IMPRESJE POWĄZKOWSKIE:  ARTYSTA A SZCZĘŚCIE. O KONSTANTYM HEGLU

Mówiąc o artystach i ich dziełach, najczęściej używamy określeń, takich jak „odniósł sukces” i „jego twórczość zyskała uznanie” lub ich zaprzeczeń. Czy zasadne jest zatem w stosunku do takich osób mówić, że „miał szczęście lub go nie miał” albo, że „miał pecha”? 

Pytanie to nasuwa się przy badaniu życia i twórczości Konstantego Hegla. Zacznijmy jednak od początku. Hegel pochodził z rodziny rzeźbiarzy. Jego ojciec Antoni wraz z dziadkiem Józefem przybyli z Austrii i osiedli w Warszawie w II połowie XVIII wieku. Pracowali dla króla Stanisława Augusta przy wystroju rzeźbiarskim Łazienek. Konstanty urodził się w Warszawie, był uczniem Liceum Warszawskiego, a następnie Szkoły Sztuk Pięknych, gdzie jego profesorem był Paweł Maliński. Swą naukę pogłębiał podczas podróży po Europie: w Wiedniu, Dreźnie i w rzymskiej Akademii św. Łukasza. Po powrocie założył w Warszawie pracownię rzeźbiarską. Wystawiał swe prace na wielu warszawskich wystawach, często nagradzany medalami, w tym złotym medalem w 1838 roku. W 1844 roku mianowano go profesorem rzeźby i rysunku w Szkole Sztuk Plastycznych. Był bardzo lubiany przez swoich uczniów, do których miał ojcowski stosunek. Spod jego ręki wyszli tak znakomici rzeźbiarze jak Andrzej Pruszyński, Pius Weloński oraz Bolesław Syrewicz, wspominany już przez nas powązkowski „Mistrz woalu”. 

Jak pisze znany warszawski historyk sztuki Andrzej Ryszkiewicz Hegel „wyznawał rygorystyczny klasycyzm”. Wielką wagę przywiązywał do precyzji technicznego wykonania, ale nie zawsze wykazywał się inwencją twórczą. Chętnie korzystał z rysunków architektów, z którymi współpracował lub korzystał z gotowych wzorów znanych rzeźbiarzy, jak Thorvaldsen czy David. 

Konstanty Hegel był popularnym i wziętym twórcą. Współpracował, m.in. z architektem Adamem Idźkowskim. Niestety, wojenne losy Warszawy, zwłaszcza podczas powstania warszawskiego, to okres ogromnych strat w dorobku właśnie takich twórców, jak architekci i rzeźbiarze. Nie przetrwało wojny ich wspólne dzieło – przedwojenna katedra św. Jana. W czasie przebudowy świątyni w latach 1836-1840 Idźkowski zaprojektował fasadę w stylu neogotyku angielskiego. Miała ona swoich zwolenników, jak również przeciwników, jako kulturowo obcy styl nad Wisłą. Hegel wykonał wówczas szereg rzeźb, w tym najbardziej cenioną ambonę. Podobnie w kościele Sakramentek na Nowym Mieście, całkowicie zniszczonym i zrekonstruowanym po wojnie, trudno szukać figur wykonanych przez rzeźbiarza. 
Hegel był ponadto współtwórcą monumentu odsłoniętego w 10. rocznicę wybuchu powstania listopadowego, zwanego potocznie pomnikiem lojalistów. Władze carskie chcąc uhonorować siedmiu oficerów polskich, którzy nie przyłączyli się do powstania, wymawiając się złożeniem przysięgi monarsze, wystawiły na placu Saskim okazały monument. Jego projektantem był znany nam Włoch Antonio Corazzi, natomiast Hegel wykonał oprawę rzeźbiarską w postaci lwów i orłów. Interesujące jest pytanie, czy twórcy tego monumentu zdawali sobie sprawę z tego, że jest to tylko budowla czasowa i zniknie przy pierwszej możliwej okazji? A rozebrano go w 1917 roku. 

Wróćmy jednak do twórczości Hegla, która przetrwała wojnę, do tych dzieł, które znamy i lubimy, nie zawsze wiedząc, kim był ich autor. Zacznijmy od Powązek, bowiem oprócz prac na terenie miasta artysta wykonywał rzeźby nagrobne. Najcenniejsze, oprócz kilku medalionów, jest popiersie biskupa Jana Dekerta w alei katakumbowej, oraz piękna, pełnopostaciowa figura Madonny na grobie rodziny Kisielnickich. 

Pracę Konstantego Hegla spotkamy również w Wilanowie. Wraz z Jakubem Tatarkiewiczem wykonali oni zaprojektowane przez Henryka Marconiego mauzoleum Aleksandry i Stanisława Kostki Potockich. Jednak jego najbardziej znanym dziełem, nie tylko warszawiakom, lecz także wielu tysiącom turystów odwiedzających warszawskie Stare Miasto, jest pomnik Syrenki. 

Powstał on w połowie XIX wieku, w związku z budową pierwszego warszawskiego wodociągu zaprojektowanego przez Henryka Marconiego. Jednocześnie z doprowadzeniem wody do publicznych zdrojów, postanowiono w kilku reprezentacyjnych punktach miasta zbudować fontanny. Jednym z czterech wówczas powstałych wodotrysków był ten na rynku Starego Miasta, dla którego pomnik Syrenki wykonał Konstanty Hegel. Odwiedzający dziś Stare Miasto turyści, a także zdecydowana większość warszawiaków sądzi, że pomnik stoi tu od zawsze, nie podejrzewając nawet, że jego historia, licząca ponad półtora wieku, pełna jest zaskakujących zdarzeń. Zaledwie od 2008 roku trwa stan dzisiejszy, kiedy to uruchomiono fontannę zastępując oryginał pomnika jego wierną kopią. Ta irracjonalna historia Syrenki, pomnika symbolu miasta, zakończyła się umieszczeniem oryginalnej rzeźby w Muzeum Warszawy. Jej wędrówkę przez lata, wręcz tułaczkę, niezrozumiałe decyzje o jej lokalizacji, często brak pomysłu, połączone z niezliczonymi, niewytłumaczalnymi aktami wandalizmu, zakończyła decyzja o ochronie cennego zabytku, podjęta przez władze Warszawy i konserwatora zabytków przed 12 laty. 

A skąd tytuł felietonu, zapytacie? Podobnie, jak ze zmiennym szczęściem toczyła się historia wykonanych przez artystę dzieł, tak i smutne były ostatnie lata jego życia. Na 8 lat przed śmiercią utracił wzrok i nie mógł wykonywać swojego zawodu. Spędził te lata w samotności, zapomnieniu i nędzy. Po śmierci Konstantego Hegla pomnik na jego grobie ufundowali wdzięczni uczniowie, a popiersie wyrzeźbił wspomniany już Bolesław Syrewicz.
Tekst i zdjęcia: Franciszek Trynka

24 listopada 2020 roku
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 359906