FRYCKOWI WIRUS NIESTRASZNY

Andrzej Papliński
Czy i jak epidemia odcisnęła się na ekspozycji w Muzeum Chopina? 

15 lipca 2020 roku, po pandemicznej przerwie, Muzeum Fryderyka Chopina na Tamce otworzyło swoje drzwi dla zwiedzających. Czy spotkamy się z czymś nowym podczas wizyty? Oczywiście, poza restrykcjami wynikającymi z odgórnych wytycznych i dotyczących naszego bezpieczeństwa. Wszyscy o nich wiedzą, bowiem obowiązują one wszędzie, ale dla porządku przypomnijmy je. Po pierwsze, musimy zachować odpowiednią odległość między zwiedzającymi. Nie pchajmy się zatem na obce nam osoby, które starają się na przykład odczytać wpisy do rozkładu zajęć w Licem Warszawskim, w którym wykładał tata Chopin. Wymóg dystansu nie obowiązuje jedynie osób mieszkających wspólnie pod jednym dachem. Po drugie, przy wejściu należy zdezynfekować ręce. Po trzecie, już wchodząc do kasy zakładamy maseczkę, w której będziemy również oglądać całą ekspozycję w muzeum. I wreszcie, po czwarte, należy mieć przy sobie własne słuchawki, jeśli będziemy chcieli posłuchać muzyki w Sali – Kompozytor.
A wracając do innych nowości… Chcąc państwu udzielić informacji z pierwszej ręki, udaliśmy się po prostu w odwiedziny do Fryderyka. I oto nasze wrażenia. 

Zaczynamy oczywiście od kasy. I tu wiadomo: maseczka, dezynfekcja rąk i podchodzimy do lady. Po uiszczeniu odpowiedniej kwoty dostaniemy rękawiczki gumowe (wliczone w koszt biletu) i do ręki kartonowy bilet. Dla kogoś, kto przyszedł tu po raz pierwszy, nic zadziwiającego, ale dla bywalców… Każdemu, kto był w Muzeum Chopina choć raz po uroczystym otwarciu nowej ekspozycji w 2010 roku, dziwnym się wydaje ten zwykły kartonik w dłoni. Właśnie, nie ma już kart elektronicznych, którymi mogliśmy uruchamiać odtwarzanie filmów, prezentacji na ekranach i nagrań muzycznych. To pierwsza nowość w muzeum. 

Wchodzimy następnie do sieni muzeum. Nie ma już kart, nie ma potrzeby ich aktywować. Idziemy zatem do szatni… To następny punkt na liście zmian organizacyjnych. Zalecane jest nie korzystać z niej, nie pozostawiać rzeczy na wieszakach. Chodzi o to, aby inne osoby ich nie dotykały. Plecaki, torby można oczywiście, jak dawniej, umieścić w indywidualnym schowku i zamknąć na kluczyk (trzeba mieć przygotowaną monetę 2-złotową). Póki ładna pogoda, nie będzie problemu. Uważajmy jednak przy złej aurze, kiedy trzeba będzie zostawić kurtki i parasole. Szatnia jest obecnie samoobsługowa! 

Ale wróćmy na ekspozycję. Sala pierwsza się nie zmieniła. Jak dawniej poznamy rodzinę Chopinów. Pojawi się problem dnia urodzin naszego bohatera. Czy stało się to 22 lutego, jak napisano w księdze parafialnej, czy 1 marca, jak twierdził sam Fryderyk i jego rodzina? Spojrzymy na księgę gości w Dusznikach, co przypomni nam Fryderykowy wyjazd do wód. W długiej sali warszawskiej - dzieciństwo i młodość. Pierwszy nauczyciel, Wojciech Żywny, spojrzy na nas z portretu, za to zabraknie nam tego, który własną ręką ongiś napisał o młodym Chopinie: „Geniusz muzyczny”, czyli Józefa Elsnera. Jego portret bowiem dzieli od nas dystans równy połowie kuli ziemskiej, jako że czasowo trafił na wystawę wędrującą po Japonii (Kobe, Kuruma, Tokio, Shizouka). Rekompensuje nam to jednak obecny, jak zawsze, złoty zegarek, dar włoskiej śpiewaczki Angeliki Catalani, która podarowała go 10-letniemu muzykowi zachwycona jego grą. Zegarek, z którym Fryderyk nigdy się nie rozstawał. 

Jest też piętro niżej, na swoim miejscu, fortepian, który swego czasu należał do przyjaciela i autora pierwszej książkowej biografii Fryderyka, czyli Ferenca Liszta. Odnajdziemy w gablocie recenzję Mochnackiego z warszawskiego koncertu, który się odbył wiosną 1930 roku w Teatrze Narodowym i rzucimy okiem na kalendarzyk Chopina z roku 1848. 

Tuż obok, w Sali Koncertowej, słychać delikatne dźwięki fortepianu, które zapraszają do zajęcia miejsca i wsłuchania się w muzykę Fryderyka. Tutaj słuchawki nie są nam potrzebne. A kiedy zamkniemy oczy, będziemy mogli sobie wyobrazić, że jesteśmy na jednym z nielicznych koncertów, jakie dał nasz pianista w całym swoim życiu. I właśnie dla podkreślenia tego faktu, fortepian Liszta stoi pomiędzy dwiema powiększonymi reprodukcjami rycin przedstawiającymi dwa przeciwległe światy: pierwszy, dużych sal koncertowych, które napawały Fryderyka ogromną tremą i strachem przed anonimową publicznością, i drugi, w którym czuł się jak ryba w wodzie, świat zwykłych salonów, gdzie potrafił grać, a przede wszystkim, improwizować dla przyjaciół całymi godzinami. 

Zaskoczenie będzie w sali za ścianą, gdzie można posłuchać przy „magicznych” stołach różnych gatunków muzyki komponowanych przez Chopina: mazurków, polonezów, etiud, scherz… Tutaj, w sali Kompozytor musimy mieć nie tylko swoje słuchawki, ale dodatkowo smartfon, który dzięki specjalnej aplikacji umożliwi odtwarzanie nagrań. Sytuacja, która trochę boli, kiedy ma się „wiekową” komórkę służącą wyłącznie jako telefon. Wówczas ukojenia trzeba szukać w Sali koncertowej. 

Na pierwszym i drugim piętrze nie natkniemy się na niespodzianki. W sali Kobiety w życiu Chopina znajdziemy, jak dawniej, kosmyk włosów George Sand i serwetkę z wyszytym przez nią monogramem Fryderyka, bransoletkę podarowaną Ludwice Chopin przez uczennicę i wielbicielkę kompozytora, Jane Stirling. W następnej, przypominającej o paryskich mieszkaniach kompozytora, czeka na nas fortepian Pleyela, na którym Chopin grał w ostatnich dwóch latach swego życia. Dalej, wspomnienie letnich miesięcy spędzonych w Nohant, gdzie powstawały najwspanialsze kompozycje. Czy bez tych wakacji miałyby szanse się narodzić w Paryżu, gdzie każdy dzień był wypełniony lekcjami, wizytami w teatrach i spotkaniami towarzyskimi? 

Na ostatnim piętrze - podróże Chopina i związane z nimi dokumenty, ale również drobne przedmioty do niego należące. Dwa komplety spinek, pudełko na cukierki, kolejny kalendarzyk… Jedno miejsce zobaczymy puste. Dzwonek w kształcie chińskiej figurki z wymienionym już wcześniej panem Elsnerem jeszcze do końca września podziwiany będzie przez mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. 

Nie zabraknie zaś na koniec stałego, wzruszającego momentu. Będziemy mogli spojrzeć na pukiel włosów Fryderyka Chopina zachowanych przez jego starszą siostrę Ludwikę oraz na pośmiertną maskę wykonaną przez męża Solange Sand, Augusta Clésingera. Tego samego, któremu kompozytor zawdzięcza również swój piękny pomnik na paryskim cmentarzu Père Lachaise. 

Andrzej Papliński 

19 lipca 2020 roku 
Fot. Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359203