TOPOLANKA - TAJEMNICZE RUINY

Jest sobie w Warszawie dosyć nietypowa ulica, ciągnąca się od Mehoffera po Poetów, przechodząca częściowo przez lasek miejski. Niewiele przy niej zabudowań, a do ruchu samochodowego zostały przystosowane zaledwie pojedyncze odcinki. Nazywa się bardzo odpowiednio – Leśnej Polanki. 

Znajduje się na Białołęce – dzielnicy stosunkowo ubogiej, jeśli chodzi o zabytki, choć też może się kilkoma poszczycić. Jeden stoi jeszcze właśnie przy Leśnej Polanki. Dlaczego „jeszcze”? Bo właściwie nie ma już czego ratować. Mowa o willi „Topolanka”, bardziej obecnie straszącej niż zdobiącej i uliczkę Leśnej Polanki, i samą dzielnicę. 

Nazwa willi pochodzi od dwóch rosnących w pobliżu topoli. Niestety, już ich tam nie ma, choć niedaleko znajdują się dwa dęby, pomniki przyrody. Willa powstała na początku XX w., na wzniesieniu, w pobliżu Zakładów Chemicznych Winnica S.A. (przed wojną zaliczanych do najważniejszych polskich zakładów tego typu) Nie bez powodu – zbudował ją również prokurent Fabryki, Henryk Stryjewski. Fabryka znajdowała się kiedyś tam, gdzie obecnie szkoła podstawowa i jeśli dobrze przyjrzymy się okolicy, nadal można dostrzec jej pozostałości. Willa odzwierciedlała bogactwo właścicieli – w holu znajdowały się piękne, dębowe schody, a cały dom zdobiło wiele kutych w żelazie detali. Ze wzniesienia rozpościerał się widok na obecne Nowodwory i (podobno) Wisłę. 

Po wojnie fabrykę znacjonalizowano i zamknięto, a znajdujące się przy Leśnej Polanki zabudowania zniszczono i zasypano ziemią. Stryjewscy wyjechali z Polski, a w willi zakwaterowano lokatorów. Przez niemal cały PRL nie robiono w niej żadnych remontów, powoli się rozpadała, aż w końcu trzeba było wykwaterować ostatnich mieszkańców. Budynek wpisano do gminnej ewidencji zabytków, ale jak zwykle, niewiele to w praktyce oznacza. Chociaż miasto kupiło go w 2000 r., potem przeznaczono go do sprzedaży. W 2011 r. pożar zniszczył drugie piętro willi. Od pięciu lat należy do dzielnicy. Od momentu, gdy zabrakło w nim lokatorów, regularnie go dewastowano i okradano. Wprawdzie „zabezpieczono” teren byle jakim ogrodzeniem, ale prowizoryczny płot już od dawna nie pełni swojej roli i można swobodnie wejść na teren posesji, ryzykując złamaniem nogi albo wdepnięciem w szkło pozostawione przez amatorów procentów. Co się stanie z willą? Pewnie się rozpadnie, jak wiele innych zabytków, a rewelacyjną miejscówkę sprzeda się deweloperom. Człowieka niema złość ogarnia. 
 
Magda Kozłowska

19 lipca 2020 roku
Fot. Magda Kozłowska
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356759