dubicki Quartet spotkaliśmy jeszcze raz w ostatnim dniu Warsaw Summer Jazz Days, po to, by zapytać o wrażenia z ostatnich dwóch dni. 

Red.: Jak wam się jeździło przez ostatnie dni? 
Dubicki: Każdego dnia było coraz fajniej, tak powiem, ponieważ ludzie, których mijaliśmy na ulicach, cały czas się do nas uśmiechali, nagrywali filmiki i robili zdjęcia, byli tacy zaaferowani, że jedzie jakiś czerwony autobus i gra na żywo jazz. My się czuliśmy coraz swobodniej, coraz lepiej, a energia publiczności z ulicy tylko nas napędzała, więc super było.  

Red.: W sobotę padało, nie przeszkodził wam deszcz? 
Dubicki: Nie graliśmy na dachu, graliśmy w środku autobusu, ale przez otwarte okna i tak było słychać jak gramy, a ludzie mimo deszczu zatrzymywali się, uśmiechali, niektórzy nawet bili brawo, było super. 

Red.: Czyli ta formuła się sprawdziła? Jest to dobra promocja Warsaw Summer Jazz Days? 
Dubicki: Bardzo, myślę, że jest to bardzo dobry pomysł, żeby ten festiwal wyszedł poza mury sali koncertowej, ponieważ na salę koncertową trafią tylko i wyłącznie zainteresowani ludzie, ludzie, którzy są w temacie, kupią bilety i pójdą, a my jeżdżąc autobusem, trafiliśmy bezpośrednio do wszystkich innych, przez taki bezpośredni kontakt. Myślę, że gros osób dowiedziało się, że w ogóle coś takiego ma miejsce, tylko dlatego, że wyszliśmy naprzeciw nim. 

Była to pierwsza tego typu akcja promująca jazz na ulicach miasta. Świetnie przyjęta przez warszawiaków, wzbudziła entuzjazm mieszkańców miasta. Mamy nadzieję, że z taką formą prezentowania muzyki, spotkamy się za rok, podczas kolejnej, 29. edycji Warsaw Summer Jazz Days. 

Magdalena Kuc 

13 lipca 2020 roku
Fot. Magdalena Kuc
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 352503