BORETTI

Rodzina Borettich to jedna z tych, których protoplasta Józef przybył niemal dwa i półwieku temu do Warszawy i postanowił tu pozostać. 

Dyskutując w gronie redakcyjnym na temat Polaków z wyboru, usłyszałem zdanie, że to tylko ten pierwszy, protoplasta rodu, dokonał wyboru, pozostali już urodzeni w Polsce byli obywatelami naszego państwa. Tak, to prawda. Jednak śledząc losy niejednej rodziny przybyłej z zagranicy i osiadłej w Polsce, często kolejne pokolenia zmuszane były, by ten wybór praprzodka potwierdzić. I potwierdzali go. Wiele razy, nawet za cenę życia. 

A jak to było u naszych dzisiejszych bohaterów – Borettich? 

Do Polski jako pierwszy przyjechał młodszy brat Józefa, Jan. Józef dotarł 3 lata później. Obaj byli budowniczymi. Nie wykonywali swoich projektów, byli zaś znakomitymi wykonawcami. Prowadzili prace budowlane, ale i z wielkim powodzeniem prace remontowe. Opanowali do perfekcji sposób renowacji elewacji wysokich budynków. Architekt Alfons Kropiwnicki pisał o Borettich, że od chwili ich przybycia Warszawa nabrała blasku, że zniknęły okopcone „facyjaty”. Tak wtedy nazywano elewacje budynków. 

Skąd przybyli ci pierwsi Boretii, Jan i Józef? Pochodzili z miasteczka Inzago w Lombardii (dzisiejsze północne Włochy). Historia pobytu Józefa w Warszawie sięga roku 1787. Początkowo pracowali razem w Warszawie, jednak ich sława rozniosła się po kraju i w 4 lata później zaproszono ich do Wilna, gdzie odnowili kościół Franciszkanów. Jan pozostał i zamieszkał w Wilnie. 

Józef Boretti jeszcze w Wilnie ożenił się z Barbarą Hrynkiewicz, ale pożegnał się z bratem. Młoda para wróciła do Warszawy. Zamieszkali początkowo na Kanonii, następnie przenieśli się na Zakroczymską, by w końcu, po wybudowaniu własnego domu, do końca życia zamieszkać na Wójtowskiej. Doczekali się 9 dzieci. Protoplasta rodu żył długo, bo aż 103 lata. To od nich rozpoczynają się dzieje rodziny Borettich w Warszawie. Warszawska prasa doniosła jeszcze za życia Józefa sensacyjną wiadomość, że ten postanowił własnym sumptem odnowić kościół Panny Marii na Nowym Mieście. Nie było by w tym nic sensacyjnego, gdyby nie fakt, że „staruszek” Józef był już po setce. Po tym zdarzeniu modne było w Warszawie powiedzenie: "Rześki jak pan Boretti po setce". 

Józef Boretti niemal całe swoje długie życie poświęcił Warszawie. Jego najbardziej znane prace w Warszawie to remont i przebudowa kościoła i wieży Franciszkanów na Nowym Mieście (wg projektu Jakuba Fontany). W 1808 roku rozebrali i ponownie postawili kolumnę Zygmunta. Komisja rządowa pod kierunkiem Jakuba Kubickiego zleciła Borettiemu naprawę, gdy król Zygmunt niebezpiecznie przechylił się i obawiano się zawalenia kolumny. Według projektów Kubickiego, Boretti wybudował w latach 1815-17 dwa pawilony boczne Uniwersytetu Warszawskiego. 

Następcą Józefa był jego syn Feliks, który odziedziczył po ojcu fach budowniczego, a którego ojciec przeżył o dwa lata. To od niego rozpoczyna się linia męska rodziny Borettich. Druga linia rodziny bierze początek od córki Józefa, Katarzyny. Początek dość nietypowy. Po klęsce kampanii napoleońskiej przez Polskę powracały do Francji niedobitki armii. Tak się złożyło, że u Borettich zatrzymał się wracający z wojny ranny Leonard Maringe. Zatrzymał się jako rekonwalescent, by nabrać sił. Ale miłość nie sługa. Zakochał się w 18-letniej córce gospodarza. I tak pół Polka, pół Włoszka, Katarzyna została żoną Francuza. Za pieniądze otrzymane od rodziny Maringe prowadził skład win. Mieli 12 dzieci. 

To od nich zaczyna się gałęź rodziny Maringe. Na Powązkach odnalazłem 3 grobowce rodziny Borettich. Najważniejszy, w kwaterze 4, gdzie spoczywa senior rodu Józef z żoną, syn Feliks oraz wnuk Józef Antoni. Pochowano tu założycieli odgałęzienia rodziny Maringe, Leonarda i Katarzynę. Wymowny jest fragment epitafium, jaki Katarzyna umieściła na grobie wcześniej zmarłego męża: „Drogi Mężu i Ojcze, spoczywaj w rodzinnej nam ziemi” . To najlepszy dowód, że traktowali Polskę jako swoją ojczyznę. Ciekawostką jest także, że z 12 pociech Katarzyna żegnała męża tylko z czwórką. Taka była wtedy umieralność dzieci. 

Z ostatnio pochowanych w tym grobowcu chcę wspomnieć Antonillę Maringe, która w czasie okupacji w konspiracji nosiła pseudonim CIOCIA TOLA. Jej mieszkanie na Filtrowej 63 służyło jako punkt konspiracyjnych spotkań, tu kontaktowali się cichociemni, działała komórka AK podrabiająca i wykonująca fałszywe dokumenty współpracująca z Agatonem – Stanisławem Jankowskim. Jej dwaj synowie zginęli tragicznie. 

Starszy, Jerzy Maringe, był porucznikiem lotnictwa. W czasie okupacji, z ramienia KG AK zajmował się organizacją zrzutowisk i odbiorem cichociemnych. Aresztowany został w szpitalu, gdy zachorował na tyfus. Przewieziony do Krakowa i zamordowany w więzieniu na ul. Montelupich. Nikogo nie wydał podczas przesłuchań. Miejsce pochowku nie jest znane. Jego młodszy brat Stanisław, także żołnierz konspiracji od 1939 roku, w służbie wywiadu na terenie Warszawy. Aresztowany po nieudanym napadzie w celu zdobycia środków na działalność konspiracyjną. Przewieziony na Pawiak, torturowany, nie wydał nikogo. Przewieziony do obozu Auschwitz współpracował z Witoldem Pileckim, organizując ucieczki. Został schwytany i rozstrzelany podczas próby ucieczki. Jego miejsce spoczynku także jest nieznane. 

Z drugiego grobowca rodziny Borettich w kwaterze 43 chciałbym wspomnieć Witosławę Boretti-Onyszkiewicz. To nie pomyłka, była ona pierwszą żoną Janusza Onyszkiewicza, znanego wszystkim działacza NSZZ „Solidarność”. Witosława była geologiem, doktorem nauk przyrodniczych, jednocześnie uczestniczyła w badaniach jaskiń. Miała duży dorobek jako speleolog. W Jaskini Śnieżnej w Tatrach zeszła na poziom 640 m. Wraz z mężem brała udział w wyprawie do jaskiń w górach Kaukazu. W jaskini Cinkił 12 września 1967 roku zdarzył się tragiczny wypadek. Wskutek nagłego przyboru wody po ulewach, Witosława Boretti zginęła wskutek odcięcia drogi ewakuacyjnej. 

Na koniec wspomnę, że informacje te znalazłem na rodzinnej stronie internetowej Borettich, która aktualizuje dane na bieżąco. Najmłodszym członkiem rodziny, dziś już ósmego pokolenia w Polsce, jest Franciszek Józef Boretti urodzony w sobotę 25 lutego 2017 roku, jako syn Marka i Karoliny. Ród nie wygaśnie. 

Rodzina Borettich zasługuje na przypomnienie. Przybliżyłem zaledwie kilka osób. Choć zawód budowniczego był w tej rodzinie dziedziczny, wśród jej członków spotykamy przedstawicieli innych profesji, rodziny ziemiańskie, rzemieślników, jest nawet artysta fotografik. 

Franciszek Trynka 

22 sierpnia 2020 roku
Fot.  Fanciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 356821